• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

dziewczyny żadna z nas nie mówi żeby nie szczepić, to Wasza decyzja, ja chciałam tylko przedstawić punkt widzenia i wiadomości, że z powikłaniami zostają rodzice sami, ze lekarze tego nie zgłaszają, że dopóki nas to nie dotyczy to wszystko jest w porządku. koncerny sobie nie zaszkodzą kat, jeśli już są w zmowie od dawna i uzależnione od siebie, do niczego im nie jest potrzebna konkurencja miedzy nimi bo lepiej wyjdą na tym dzieląc rynek między sobą. takie zmowy są popularne i co jakiś czas wypływa taki kwiatek w różnych branżach. jeśli chcesz poczytaj o dobrodziejstwie szczepień a potem zajrzyj na Strona główna i sama zdecyduj. wszyscy odpowiadamy za własne decyzje w sprawach naszych dzieci i nikt z nas niczego nie narzuca poza sanepidem. podział jest prosty bez podtekstów: zadowoleni są Ci których dzieciom nic nie jest, druga strona to Ci którzy mają okaleczone lub na cmentarzu. jedni drugich niestety nie zrozumieją, to naturalne. nikt z nas nie poda gotowego alternatywnego schematu szczepień bo wszystkich razem do jednego worka nie sposób wrzucić jak robi to nasze państwo. żadnej publikacji nie można wierzyć a tym bardziej tym opłacanym przez koncerny. jedyna nadzieja to rozgarnięty lekarz i profesjonalne podejście do sprawy a nie na odwal, 'zdrowy, szczepić, następny proszę'. najbardziej dziwi mnie pewność lekarzy, ze cokolwiek się dzieje nie jest od jakichkolwiek szczepionek, pewność stwierdzona na oko, związek przyczynowo-skutkowy w tym przypadku zupełnie nie istnieje, to jest dla mnie absurdalne. posiadanie genetycznych predyspozycji do chorób jest powszechne, ale nie determinuje ich wystąpienia, jednak w przypadku katalizatora choroba się ujawnia, moim zdaniem tak działają składniki dodatkowe szczepionek, nośniki i substancje konserwujące typu sole aluminium, formaldehyd, tu jest to wszystko niedoskonałe tylko kwestia przyznania się do tego a nie mydlenie oczu, wiadomo, ze do błędów najtrudniej się przyznać. przykład przyznania się do korumpowania lekarzy i urzędników w Chinach przez GlaxoSmithKline to ewenement na skalę światową, a jeszcze wyłania się reszta firm, które to tam robiły, skoro tam to wszędzie indziej już dawno to robią. temat trudny i złożony, najlepiej oceniać samemu. ja różyczkę przechorowałam i mam odporność, szczepiona też na nią byłam... to co czytasz o odrze, śwince, różyczce to ta szczepionka, której najbardziej boją się rodzice, tzw mmrII, a polio ostatni raz było w Polsce w 1982 i 1984 roku, reszta zachorowań to przypadki polio po szczepieniu, jednak w przypadku kontaktów z Rosją powinno się zaszczepić bo tam polio jeszcze się pojawia.

