Popieram, lepiej teraz kilka miesięcy, czasem tylko tygodni uważać niż później płakać przez późniejsze ewentualne powikłania wcześniacze.
Ja po kilku dniach nieobecności wróciłam tutaj z powrotem. Udało się i wypuścili nas ze szpitala, w domu mamy "reżim łóżkowy" tak więc zgodnie z zaleceniami wstaję tylko do toalety i coś zjeść. A w domu czuję się milion razy lepiej niż jak byłam w szpitalu, brzuszek rzadziej się napina, w sumie to nie napina się prawie w ogóle chyba ze synek zechce się porozciągać i wypiąć pupcię ;P
30.08 mamy wizytę u Pana doktora i zobaczymy co tam słychać, mam nadzieję, że szyjka się już nie skraca i przede wszystkim ze nie ma już rozwarcia, za żadne skarby nie chcę wracać do szpitala...
Może i lekarze w Polsce panikują i czasem robią z igły widły ale szczerze wolę to niż później jeździć z maleństwami od lekarza do lekarza, na rehabilitację i tak dalej żeby leczyć powikłania z powodu niedojrzałości maleństw przez przedwczesny poród.
A jak już nasze skarby pojawią się na świecie to jestem pewna że zapomnimy o tym całym leżakowaniu i marudzeniu... jak nam to teraz jest źle, jasne, że każda kobieta do samego końca ciąży chciałaby mieć nieskończone pokłady energii, przenosić góry i czuć się rewelacyjnie, ale skoro tak nie jest to po prostu trzeba się pogodzić z sytuacją i cierpliwie przeczekać ten czas.