Kat co się dzieje w telewizji to ja nie wiem, bo przyznaje się - nie oglądam, ale ta cała nagonka kojarzy mi się z szaleństwem porodu Angeliny Jolie. Ludzie po prostu uwielbiają obserwować życie gwiazd - odskocznia od szarej codzienności.
Jednak porodu się nie da wyreżyserować, nie da się ustalić czy dziecko będzie zdrowe, czy chore, nawet przyjmowanie luteiny nie zagwarantuje, że ciąża się utrzyma, a dziecko urodzi się bez żadnych wad genetycznych. Owszem, księżna na pewno otoczona była lepszą opieką, ale nawet to nie da gwarancji, że poród zakończy się szczęśliwie. W tej kwestii to akurat natura trzyma wszystkie sznurki i robi co jej się żywnie podoba.
Czy ludzie by współczuli? Nie wiem, jak mentalność Anglików, ale wśród Polaków wielu hejterów by się na pewno odezwało (wystarczy poczytać komentarze pod różnymi tragicznymi historiami). Ludzie uwielbiają się pastwić nieszczęściem innych.
I daleka jestem przekonaniu, że ludzie nie mają świadomości tego, jakie tragedie pisze życie. Nie ma co ukrywać, ale takie podglądanie prywatnego życia osób publicznych, raczej nie niesie za sobą porównania "skoro księżna to i ja". Z reguły ludzie raczej traktują osoby publiczne, jak osoby z innego gatunku, jakby sukces/sława miały sprawić, że są odporni na "normalność" i zbudowani z zupełnie innych (idealnych) genów.
A co do tego czym karmią nas media - ze względu na napiętą sytuację polityczną/gospodarczą w Polsce oczywiście, że media będą uciekać do ogłupiania nas nieistotnymi i mało znaczącymi wiadomościami, żeby pomiędzy szumnymi relacjami z porodu wcisnąć drobnym druczkiem, że coś znów poszło nie tak... Ale swoją drogą to ja już wole słuchać radosnych nowin z porodu sławnej/publicznej osoby, aniżeli po raz kolejny słuchać o procesie Katarzyny W., bądź innych tragediach dzieci.
Czasem miło popatrzeć, że gdzieś coś dobrego się dzieje.
Jednak porodu się nie da wyreżyserować, nie da się ustalić czy dziecko będzie zdrowe, czy chore, nawet przyjmowanie luteiny nie zagwarantuje, że ciąża się utrzyma, a dziecko urodzi się bez żadnych wad genetycznych. Owszem, księżna na pewno otoczona była lepszą opieką, ale nawet to nie da gwarancji, że poród zakończy się szczęśliwie. W tej kwestii to akurat natura trzyma wszystkie sznurki i robi co jej się żywnie podoba.
Czy ludzie by współczuli? Nie wiem, jak mentalność Anglików, ale wśród Polaków wielu hejterów by się na pewno odezwało (wystarczy poczytać komentarze pod różnymi tragicznymi historiami). Ludzie uwielbiają się pastwić nieszczęściem innych.
I daleka jestem przekonaniu, że ludzie nie mają świadomości tego, jakie tragedie pisze życie. Nie ma co ukrywać, ale takie podglądanie prywatnego życia osób publicznych, raczej nie niesie za sobą porównania "skoro księżna to i ja". Z reguły ludzie raczej traktują osoby publiczne, jak osoby z innego gatunku, jakby sukces/sława miały sprawić, że są odporni na "normalność" i zbudowani z zupełnie innych (idealnych) genów.
A co do tego czym karmią nas media - ze względu na napiętą sytuację polityczną/gospodarczą w Polsce oczywiście, że media będą uciekać do ogłupiania nas nieistotnymi i mało znaczącymi wiadomościami, żeby pomiędzy szumnymi relacjami z porodu wcisnąć drobnym druczkiem, że coś znów poszło nie tak... Ale swoją drogą to ja już wole słuchać radosnych nowin z porodu sławnej/publicznej osoby, aniżeli po raz kolejny słuchać o procesie Katarzyny W., bądź innych tragediach dzieci.
Czasem miło popatrzeć, że gdzieś coś dobrego się dzieje.


.loi gratki:-).ozila betka sliczna. 
