Forget-me-not
Fanka BB :)
Kurczaki są dla mojego męża usprawiedliwieniem rosnących (wg niego) mu cycków.
Zauważyłam, że któraś z Was napisała, że rozszerzanie diety maluszkom prowadzi do ich przekarmienia i w efekcie roztycia. Ja mam inne zdanie, bo jeśli dziecinka zje kilka łyżeczek zupki czy owocków to wypije mniej mleka (przynajmniej tak jest z Adasiem). Nie wiem jak jest z innymi dziećmi, ale mojego nie da się nakarmić na siłę. Nie chce, to za żadne skarby nie zje i tyle.
Chciałam tu sie przyznać, że jestem tak samo złą matką jak Trzynastka, może nawet gorszą, bo mamy z Adasiem za sobą chyba więcej wynalazków żywieniowych. Fakt, Adaś miesiąc starszy.
Wiemy, że:
- marchewka niestety szkodzi
- ziemniaczek jest okej
- jabłuszko pomaga zrobić kupkę
- herbatka jabłkowa jest pycha
- szpinak daje rade
- zupka jarzynowa mniam, byle bez marchewki
- lubimy też bananka
- śliwki też sa pyszne
Oczywiście wszystko ze słoiczkow przeznaczonych dla maluszków i rzecz jasna jeden słoiczek na trzy dni.
Aaaa i kaszka.... kaszki dzieciowe sa oszukane jakieś, bo Adas zaraz po niej głodny
Zaraz pewnie posypia się gromy :|.
chryste dziewczyny co Wam odbiło z tymi niedobrymi matkami i obrazaniem sie?
w tym akurat co napisalas Sospettosa sa raczej same zdrowe rzeczy i nie ma sie do czego przyczepic (ja bym sie tylko zastanowila nad bananami bo one w Polsce leza gazowane w chlodniach i tam naprawde sama chemia jest).
ja nie widze potrzeby podawania dziecku przed skonczeniem 5go miesiaca czegos oprocz mleka (a raczej nie widzialam, bo teraz jak przypadkiem zrobilam kontrolna morfologie i mialam wybor zelazo w kropelkach albo marchew, no to wole juz wybrac warzywa nieco wczesniej niz dawac chemie)
Jedyne pomysly ktore krytykowalam to np. dawanie dziecku lodow, keczupow i innych tego typu frykasow. Po co? żeby sie pośmiać jak krzywi buzie w grymasie bo mu sie nie podoba?
Bo o ile marchew, ziemniak, mieso zawierajace bialko sa potrzebne rozwijajacemu sie organizmowi, to "testowanie" smakow na dziecku jest dla mnie po prostu idiotyczne i przypomina mi sceny jak moi kumple w liceum poili swoje psy/koty piwem zeby sprawdzic jak zareaguja (bez obrazy dziewczyny, ale mnie sie to naprawde tak kojarzy).
Nie slyszalam nigdy o tym, zeby przez to ze od 2 miesiaca zycia jakies dziecko mialo podawane rozne rzeczy, miało potem wyjatkowo wyrafinowany gust kulinarny.
Dzieciaczki- smacznego, niezależnie od tego czym Was karmią mamy i tak są to najlepsze mamy na świecie
więc przystawiam go od wczoraj co 2,5 h w dzień (u nas upał koszmarny), ale w nocy jak zje o 19:00 to potem dopiero o 4:00 i o 8:00 (ma prawie 3 miesiące).