• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

czekając na pierwsze maleństwo:)

reklama
Sprite wiem ze musi bolec :-P a co do znieczulenia wolalabym nie brac, ponoc przez to ze nie czuje sie tak naturalnie bolj ixskurczy przedluza sie cala akcja. Akurat z calego porodu jak juz pisalam wczesniej bolu boje sie najmniej
 
Wszystko do wytrzymania ;-) Nawet wywoływany oksytocyną da się przeżyć, choć (przynajmniej u mnie) czasu na odpoczynek między skurczami było mniej. Pamiętam, że bolało, ale już nie pamiętam jak :-D U nas można było zajadać czekoladę gorzką w trakcie. Beznadziejne te zakazy jedzenia... Niby rozumiem ideę, ale bez przesady... Najlepiej zjawić się w szpitalu jak najpóźniej (o ile to oczywiście możliwe) najedzonym, wypachnionym :-D:-D
 
Megami ja bede sie starala jak najpozniej. I taknie wiem jak to bedxie bo w dzien wszyscy w pracy a sama raczej nie pojade. Taxi tez odpada 15km... pozyjemy zobaczymy ;-)
 
My na szczęście mamy mpk. Do pierwszego porodu jechałam tramwajem :-D z 12 km, skurcze co 3 minuty :-D a w szpitalu i tak jeszcze z 3-4 godziny rodziłam :-D Taka historyja, nie mówię, że polecam :-D
 
Ja zaczęłam liczyć skurcze o 4 w nocy, regularne co 4 minuty, a jeszcze kąpiel wzięłam i dopiero o 6 dojechaliśmy na porodówkę :-D
A śnieg był taki, że jazda gorzej, niż z jajem, żeby się nigdzie nie zakopać :-D
13km od domu :-D
I nawet nie wiem, co mi aplikowali, kroplówki chyba nie miałam, ale zastrzyk w dupsko na pewno...
O jedzeniu nawet nie myślałam, jak "śniadanie" przynieśli, to dałam mężowi :-D

Teraz chyba też wybiorę tę porodówkę, miałam rodzić w innym szpitalu, bliżej domu, ale w tym dalej to raz, że całe życie babcia przepracowała i ma jakieś tam jeszcze znajomości, a dwa, że pracuje żona chrzestnego mojego męża, więc też może by zagadała z personelem, zawsze lepiej mieć znajomości :-D
 
reklama
Nulini babcia męża też pracowała w szpitalu gdzie rodziłam, ale ja to na pieszo bym do szpitala poszła gdyby było trzeba. Choć teraz się przeprowadziłam i mam dalej (25 min na pieszo). A poród odbierał ten sam lekarz, który był przy porodzie męża, bo akurat były święta i emerytowany pan ordynator miał dyżur.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry