bardzo mi Was brakuje...czasu nie mam zupełnie.dzisiaj mam wrażenie ze umieram, boli mni głowa, gardło, każdy mięsień nawet...oczy i opuszki palców. jest mi niedobrz i nei wiem jak wrócę do domu i wytrzymam z Igą do wieczora

jestem przemęczona, zestresowana kredytem, muszę zmienić pracę, nie radzę sobie po prostu...
przeczytałam tylko kilka ostatnich stron. smutno jakoś.
u mnie też kiepskawo..za bardzo się nie rozczarowałam bo generalnie w miłość nie wierzę-- nie ma i koniec.
ale myślałam że człowiek z którym jestem będzie mnie szanował. wydawało mi się że to minimum. okazało się że wymagania zbyt duże. tak jak u Catherinki niestety-wszsytkiemu jestem winna ja..
mój delikatny i spokojniutki grześ potrafi mnie tak zwyzywać że aż mnie zatyka ze zdumienia

((
myślę że faceci są jednak z innej planety. owszem, można się kłócić, ale jeśli w złości mówi się słowa typu "nie czuję z tobą żadnego związku, nie zależy mi na tobie, nie chce mi się z tobą rozmawiać" i do tego kilka mocnych słów to ja, mimo że jestem twardą kobietą- wymiękam...
a później , tak jak ktoś napisał-- znów jest "super". tylko że po każdej kolejnej akcji coś we mnie pęka. i coraz częściej zaczynam myśleć, że samej byłoby mi lepiej...
idę łyknąć jakieś prochy, może coś podziała...