Jakie poważne tematy dziś od rana na tapecie
Może mam dziś wyjątkowo dobry dzień, ale powiem Wam, że czuję się piękna. Może nawet bardziej niż przed ciążą

Czuję się dumna z mojego brzuszka i lubię go pokazywać. Podobają mi się tez ciuchy, które sobie kupiłam "na ciążę". Czuję się taka mega kobieca. A jeszcze mój mężulek zabrania mi całowania, bo twierdzi, że nawet lekkie muśnięcie ust działa strasznie na niego, a przecież nie ma szans na nic konkretnego
Co do wychowywania dzieci i zabawek. Pamiętam, że sama potrafiłam zająć podczas zabawy cały pokój. A wiecie czym się bawiłam? NA kartkach rysowałam mieszkania, domy, szkoły, itp., tzn umeblowanie, rozkład pomieszczeń. Z klocków budowałam ludziki. Tworzyły rodziny, brały sluby, rodziły się dzieci. Słowem bawiłąm się w operę mydlaną

Domek dla lalek był z dużego kartona. Mebelki z pudełek po lekarstwach. Nawet firanki w oknach miałysmy. z siostrami miałyśmy barbie, ale za dużo nimi się nie bawiłyśmy. Większą frajdę sprawiało mi szycie ubranek dla tych lalek

Brat bawił się w rolnika. Zwierzęta narysowałam mu na kartonikach, rozkładał kasztany i to były jego ziemniaki, klocki to było zboże. Ale może to wynikało z tego, że jak już mama nam coś kupowała poza urodzinami i świętami, to głównie były książeczki, kredki, farbki itp.
Teraz obserwuję moją małą kuzynkę. Ma 8 lat i jest straszną materialistką. Ona daje listę zyczeń, co chce dostać na urodziny czy gwiazdkę. Teraz będzie miała komunię i już sie boję czego sobie zażyczy. a ja wredna kuzynka wymyśliłam dla niej encyklopedię multimedialną

A na urodziny książkę. Ciekawe co ona na to?

Nie interesuje mnie jej zdanie. MAm zamiar dbać o jej rozwój, bo inni jakoś tego nie robią, przynajmniej będę miała czyste sumienie, że zrobiłam wszystko co mogłam. W każdym bądź razie wiecznie oglądałaby bajki, ma w nosie, czy coś jest drogie czy nie, bo ona to chce i koniec. Ma dziesiątki lalek, dwa domki dla tych lalek, komputer, komórkę, zbiera pet shopy. Hanna Montana to jej idolka. Do siostry mojego męża mówiła na TY, a przecież jest dla niej obca osobą w zasadzie i rózni je ponad 20 lat. Jest straszna. Córeczki kuzyna mojego szwagra są zupełnie inne. Są tez w podobnym wieku, ich rodzice sa w podobnej sytuacji materialnej, ale małe nie dostają wszystkiego. Mają dużo książek, kredek, kolorowanek, itp. Telewizję oglądają tylko w wyznaczonym czasie, dużo czasu spędzają na powietrzu. Chodzą na basen, na spacery. I są grzeczne! Dużo rzeczy je interesuje. Ich rodzice sa dla mnie wzorem i mam zamiar kierować się w wychowaniu mojego synka ich podejściem do dzieci.
Martwię się tylko, że inni otaczający moje dziecko nie będą myśleć tak jak ja. Ja tez uważam, że dziecko powinno dostawać zabawki rzadziej, ale wtedy coś większego, typu zestaw klocków. Ale widzę, co robią rodzice mojego męża w stosunku do córek jego siostry. Kupują bardzo dużo zabaweczek, takich najtańszych, które psują się po dwóch użyciach. Dziewczynki mają tych zabawek pełne kartonyi się nimi nie bawią. Rodzice nie spędzają czasu z nimi rysując i czytając, tylko sadzają przed telewizorem. A prawda jest taka, ze dziewczynki bardzo są spragnione takiego kontaktu, bo gdy tylko sa u mnie, zawsze razem gramy, rysujemy. Tylko nie myślcie, że ja nic innego oprócz tego nie robię, bo pomagąją mi w sprzątaniu, gotowaniu i innych czynnościach. Oczywiście to wszystko zajmuje więcej czasu niż bez nich, ale one są zawsze wtedy takie zadowolone i wcale nie myślą o zabawkach, czy bajkach w telewizji. Trochę mi wstyd, bo traktuję je trochę jak króliczki doświadczalne i widzę jak na dzieci wpływa zainteresowanie, wspólna zabawa i zabawki, które same sobie zrobiły, np z rolki papieru toaletowego

Uczę się, jak później podchodzić do własnego dziecka. Mam nadzieję, że uda mi się wprowadzić chociaż część tego, co zaplanowałam, chociaż boję się, że w stosunku do własnego nie będę taka konsekwentna i ono będzie miało nade mną większą "władzę" niż siostrzenice.