mamolka
Fanka BB :)
mamolka - bunt to jest 2,5 latka, 2-latki nie są takie złe...
to ja już wysiadam z tego pociągu
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
mamolka - bunt to jest 2,5 latka, 2-latki nie są takie złe...
a ja dzisiaj robie knedle z truskawkami bez ziemniakowz gazety maluszek ciekawe jak wyjda
![]()
3. w seminariach zmienia się współlokatorów co pół roku żeby się do siebie nie przyzwyczajali i nie wolno im się przyjaźnić (dla mnie to gorsze do sekty) po 4. to kościół jest dla ludzi a nie ludzie dla kościoła. Znam przypadki nieudzielenia slubu bo panna młoda miała ramiona odkryte - pan młody musial ściągać marynarkę i dać Młodej żeby mogli się pobrać...
U nas naszczęście sie bez leków obyło i okazało się, że za bardo cchciałam ale tekst powalił mnie na kolana. Normalnie wyszłam i drzwiami trzasnełam...Durny babsztyl...
hmm, ja częściowo wierzę, bo co nieco słyszałam od takich 'uciekinierów' z seminariumŁoo... Z tymi seminariami to pierwsze słyszę. A mam paru znajomych w seminariach i nowicjatach. Nikt ich nie wywala za przyjaźnieJuż bez przesady - nie wierzcie we wszystko, co ludzie mówią.
a ponadto wiele lat temu uczestniczyłam w Oazie (Ruch Światło-Życie) i tam miałam okazję poznać księży z nieco gorszej strony
) Niedawno natomiast rodzice dzieci, które nie siedziały karnie w ławkach zostali delikatnie mówiąc wyproszeni wraz z dziećmi z kościoła. Była to msza dla dzieci. A dodam, że nie było jakichś wrzasków i biegania.Z całym szacunkiem dla osób, które nie mogą mieć dzieci (mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to uczucie), ja bym jednak w pierwszej kolejności zajęła się tymi już narodzonymi, które "nie mogą mieć" rodziców. Pracowałam jakiś czas w domu dziecka z 3- i 4-latkami i do końca życia tego nie zapomnę... Ciężko oceniać, komu jest trudniej - tym dorosłym czy tym małym. Wszyscy cierpią nie ze swojej winy. Ale nie można zaprzeczyć, że problem domów dziecka jest ogromny. I jakoś mniej się o nim trąbi w mediach. Nie rozumiem dlaczego...
Ewo, poruszyłaś bardzo dobry temat. pracowałaś to wiesz że dzieci w domach dziecka nie mają uregulowanego statusu prawnego. U mnie w rodzinie "staraliśmy" o adopcje. Każdy to przeżywał. Szczególnie, że nawet in vitro nie pomagało =( więc została tylko adopcja. Lata starań badania psychologiczne, przygotowania. O dziecku małym można zapomnieć! Dzieci są - owszem, ale one mają gdzieś mamę, tatę, które je opuszczając nie podpisały żadnych dokumentów... po prostu zniknęły... Po latach starań, złudzenia o małym dziecku się rozprysły. Ale jest z nami duży chłopak, który dostał nową szansę na lepsze życie i spełnianie marzeń. Nie to że rodzice są wybredni... ale każda matka chce przeżywać pierwszy ząbek, usłyszeć pierwsze słowa mama, tata, czy też przeżyć pierwszy dzień w przedszkolu. Nie wiem o co chodzi... przecież tyle dzieci jest porzucanych.... dlaczego nasze państwo pozwala na wychowywanie ich w DD zamiast umożliwić adopcję???