karolineczka jeśli Cię to niepokoi to skontroluj to, nikt Cię nie zmusi do zostania w szpitalu jak nie chcesz. stan, który opisujesz jest jak najbardziej adekwatny do sytuacji, możesz powiedzieć siostrze męża, że nie chcesz o tym rozmawiać, nie musisz tego robić, rozmawiaj z tymi, którzy Cię rozumieją a resztę blokuj w ten sposób. ja mówiłam krótko i treściwie, że nie chce poruszać tego tematu a jeśli rozmówca drążył, powtarzałam, aż dotrze. to Twój komfort psychiczny jest ważniejszy od peplania innych. możesz poszukać pomocy u psychologa, Twojego męża raczej z racji budowy nie uświadczysz w domu, ale z drugiej strony on może tak odreagowywać bo też na pewno to przeżywa, a nie musi chcieć rozmawiać, mężczyźni reagują inaczej, starają się jak najszybciej czymś zająć bo są zadaniowi. do niczego się nie zmuszaj, masz prawo to przeżywać, nie jesteś w tym sama bo jest mnóstwo kobiet po poronieniach, niektóre nigdy się do tego nie przyznają by nie być napiętnowane jako te ' którym coś brakuje, coś jest z nimi nie tak' bo wszyscy dookoła rodzą. błędy się zdarzają, choroby również, część zarodków posiada poważne błędy genetyczne i również stąd poronienia, niezależne od stanu zdrowia rodziców, nikt nie jest wolny od ryzyka poronienia, Twoja szwagierka również. uraz do dzieci i kobiet ciężarnych wiele z nas przerabiało, ten stan da się ustabilizować i mija po pewnym czasie. najważniejsze to przeżyć żałobę, to ważne by pożegnać swoje utracone dzieciątko, swoje marzenia o nim, oczekiwania i rozpocząć kolejne starania o dzieciaczka. to wszystko jest bardzo trudne ale wykonalne. z pomocy psychologa wiele z nas korzystało.

pati mam nadzieję, że mała aż tak śpiewać nie będzie bo ja nie mam ani głosu ani słuchu muzycznego :-D choć mój mąż ma świetny słuch muzyczny i jest w tym kierunku uzdolniony :tak: więc śpiewaczka może być:-D:baffled:
 
Ostatnia edycja:
reklama
Karolineczka, będzie lepiej. teraz wydaje Ci się to niemożliwe, ale będzie. Czas leczy rany, zawsze to powtarzam i wiem, że tak będzie. Ja dwa razy przeszłam przez koszmar, nie wiedziałam jak mam dalej żyć, jak nie myślec, jak wyjśc do ludzi, chciałam się zamknąć w domu, nikogo nie widzieć, nie rozmawiać, być sama i płakać. Potem łez mi brakowało, jak nikogo nie było w domu wyłam z rozpaczy. Nie mogłam patrrzeć na dzieci, na wózki. Ale minęło. Pomyśl ile kobiet przez to przeszło, że nie jestes sama, mi to pomogło i bycie tutaj. Widze ile osób przeszło przez straty, mają dzieci, są w ciąży, nowe aniołkowe mamy przybywają, życie trwa dalej. I można się podnieść i żyć dalej normalnie. Strach, żal zawsze zostanie. Ja 6 sierpnia w zeszłym roku dowiedziałam się, że serduszko nie bije , będzie pierwsza rocznica. Boli, ale żyję dalej i walczę o dzidzię. Wypłacz się , bo to pomaga, nie można dusić w sobie złości, rozpaczy. A potem będzie lepiej. Obiecuję Ci, że będzie.

Jesli masz takie silne bóle, zrób to USG. Będziesz spokojniejsza. Mierzyłaś temperaturę? Nie masz gorączki lub stanu podgorączkowego?
 
Malgonia, mierzyłam w nocy za pierwszym razem miałam 37,2 ale potem za chwilę zmierzyłam jeszcze raz sprawdzić czy może źle go trzymałam to miałam 36,2..
dzisiaj na razie póki co nie boli..tylko czasami i delikatnie..ale jak zacznie bardziej to podjadę na IP:tak:
 
Karolineczka- rozumiem Twój ból ja niby nie odsuwałam się od dzieci mam ich w rodzinie mnóstwo ,ale jak przyszedł kiedyś mój M z pracy i mi mówi ,że żona kolegi jest w ciąży i może byśmy się z nimi umówili na kawę to powiedziałam ,że nie mam ochoty rozmawiać z ciężarną bo wiadomo o czym jak się czuje , jaka płeć czy coś już kupili dla dziecka no nie miałam na to ochoty tutaj jest nas masa gadamy sobie i może jest troszkę inaczej bo nadajemy na tych samych falach ,a ona szczęśliwa rozpromieniona opowiadająca o dziecku głaszcząca brzuszek nie wiem czemu ,ale bałam się takiego spotkania i wiecie co usłyszałam od męża ???? ,że to ,że poroniłam nie znaczy ,że wszystkie mają ronić tak jak ja :-( poczułam się paskudnie trzasnęłam drzwiami tak ,że szyba poleciała bo nie to miałam na myśli uklękłam w pokoju i zaczęłam szlochać ,a mój mąż ma do tej pory coś takiego ,że mi mówi kiedy jego koledzy z żonami zaczynają spodziewać się dziecka , kiedy będą rodzić i jaka płeć dziecka ,a ze mną o tym nie chce gadać np o wyborze lekarza dla nas , o tym jak zrobimy pokój ( bo teraz był remont) o tym jak go kiedyś ustawimy wczoraj np chciałam z nim obgadać temat lekarza to mi powiedział ,że to za wcześnie :crazy: jak za wcześnie jak ja idę na badania i potem z wynikami do lekarza no ,ale nie o tym mowa zeszłam na inny temat niechcący sorki ;)
Karolineczko - pamiętaj ,że masz nas i zawsze możesz nam się wygadać jak czujesz się źle i potrzebujesz rozmowy ,a psycholog na pewno by Ci pomógł ja się leczę psychiatrycznie parę lat po stracie dostałam schizofrenii bo nic nie zrobiłam wcześniej wszystko narastało ,a powinnam była iść do psychologa teraz jestem pod opieką psychologa i psychiatry polecam psychologa na serio możesz z siebie wszystko wywalić popłakać sobie nawet i otrzymasz wsparcie specjalisty to czasem bezcenne.
 
Juchu te 5/6 w jednym to są obowiązkowe szczepionki tylko,że masz jedno kłucie zamiast 3. O Pleni dobrze napisała. mi też twardnieje brzuch podczas schylania,myślałam,że to normalne,ale chyba jednaknie. Dobrze, że już remont za Wami, odpoczywaj jak najwięcej i nabieraj sił nakolejny etap. Już bliżej końca, szybko zleci. Ja już nie mogę się doczekaćkiedy będzie październik.
Karolineczka o ja miałam podobną sytuacje, tydzień poporonieniu zapowiedzieli się z wizytą szwagier z rodziną(2 dzieci). Prosiłam M,żeby powiedział, żeby przyjechali w innym terminie,ale ten powiedział, żeby niewymyślała. Oczywiście przyjechali, ja czułam się koszmarnie. Ludzie niektórzypoprostu taktu nie mają. A Twoja gin pracuje w szpitalu? Jak tak to zadzwoń czyma dyżur i niech Cię zbada, nie musisz zostawać. Ja w nagłych przypadkach takjeździłam do swojego Gina.
 
Karolineczka, toż ja do tej pory mam problem z kompletnym niezrozumieniem ze strony osób, które książkowo przechodziły ciążę, zresztą napisałam wyżej. Tak samo spotkałam się z kompletnym niezrozumieniem szefowej. Bo ona pracowała do porodu i nie mogła zrozumieć, że trzeba mi odpuścić w momencie, gdy plamiłam i moja ciąża była zagrożona. Zostawiła mnie samą z ogarnięciem najgorszego młynu. A gdy ciążę straciłam i byłam w domu na zwolnieniu, miała czelność przyjechać do mnie z płytą z przedstawień naszych uczniów i zlecić przebranie zdjęć, wybranie najlepszych i umieszczenie na stronie internetowej. Pominę fakt braku taktu, żeby kobietę po stracie dziecka zbombardować zdjęciami samych uśmiechniętych rodziców z dziećmi, ale to żądanie było pogwałceniem prawa, bo to zlecenie z pracy w trakcie zwolnienia od pracy. Potem było drugie poronienie. I stało się jasne, że będę walczyć o to, by mieć dziecko, więc stało się również jasne, że jestem nieprzydatna jako pracownik.. no i cóż, tak się wszystko poskładało, że jestem teraz w ciąży a nie mam pracy i frustruję się, bo jej znaleźć nie mogę a oszczędności topnieją. W każdym razie nie ma co liczyć na to, że wszyscy zrozumieją a w kwestii osób, z którymi mamy częściej kontakt, musimy jasno dać do zrozumienia, że pewne rzeczy nam nie odpowiadają - i nieco się na nie w końcu uodpornić. A mówienie, co nam nie pasuje, potrafi wiele zdziałać, bo niektóre rzeczy naprawdę nie są złośliwe i ludzie nie wiedzą, że nas ranią. Siostrze męża wyraźnie brakuje wyczucia. Jeżeli boisz jej to powiedzieć wprost, możesz poprosić męża, żeby z nią porozmawiał.

Oczywiście, że każdy inaczej wszystko przeżywa i też o tym wspomniałam. Widzisz, ja mam za sobą ciężką depresję, kiedyś było ze mną naprawdę bardzo źle, nie miałam już siły żyć ale zamiast pomocy od rodziny dostałam tylko kubeł zimnej wody, masę oskarżeń, że jak ja mogę swoim postępowaniem taką krzywdę rodzicom robić itp. Musiałam się sama wygrzebać i sobie poradziłam, ale wiem, że tendencja do depresji pozostaje. Dlatego staram się rękami i nogami bronić, gdy dzieje się coś, co może mnie w ten stan znowu wpędzić, bo jest po prostu okropny. I stąd moje paniczne poszukiwanie promyków nadziei w najmniejszych rzeczach, gdy dzieje się źle. Na co dzień chyba jestem nieco pesymistyczna, nie wierzę, że coś się uda, że coś będzie dobrze, ale jak zaczyna być źle i przez to groźnie, włącza się cały system samonaprawczy, żeby nie spaść tam, gdzie już kiedyś byłam. Ale żałobę trzeba przejść. Teraz będzie najciężej, jednak uwierz, że z czasem będzie coraz lepiej. Życie płynie dalej. Jak będziesz miała siłę, możesz pomału poszukać lekarza, który pomoże Ci zajść z PCOS. Sama już wiesz na własnym przykładzie, że to jest możliwe. Czemu uważasz, że Tobie przytrafiają się same najgorsze rzeczy? Niewiele wiem o Twoim życiu, ale już sam fakt, że masz męża, z którym staracie się o dziecko, pokazuje, że jednak coś bardzo ważnego i dobrego Cię w życiu spotkało.
 
małgonia trzymam kciuki za to by następnym razem sie udało &&&& mysiak Ci ładnie odpisała na pytanie o fazę lutealną, troszkę krótka ona, pomachaj rzęsami do gina, przy Twojej historii położniczej powinien być ostrożniejszy ;-) i spolegliwszy

karolineczka
trzymaj ją na dystans dla własnego zdrowia psychicznego, jak przychodzi do Ciebie to komunikuj, że chcesz zostać sama, nie tłumacz się i nie wyjaśniaj, musi uszanować Twoje zdanie, niestety z tego co opisujesz ona się nad Tobą pastwi łechcząc swoje ego jaka to ona jest doskonała.. cóż za skrajna głupota.. w każdej chwili może być na Twoim miejscu i to niestety pokazują badania i statystyki, nie ma osób całkowicie zdrowych. jedna ciąża wzorcowa nie determinuje reszty, niestety, to ryzyko i tyle. znam sprawę z pcos i brakiem owu dokładnie, tylko dzięki swojemu uporowi jestem tu gdzie jestem. dziewczyny tutaj widziały jak walczyłam o każdy dzień cyklu, jak załamywałam się bo podaniu leków pęcherzyki nie rosły albo mimo pięknych rozmiarów i podania zastrzyków na pęknięcie nie pękały, ja też miałam pretensje o swoją wyjątkowość, niepotrzebną mi zresztą do niczego. moja koleżanka z pracy ma pcos i piękne owulacje, starała się i zachodziła w ciążę, była w szoku, że ja tak nie mam.. zmieniałam kilka razy lekarzy, trafiłam na gina na nfz który robił mi monitoringi i leczył niepłodność bo sam był zdania, że 28/29 lat to najwyższa pora i nie ma już czasu, nic samo z siebie się u mnie nie wydarzy, na kolejne starania z pewnością do niego wrócę bo po porodzie nic się u mnie nie zmieni. czy byłoby łatwiej gdyby kobiety w ciąży nosiły np. na koszulkach informację o poronieniu? przede wszystkim widać byłoby skalę takiego zjawiska, ale to możemy sobie tylko wyobrazić, żadna ciężarna i dziecko nie są winne utracie ciąży przez inne kobiety, a często patrząc z niechęcią nie mamy pojęcia, że one też utraciły ciążę, też się starały długo, też mają pcos, że te dzieci też straciły rodzeństwo.. sama wyłapałam w tłumie kilka takich kobiet patrzących na mnie inaczej niż reszta, wiem co to za wzrok, nie mogłam im powiedzieć, że ja też poroniłam, że długo walczyłam o dziecko, że nie zaszłam ot tak, że to wszystko to nie jest dla mnie jak pstryknięcie palcami, że nie wiedzą, ale ja wiem jak mogą się czuć bo też stałam tam gdzie one.. nie wiemy ile kobiet ciężarnych ma poronienia w historii, ale nie generalizujmy, że wszystkim poszło łatwo i każdej się udało bo na pewno zdrowa i bez problemów zaszła i urodzi.
przede wszystkim nie katuj się, że jesteś taka beznadziejna, że wszyscy dookoła mają dzieci a Twojemu dziecku się nie udało.. przerabiałam dokładnie to samo, skutkiem tego była wizyta u psychiatry tak się zapętliłam w udowadnianiu sobie własnej beznadziejności. roni mniej więcej co 5 kobieta w Polsce, ale dokładne dane są trudne do oszacowania i może być tego więcej.

