Sylwia, czuję się kiepsko (psychicznie). Często płaczę. Są takie chwile, że dociera do mnie to co się stało i wtedy jest bardzo źle. Częściej jednak jestem w stanie, w którym mój mózg nie przyjmuje do wiadomości, że moje dzieci nie żyją. Odliczam tygodnie ciąży. Wiem jak to brzmi. Generalnie jest źle jakby na to nie spojrzeć.
Dziewczyny, widzę że znowu został podniesiony temat sposobu porodu (sn czy cc). Temat wraca jak kolejne dziewczyny są blisko rozpakowania:-)
Ja mam za sobą oba porody. Pierwszy - CC. Jednak nie była to cesarka planowana. Została zrobiona dopiero przy skórczach partych, więc przeszłam skórcze rozwierające i skracające szyjkę (po oksytocynie, bo akcja sama nie chciała postępować). Potem szybka decyzja o CC. Po cesarce brzuch boli mocno, a pionizacja nie należy do najprzyjemniejszych momentów. Ja nie brałam po cc środków p/ bólowych. Stwierdzam, że szybko doszłam do siebie (ale bolało, nie ma co ukrywać).
Teraz przy bliźniaczkach poród SN bez oksytocyny (akcja skórczowa rozwijała się sama). Nigdy nie zapomnę tego koszmarnego bólu. Miałam wyłącznie bóle krzyżowe. Wrzeszczałam z bólu. Byłam nacięta (podobno standardowo - 8 szwów mi potem założyli). Jak się wreszcie skończyły skórcze i zaczęło się parcie to było po tym wszystkim prawie bezbolesne. Ale to podobno dlatego, że dzieci były malutkie. Faktycznie przy pierwszym porodzie parcie było o wiele potężniejsze. Ale gdy dzieci się urodziły to cieszyłam się, ze nie miałam cesarki (chociaż w trakcie skurczów błagałam o nią przy każdym skórczu - czyli non stop). Nie miałam problemów ze wstaniem i z siadaniem. Nie wiem do czego to zależy, że niektóre dziewczyny nie mogą siadać. Chyba, że miałam jednak mniejsze nacięcie i mniej szwów. Nie wiem...
Generalnie polecałabym SN ale ze znieczuleniem w kręgosłup (mi go nie chcieli dać).