• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

GRUDNIOWE MAMY 2010 :) wątek główny!

reklama
sunflower kciuki trzymam zeby to nie bylonic groznego &&&&&&&&&&

lwiczka wez mi nawet nie mow :) te zapachy snieg swiatrelka wszedzie, koledy jajciu i ja w marzeniach mmm

a ja dzisiaj robie knedle z truskawkami bez ziemniakow :)z gazety maluszek ciekawe jak wyjda :)
 
Antylopka ale żeś mi smaka narobiła,aż muszę się wycierać żeby klawiatury nie pochlapać hi hi:-p:-p:-p idę coś wszamać żeby moje ślinianki odpoczeły:-p

mamolka ja już dawno wysiadłam hi hi ,moja mała to potrafi na głowe wejść. A bunty i rewolucje są na porządku dziennym:-)









 
Ostatnia edycja:
a ja dzisiaj robie knedle z truskawkami bez ziemniakow :)z gazety maluszek ciekawe jak wyjda :)

Ja zawsze robię knedle bez ziemniaków :) I są pyszne - dużo lżejsze od ziemniaczanych :)

3. w seminariach zmienia się współlokatorów co pół roku żeby się do siebie nie przyzwyczajali i nie wolno im się przyjaźnić (dla mnie to gorsze do sekty) po 4. to kościół jest dla ludzi a nie ludzie dla kościoła. Znam przypadki nieudzielenia slubu bo panna młoda miała ramiona odkryte - pan młody musial ściągać marynarkę i dać Młodej żeby mogli się pobrać...

Łoo... Z tymi seminariami to pierwsze słyszę. A mam paru znajomych w seminariach i nowicjatach. Nikt ich nie wywala za przyjaźnie ;) Już bez przesady - nie wierzcie we wszystko, co ludzie mówią.
A Kościół to ludzie ;) Chyba nikt o tym dziś już nie pamięta.
Co do ślubu, to żeby być ścisłym - udzielają go sobie małżonkowie, ksiądz tylko błogosławi ;) Oczywiście nikt nie powinien im tego błogosławieństwa odmawiać jak już przyszli - i z tego, co piszesz, to w tym przypadku jednak uroczystość się odbyła. A młodzi też mogliby czasem pomyśleć. Też miałam odkryte ramiona na weselu, ale na ślub założyłam bolerko z krótkim rękawem. W końcu ślub był w świątyni, już samo to miejsce wymaga pewnego szacunku, nie mówiąc już o Osobie, przed którą się tam staje - a zakładam, że jak ktoś już tam przychodzi, to w to wierzy. Gdyby ktoś założył na wizytę u prezydenta koszulkę na ramiączkach, to wszyscy by się oburzali. To czemu tak trudno zrozumieć, że w kościele też jakiś dress code obowiązuje?
W innych religiach nie można np. wchodzić w butach do świątyni albo faceci muszą mieć zakryte głowy - nikt się nie oburza, każdy szanuje zwyczaj i tradycję. Tylko z tym katolicyzmem zawsze jakiś problem...
 
U nas naszczęście sie bez leków obyło i okazało się, że za bardo cchciałam ale tekst powalił mnie na kolana. Normalnie wyszłam i drzwiami trzasnełam...Durny babsztyl...

Też tak miałam,że chyba za bardzo chciałam i dlatego nie miałam.Doszedł pewnie do tego stres bo dziwnym trafem nie całe 2 miesiące po tym jak się zwolniłam zaszłam w ciążę heh,ale może to też nie mieć znaczenia.
Bodzinka Na twoim miejscu też by mnie szlak trafił,ale nic nie poradzimy ludzie tacy już są,nie wiedzą co i jak a gadają jakby byli najmądrzejsi.
 
Łoo... Z tymi seminariami to pierwsze słyszę. A mam paru znajomych w seminariach i nowicjatach. Nikt ich nie wywala za przyjaźnie ;) Już bez przesady - nie wierzcie we wszystko, co ludzie mówią.
hmm, ja częściowo wierzę, bo co nieco słyszałam od takich 'uciekinierów' z seminarium:tak: a ponadto wiele lat temu uczestniczyłam w Oazie (Ruch Światło-Życie) i tam miałam okazję poznać księży z nieco gorszej strony:no:
a o tym, że księża to tylko ludzie - to dobrze byłoby, gdyby oni sami o tym pamiętali... (miałam kiedyś taką sytuację przy konfesjonale, że nie wiem, kto tam po drugiej stronie kratki siedział, raczej to nie był człowiek:szok:) Niedawno natomiast rodzice dzieci, które nie siedziały karnie w ławkach zostali delikatnie mówiąc wyproszeni wraz z dziećmi z kościoła. Była to msza dla dzieci. A dodam, że nie było jakichś wrzasków i biegania.
Jednak uczciwie przyznaję, że są również wspaniali księża, którzy naprawdę kierują się powołaniem. U nas tez tacy byli, min. ksiądz, który udzielał nam ślubu - tylko z reguły są rok-dwa i są przenoszeni:-(
sorki, że tak się rozpisałam;-)

sunflower trzymam kciuki, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!
 
