Angun ja też miałam takie poważne plany na "zdrową i pełnowartościową kuchnię"
Chciałam jeść dużo gotowanego mięska... warzyw... biały ser... mleko.... nic z "fast food(ów)"
Ale jak to mówią "człowiek myśli Pan Bóg kreśli"...
Z początku się udawało... do pewnego dnia w którym odrzuciło mnie od wszystkiego
Teraz troszkę lepiej, ale dalej mam takie momenty, że o czym nie pomyślę to mi nie za ciekawie na żołądku... A odbija mi się non stop (i najgorsze jest to, że nie można za nic w świecie tego dźwięku stłumić...

)
Dalej jak pomyślę o mięsku (głównie gotowanym) to jest masakra. Wczoraj w kuchni (p.) małżonek otworzył słoik z mięskiem, które jeszcze przed ciążą zaprawiałam... Myślałam, że od razu w kibelku wyląduję...
I tak czy siak człowiek musiał (i czasem dalej musi) rozruszać żołądek tym, o czym pomyśli i nie robi mu się źle na samą myśl o tym...
Z początku to była buła z serkiem topionym (ale się przejadła...

), potem hot dog domowej roboty... no jak doszło do rosołu to już było dobrze ;-)
Tak więc życzę wytrwałości w planach i sukcesów ;-)