Moi rodzice niby się przejmują, a pojechali przedwczoraj na tygodniowe wakacje. Stwierdzili, że i tak na pewno nie urodzę do ich powrotu...
Niby do niczego mi rodzice nie potrzebni, ale jakoś dziwnie się poczułam , zwiali akurat teraz...
No i teraz w razie czego mogę liczyć tylko na męża, a on biedny miał wyjeżdżać w środę na trzy dni na spotkanie firmowe. Teraz kombinuje, żeby nie pojechać i być w razie czego na miejscu. Jedyny plus to fakt, że mogliśmy się przeprowadzić do domu rodziców, a oni nie dość że mają ogród i mogę sobie siedzieć na świeżym powietrzu przez pół dnia to mieszkają bardzo blisko szpitala, w którym chcemy rodzić.