Cześć Dziewczyny!!
Dawno nie pisałam, bo nie miałam za bardzo czasu

. Jestem jeszcze u rodziców. Pobyt nie należy do udanych już od samego początku. Pierwszego wieczoru miałam zastój pokarmu i dostałam wysokiej gorączki. Nie wiem czy przez to, że zmieniliśmy troszkę klimat, ale Robert nie chciał jeść i przez to miałam nawał pokarmu. A w konsekwencji ten zastój i ta gorączka. Na drugi dzień jakoś się z tym uporaliśmy, a Robertowi na szczęście wracał apetyt. W drugą noc Sara miała stan podgorączkowy, ale pomyśleliśmy wtedy, że z emocji taki skok temperatury. Codziennie Sarę odwiedzały dzieci z podwórka. A, że dawno się z nimi nie widziała, była bardzo tym podekscytowana. W sobotę jeszcze dwa razy skoczyła jej temperatura (do 38,5 st C. ), ale bez problemu ją zbiliśmy. Natomiast w niedzielę rano Robert obudził się z czerwonymi szorstkimi policzkami. Niestety rumianek nie zadziałał i następnego dnia policzki wyglądały fatalnie. Poszłam więc do lekarza, ale nie chcieli mnie przyjąć, bo jestem z innej kasy. W przychodni przyjmują tylko dzieci z zagrożeniem życia :

Poprosiłam lekarkę, aby jednak zajrzała choć na mojego synka, bo nie wiem co mam z tym robić. Przyjrzała się więc jego skórce i stwierdziła, że mój Robercik ma skazę białkową. Czyli od poniedziałku jestem na diecie.

W poniedziałek na wieczór Sara znowu dostała gorączki. Niestety jej już nie dało się tak łatwo zbić. Męczyliśmy się jeszcze cały dzień, a następnego dnia jak doszły bóle podbrzusza, chcieliśmy poprzez przychodnie załatwić wizytę domową. Oczywiście też się nie dało. Nawet prywatnie. Pojechaliśmy, więc do przychodni na mieście. I tam, o dziwo, bez problemu, nas przyjęli. Stamtąd dostaliśmy skierowanie do chirurga, a on skierował nas do szpitala. I tak moja córeczka wylądowała, podczas pobytu u swojej babci i dziadka, w szpitalu

. Nie chcą mi narazie ją wypuścić, bo jak dotąd sami nie wiedzą co jej jest. Na pewno ma jakiś stan zapalny, bo ma za dużo leukocytów. Na szczęście moja mama jest z moją córeczką, bo ja przez to, że karmię wyłącznie piersią nie mogłam z nią zostać na noc. Kursuję więc z Robertem i moim tatą codziennie do szpitala. W poniedziałek Sara ma kontrolną wizytę u nefrologa w klinice, więc do tego czasu muszą ją puścić

Witaj Amcia. Ja z Sarą jak i teraz z Robertem spałam i nie żałuję, bo przynajmniej jestem wyspana. A Sarę (miała wtedy 1,5 roczku) nauczyliśmy samodzielnie zasypiać, jak odstawiałam ją od piersi. Teraz nie mamy żadnych problemu z jej usypianiem

Widzę, że nie tylko moja córeczka, z tego wątku, zalicza szpitale.

Oby nasze pociechy były zdrowe
