reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

A ja po kontroli - gardło goi się książkowo, ale niestety mam ostre zapalenie krtani + katar + podejrzenie rozwinięcia się zapalenia oskrzeli.

Mam szlaban na wyzjad z Wro, dopóki mi sie nie poprawi.

Ja to zawsze muszę mieć jakieś jazdy :baffled:
 
reklama
IVKA Bidulko trzymam kciukasy za szybki powrót do zdrowia.


Moje biedactwa kryzysowe. Może dlatego, że mam za sobą kilka obserwacji wśród najbliższych, nie zdecydowałam się na małżeństwo i naprawdę nie żałuję. Póki co nic nie zapowiada zmian :confused:
 
ivka - zawsze coś

obyś stanęła na nogi

macie rację, raz jest z górki raz podgórke - ale tylko wtedy ma to sens gdy i z górki i pod górkę idzie się razem a nie przeciwko sobie

któraś napisała że dla dobra dzieci należy być razem

a ja jestem od zawsze zdania - dla dobra dzieci trzeba mieć normalny dom - nawet bez ojca czy bez matki - ale również bez awantur
widziałam zbyt dużo dzieci (zwłaszcza w pracy) których rodzice zostali ze sobą dla wygody lub dla ich dobra - dziękuję za to "dobro"
 
IVKA Bidulko trzymam kciukasy za szybki powrót do zdrowia.


Moje biedactwa kryzysowe. Może dlatego, że mam za sobą kilka obserwacji wśród najbliższych, nie zdecydowałam się na małżeństwo i naprawdę nie żałuję. Póki co nic nie zapowiada zmian :confused:


ja czekałam długo z decyzją - a i tak się pomyliłam :(
 
AZIK Zgadzam się z Tobą. Ja niestety, doświadczyłam obecności ojca - niby dla dobra dzieci. NIe wspominam tego zbyt dobrze. Lepiej, żeby np. K. odwiedzał synka od czasu do czasu niż widział na co dzień kłócących się rodziców. Mama z pretensjami, niezadowolona i czepiający się tato - to chyba nie za dobry wzór.
 
kurcze, dziewczyny a ja myślałam, że tylko u mnie tak żle...
catherinka trzymaj się , ja to zawsze myślałam o Was jak o idealnej parze, zawsze na zdjęciach tacy szczęsliwi ...
aqua masz dużo racji z tymi wzlotami i upadkami, ja czasem naprawde czuję się szczęsliwa , ale nie znam dnia ani godziny, gdy Mój Michał wywinie jakiś numer albo po prostu przesadzi z piwem i już świat mi się wali i nie mogę go znieść...
Wczoraj wieczorem powiedzieliśmy sobie pare niemiłych rzeczy , min. ja mu, ze po co rodzine zakładał, a on do mnie, ze moze załuje, że za niego wyszłam, a ja że tak... no i obrażony, powiedział, żebym odwołała sylwestra, narazie jeszcze tegop nie zrobiłam ale nawet jak się pogodzimy, to niewiem czy jest sens iść kiedy on będzie po 36 godzinach pracy... kretynizm!!! tam gdzie sobie dorabia nie powie gościowi, że nie da rady, bo mu głupio!!:wściekła/y: to co pójdziemy po to, że by się napił troche i usnął przy stole...????

ivka trzymaj się jakoś kobieto
 
Mamaoli... jeszcze pół roku temu nie wyobrażałam sobie, że może być jak jest teraz... Bywa... ale ciągle wierzę, że to się uda naprawić.. choć wiem, że nic nie cofnie tego złego co sobie powiedzieliśmy...
Kurcze a z Sylwestrem, może postarajcie się iść - wiem, że po tylu godzinach pracy Twój mąż może być padnięty...ale może akurat będzie fajnie i da radę :)
 
Widzę dziewczyny że nie ciekawie u Was w sprawach małżeńskich. Wierzę jednak ze przez to przebrniecie w miarę bezboleśnie. Też po 7-8 latachh związku z moim jeszcze nie M miałam mega kryzys zerwaliśmy tzn ja zerwałam. Byłam wtedy w Londynie więc było mi łatwiej zero kontaktu, byłam wtedy w szpitalu miałam operację i nawet mu znać nie dałam. Ale jakoś po powrocie do Polski się zmieniło. Są wzloty i upadki i czasem go nienawidzę ale jak wyszłam za niego za mąż to już miałam w głowie że chce z nim być ale w razie jakby co to ja jestem ta silniejsza. Wiem ze mam nakichane we łbie że tak myśle ale dodaje mi to sił w kryzysowych chwilach. Teraz jhest znacznie lepiej niż jeszce 2 lata temu może przez Miśka ale lekko też nie ma.
Zgodzę się z Azik że nie ma sensu zostawać razem dla dobra dzieci. Dzieci można wychować z 2 rodzicami osobno i lepiej 100 razy gdy nie ma kłótni nienawiści i dogadywań. Wierm bo moi rodzice są ze sobą dla dobra...... i nie najlepiej im to wychodzi. Teraz już mają troszkę lat tato ponad 70 mama jest 7 lat młodsza i troszkę są za leniwi na rozstanie zresztą twierdzą że za późno że zanim by sie rozwiedli to poumierają.I jakoś sobie radzą. NIe jest to może pocieszające ale trzymam za Wszystkie kciuki. Trzymajcie się jesteście wspaniałe i najlepsze i zawsze dacie sobie radę bo kto jak nie wy????
 
reklama
bardzo mi Was brakuje...czasu nie mam zupełnie.dzisiaj mam wrażenie ze umieram, boli mni głowa, gardło, każdy mięsień nawet...oczy i opuszki palców. jest mi niedobrz i nei wiem jak wrócę do domu i wytrzymam z Igą do wieczora:( jestem przemęczona, zestresowana kredytem, muszę zmienić pracę, nie radzę sobie po prostu...

przeczytałam tylko kilka ostatnich stron. smutno jakoś.
u mnie też kiepskawo..za bardzo się nie rozczarowałam bo generalnie w miłość nie wierzę-- nie ma i koniec.
ale myślałam że człowiek z którym jestem będzie mnie szanował. wydawało mi się że to minimum. okazało się że wymagania zbyt duże. tak jak u Catherinki niestety-wszsytkiemu jestem winna ja..
mój delikatny i spokojniutki grześ potrafi mnie tak zwyzywać że aż mnie zatyka ze zdumienia :(((
myślę że faceci są jednak z innej planety. owszem, można się kłócić, ale jeśli w złości mówi się słowa typu "nie czuję z tobą żadnego związku, nie zależy mi na tobie, nie chce mi się z tobą rozmawiać" i do tego kilka mocnych słów to ja, mimo że jestem twardą kobietą- wymiękam...
a później , tak jak ktoś napisał-- znów jest "super". tylko że po każdej kolejnej akcji coś we mnie pęka. i coraz częściej zaczynam myśleć, że samej byłoby mi lepiej...

idę łyknąć jakieś prochy, może coś podziała...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry