Moja córka ma chyba każdą możliwą alergię pokarmową ( bez glutenu) do tego AZS, ale sierciuchy jej nie straszne. Mój kot- Mainkun, został z moją mamą po mojej wyprowadzce, bo (aż wstyd) mój mąż nie cierpi kotów, ze mna za to poszły moje dwa kundle, najkochańsze na świecie. Gucio( mix ras tzw agresywnych) medalista obiedience- moja druga połowa i najukochańszy przyjaciel musiał odejść gdy byłam w siódmym miesiącu z Zosią, to był najgorszy dramat jaki przeszłam. Pomimo doskonałego wyszkolenia i więzi między nami zaczął niespodziewanie rzucać się na ludzi, na widok dzieci dostawał wręcz piany. Degeneracja układu nerwowego a miał dopiero 5 lat. Był wyratowany z hodowli psów do walk, służył ponoć jako worek treningowy , miał dopiero 4 miesiące a na ciałku nie miał miejsca bez blizny. Ten pies to był najlepszy okres mojego życia( pomijając oczywiście macierzyńtwo gdy pojawiła się Zosia) a jego uśpienie to po prostu koszmar- choć wiem dzisiaj że zrobiłam to co najlepsze.
Teraz mamy Maję, bardzo kochanego pieska, kundelka, dobra duszyczka tego świata, wyrwana również z mordowni acz nad wyraz zrównoważona, obiedience z nią zawodowo nie trenuję ale jak ktoś w temacie to jest na poziomie klasy 1

Wracając do tematu, jeśli w ciąży wystawiamy się na działanie sierściucha, ryzyko alergii baaaaaardzo spada. Więc dziewczyny- KUPOWAĆ KOTY! A najlepiej adoptować.