och czytam te opowiesci o dziennych drzemkach i nie moge pojac co robie nie tak, bo to tak pieknie brzmi, kladziecie dziecko po dwoch ziewnieciach i "troche pomarudzi" i spi...
ja tez probowalam wielokrotnie tego, ale to "troche pomarudzi" brzmi u nas jak ryk przy polewaniu wrzatkiem i trwa nwaet pol godziny, choc czasem mogloby dluzej, ale nigdy nie wytrzymalam z nim dluzej...
od jakiegos czasu stosujemy metode zapewne niemadra i krotkowzroczna, ale poki co dzialajaca, bujamy w bujaczku do zasniecia i niestety czesto potem tez w czasie snu, drzemki nie trwaja z reguly dluzej niz 1 godzina, a bez bujania nawet tylko 20 minut i potem marudzenie, jest ich rano ze 3, bo dzien sie dla naszego adasia zaczyna o 5, potem jedna popoludniu i do wieczora juz nie mamowy o spaniu, dopiero po kapieli zasypia przy piersi i odkladam do lozeczka, wstaje potem ze 2 razy w nocy na karmienie, a od kiedy sie zaczal przekrecac na brzuch i odwrotnie, czasem musze mu pomoc zmienic pozycje w czsie snu, bo np szczebelki lozeczka uniemozliwiaja mu obrot... wiec czesciej wstaje... och czy to sie kiedys zmieni, od wrzesnia do pracy, jak to bedzie...
aha i smoczka moj synek tez nie uwaza, wypluwa i krzywi sie przeokropnie...
moze niejestem osamotniona w tym cudowaniu z synkiem?? moze ktos ma to juz za soba??
pozdrawiam
mari