Tunia tak mi przykro z tego powodu co Was spotkało,ale masz cudowna rodzinę: wspaniałego męża a niedługo na świecie pojawi się Wasza ukochana,wspaniała córunia,czego chcieć więcej? :) Będzie dobrze.Ściskamy Was mocno z niuniem :)
 
Z całym szacunkiem dla osób, które nie mogą mieć dzieci (mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to uczucie), ja bym jednak w pierwszej kolejności zajęła się tymi już narodzonymi, które "nie mogą mieć" rodziców. Pracowałam jakiś czas w domu dziecka z 3- i 4-latkami i do końca życia tego nie zapomnę... Ciężko oceniać, komu jest trudniej - tym dorosłym czy tym małym. Wszyscy cierpią nie ze swojej winy. Ale nie można zaprzeczyć, że problem domów dziecka jest ogromny. I jakoś mniej się o nim trąbi w mediach. Nie rozumiem dlaczego...

Ewo, poruszyłaś bardzo dobry temat. pracowałaś to wiesz że dzieci w domach dziecka nie mają uregulowanego statusu prawnego. U mnie w rodzinie "staraliśmy" o adopcje. Każdy to przeżywał. Szczególnie, że nawet in vitro nie pomagało =( więc została tylko adopcja. Lata starań badania psychologiczne, przygotowania. O dziecku małym można zapomnieć! Dzieci są - owszem, ale one mają gdzieś mamę, tatę, które je opuszczając nie podpisały żadnych dokumentów... po prostu zniknęły... Po latach starań, złudzenia o małym dziecku się rozprysły. Ale jest z nami duży chłopak, który dostał nową szansę na lepsze życie i spełnianie marzeń. Nie to że rodzice są wybredni... ale każda matka chce przeżywać pierwszy ząbek, usłyszeć pierwsze słowa mama, tata, czy też przeżyć pierwszy dzień w przedszkolu. Nie wiem o co chodzi... przecież tyle dzieci jest porzucanych.... dlaczego nasze państwo pozwala na wychowywanie ich w DD zamiast umożliwić adopcję???

Co do księży, to się nie wypowiadam.
Kiedyś co niedziele chodziłam do kościoła, uczestniczyłam w oratorium, baaa nawet w piątki chodziłam do kościoła na msze dla młodzieży... Ale jak zaczęłam widzieć jak księża postępują to odechciało mi się tego wszystkiego. A szpilkę wbiła moja koleżanka jak zaczęła się zwierzać że spotyka się księdzem i co ona ma dalej robić!!! Matko... myślałam, że ją zatłukę! Teraz chodzę do Kościoła jak czuję wewnątrz siebie że brakuje mi tego. A dodatkowo u nas jest taki piękny kościół, że miło aż tam przychodzić. A nawet ksiądz mówi mądre kazania. Bo niektórzy piep***** trzy po trzy i na kazaniu mówią ile się daje na kościół i na tace itd itp i kto jeszcze nie pomagał w kościele. Szkoda gadać.
I taka jest prawda, Bóg jest wszędzie, a ksiądz to już niestety to zawód.
 
Ostatnia edycja:
Tunia, no to się twojemu C rodzinka udała....Brak mi słów na takie zachowania....I w sumie ja na Waszym miejscu cieszyłabym się ze świat spędzanych tylko we trójkę:) ....tak mi się ostatnio marzą właśnie takie zawiewające nudą wręcz święta tylko z mężem i syneczkiem:)

Sunflower &&&&& na pewno wszystko jest ok, ale i tak szacun dla lekarza, że nie wymądrzał się przez telefon tylko kazał przyjechać:)

Temat kościoła, księży i całej tej szopki pozwolę sobie przemilczeć.
 
reklama
Ewo, poruszyłaś bardzo dobry temat. pracowałaś to wiesz że dzieci w domach dziecka nie mają uregulowanego statusu prawnego. U mnie w rodzinie "staraliśmy" o adopcje. Każdy to przeżywał. Szczególnie, że nawet in vitro nie pomagało =( więc została tylko adopcja. Lata starań badania psychologiczne, przygotowania. O dziecku małym można zapomnieć! Dzieci są - owszem, ale one mają gdzieś mamę, tatę, które je opuszczając nie podpisały żadnych dokumentów... po prostu zniknęły... Po latach starań, złudzenia o małym dziecku się rozprysły. Ale jest z nami duży chłopak, który dostał nową szansę na lepsze życie i spełnianie marzeń. Nie to że rodzice są wybredni... ale każda matka chce przeżywać pierwszy ząbek, usłyszeć pierwsze słowa mama, tata, czy też przeżyć pierwszy dzień w przedszkolu. Nie wiem o co chodzi... przecież tyle dzieci jest porzucanych.... dlaczego nasze państwo pozwala na wychowywanie ich w DD zamiast umożliwić adopcję???

Zgadza się - to jest największy problem. W mojej grupie tylko jedna dziewczynka miała szansę na adopcję - reszty rodzice się nie zrzekli. Matki przyjeżdżały raz na rok na godzinę, a dziecko przez to musiało tkwić w domu dziecka.
Serce się krajało jak szliśmy na jakiś publiczny plac zabaw, maluchy stawały przed blokiem i przekrzykiwały się jedno przez drugie, że w tym oknie mieszka ich mama, albo że mama przyjedzie niedługo, bo teraz niestety nie mogła. 3-, 4-latki!
Jedna dziewczynka została adoptowana. Tylko dlatego, że adopcyjni rodzice dotarli do biologicznej matki i jakimś cudem przekonali ją, żeby się zrzekła praw. W dniu, kiedy wyjechała, te niby-maluchy, które niby-nic nie rozumieją, były tak ciche i tak strasznie smutne, że nic się nie dało na to poradzić...

Tyle ludzi zdecydowałoby się na adopcję, gdyby nie te durne procedury...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry