Witajcie Dziewczyny.
Piszę bo już sama nie wiem co robić. Po 1,5 roku starań zaszłam w ciąże. Nasze szczęście nie trwało jednak długo. Gdy wpatrzeni w monitor usg czekaliśmy zeby zobaczyc nasze malenstwo okazalo sie ze nie zyje juz od dwoch tygodni, ciaza obumarla w 18 tyg. Pomimo prob wywolania porodu musialam przejsc zabieg ewakuacji ciazy i wyłyzeczkowania macicy. Przezylismy to z mezem okropnie, ale na wizycie kontrolnej moj lekarz powiedzial ze to czysty przypadek i ze wszysto jest w porzadku zebysmy sprobowali jeszcze raz. Troche sie balismy ale zaryzykowalismy i juz po 4 miesiacach bylam w ciazy. Tym razem nasze szczescie tez nie trwalo dlugo w 1 dzien swiat trafilam do szpitala z lekkim plamieniem. Plamienie ustapilo boli nie bylo wiec po 2 dniach z luteina i nospa na podtrzymanie wypisano mnie do domu to byla sobota. Od razu zadzwonilam do swojego lekarza ale powiedzial zebym odpoczela i przyjechala do niego w poniedzialek czyli wczoraj. Niestety w niedziele poznym wieczorem dostalam boli zanim dojechalam do szpitala nie bylo juz o czym mowic-poronilam, wykonano mi po tym wylyzeczkowanie macicy. Rano na obchodzie pojawil sie moj lekarz byl bardzo zdziwiony mowil cos o badaniech, konsultacjach z jakimis lekarzami, ale nie chcialam go sluchac.Spytalam tylko czy moge wyjsc i wyszlam. Pomimo tego ze biore relanium nie moge spac i myslec o niczym innym. Maz probuje mnie pocieszac ale nie bardzo mu to wychodzi bo sam jest zalamany. Nie wiem co dalej robic? Pomożcie prosze!