Teraz 30-40 min i obu mam nakarmionych. W nocy osobno karmię. A było 2 h. Bo każdego przewinąć, nakarmić, dłużej jedli, jeszcze żeby zasnęli czekałam, bo zanim to się stało to się wiercili, stękali, smoka 15 razy trzeba było podawać... i tak schodziło. Aaa, no i Wojtek najpierw po kp butelkę dostawał, a to też znowu czas dodatkowy... A później już mu tylko butelkę dawałam w nocy, żeby skrócić czas "obróbki"
Teraz oboje są tylko na cycku. Wieczorne karmienie lecimy butelką, odciągam mleko, a to co zabraknie odciągnięte dorobiamy w mm. Czasami nie zdążę ściągnąć (a mogę tylko wieczorem ok 22.00 i północy drugi raz) to wtedy mm. Ale na ogół mam odciągnięte.
No Twoje to niezłe byczki! A jak w dzień? Ty to pamiętam nawet z 6 tygodniowymi obiad upierniczyłaś i jeszcze starszego syna zabawiłaś

Szacun, kobieto! Ja dopiero teraz mam tak naprawdę czas, żeby ich kochać, cieszę się nimi każdego dnai bardziej. W ciągu dnia sobie leżą to tu, to tam. Dopiero ok 17.00 włączają marudę i już oboje jesteśmy potrzebni - każdy ma swojego do zabawiania

A w zasadzie noszenia, kulania itd. A do tej 17.00 pięknie im idzie samemu się zabawiać.