Magda naprawdę ta Szkocja to jakiś odległy od światowych standardów kraj. Ja wczoraj rozmawiałam z tym lekarzem który robił mi usg i mówiłam mu że przyszłam do niego między wizytami u mojego lekarza bo się tak denerwuje że tragedia. A on mi na to że nerwy to najgorsze co może być dla przyszłej mamy a usg nie jest inwazyjne dla płodu. Nie należy tylko słuchać serca bo to są o wiele silniejsze fale. Mowil mi tez o heparynie i acardzie- kazal mi brac rowniez ten drugi lek. Powiedzial ze na swiecie ro uznana metoda leczenia i ogranicza wystapienie poronienia o nawet 85 procent. Co więcej zapobiega też w znacznym stopniu wystąpieniu gestozy która w pierwszej ciąży o mało mnie nie zabiła. Więc nie rozumiem czemu u Was tak się olewa ciężarne do 12 tyg.
Niestety tez nie wiem czemu. Natomiast do 12 tygodnia jesli cos jest nie tak- krwawisz , czy cokolwiek, to ciazy nie ratuja. To chyba taka troche niepisana zasada, ze jesli zarodek nie jest wystarczajaco silny w tym wieku, to lepiej stracic potencjalnie "chore" dziecko (ktore oczywiscie wcale chore byc nie musi) i zajsc w kolejna, zdrowa ciaze.
Jest rzeczywiscie ciezko, tym bardziej jak sobie czytam jakie to leki dostajecie, extra badania itp. itd.
Ja znowu od rana probowalam sie dodzwonic do szpitala i nic... Nie mowilam natomiast w ktorym jestem tyg. wiec mam nadzieje, ze oddzwonia. (Jak dzwonilam ze jestem w ciazy wczesniej i prosilam o wizyte, to powiedziano mi, ze jesli nie jestem NAJWCZESNIEJ w 9/10 tygodniu to nie mam dzwonic.
Duzo natomiast da sie wywalczyc krzykiem i nerwami, szkoda tylko, ze moze sie to odbic na zdrowiu malucha. Ale jak nie ma wyjscia, to co zrobic... mozecie sobie mnie wyobrazic

Super, ze masz Monia lekarza, ktory tez Cie wspiera i uspokaja, a usg jasne, dlaczego nie? Ja z checia tez bym robila