pod linkami różne dane, starsze, też, zobacz ile tego jest
http://www.rodzinko.pl/po-poronieniach/4013-poronienia-w-liczbach.html
Trymestr.pl - Poronienia

to samo w szkole rodzenia, podczas pierwszych zajęć w grupie 5 osób powiedziałam w skrócie jak wygląda moja ciąża, ryzyku choroby, powodach cc.. kobiety z w ciąży patrzyły na mnie jak na dziwoląga, jak to, przecież u nich wszystko ok, pewnie coś ze mną nie tak, że taka ciąża, że pewnie jestem chora albo jeszcze gorzej. przeniosłam się do innej grupy ze względu na porę zajęć i wczoraj na zakończenie padło pytanie dlaczego mamy cesarkę, powiedziałam, że wskazania medyczne, reszta sama sobie dopowiedziała, że mała jest ułożona pośladkowo, nie zaprzeczałam, nie chciałam drugi raz tej sytuacji co z pierwszą grupą. Co miałam powiedzieć, że moje dziecko ma torbiele na karku po przezierności karkowej w 12 tc 4,7 przy normie do 2,5, że miałam amniopunkcję bo lekarze obstawiali zespół Downa, że po wykluczeniu go wynikiem amnio podejrzewają zespół Noonan, że rodząc sn dziecko może udusić się w kanale rodnym, że nie wiem czy moje dziecko jest zdrowe, że miało w 20 tc powiększone komory mózgowe i baliśmy się czy nie rozwinie się wodogłowie, że boimy się szczepionek bo nie wiemy czy neurologicznie nasze dziecko jest ok, że od amnio mam ciągle nadskurcze i macica ciągle twardnieje? taka problematyka była tym osobom obca i niezrozumiała a ja nie chciałam znowu tego dziwnego wpatrywania się w nas.. tak naprawdę nie wiadomo z czym się spotkamy ze strony innych ludzi, czasem nie mówi się o pewnych sprawach właśnie ze względu na ich reakcje.

dziewczynki, zajrzę jeszcze do Was, ale będzie mnie już mniej, poniedziałek za pasem i muszę się zająć jeszcze pewnymi sprawami okołoporodowymi :baffled:
 
Ostatnia edycja:
reklama
Pleni, przypadkowi ludzie nie mają znaczenia. Pamiętaj, że jesteśmy z Tobą, kibicujemy małej Zoji i tak mocno wierzymy, że wszystkie statystyki przy Was wymiękają, że bardziej się już nie da. Co by nie było, my, e-ciotki, już Zojkę pokochałyśmy ;)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry