a ja musze sie pochwalic ze od wczoraj zaczelam stosowac metode-samego zasypiania w lozeczku

wczoraj przezylam straszne katorgo jak malego uspiunkalam i po godzinie mi sie obudzil i nic niepomagalo aby dalejk zasnol..polozylam go obok siebie w lozku..dalam cyca-on nie chcial..dalam smoka-wypluwal...i w krzyk ze chce na rece i bawic sie..a jak niereagowalam tylko go przytulalam ..glaskalam..mowilam szeptem..i znow przytulalam..delikatnie bujalam..a on wrzeszczal..piskal..poplakiwal..i tak wkolko...po godzinie juz mialam dosc..i pomyslalam-Wygral-

biore go na rece bo juz mi serducho pekalo z jego plakania...ale sobie pomyslalam..no tak nic go nieboli..wszystko oki..wiec niemoge sie poddac terroryzmowi..wiec wstalam i odlozylam go do lozewczka..moj M mnie zastapil na 10 minut..a ja wyszlam sobie zapalic papierosa na podworko..wrocilam..podeszlam spowrotem do lozeczka..znow glaskalam..dalam smokusia...i maly coraz bardziej sie wyciszal..wyciszal..i usnol

zwyciestwo...
dzis postapilam podobnie..zrobilismy pluskanie w wannie..mycie...cycunia..potem dokarmilam butelka..i do lozeczka..na poczatku troche karuzela..zaczol postekiwac..wiec opatulilam go w kolderke,dalam smoka...i tak lezal cichutko..znow postekiwal..wiec wrocilam do lozeczka..poglaskalam..troche pomarudzil..znow dalam smoka bo wyplul..i cisza

:-)przebudzil sie polozylam jego pluszatke kolo niego by sobie mietosil w raczkach..dalam smoka...poglaskalam..i wyszlam-zasnol

zwyciestwo

i tak mam nadzieje ze z dnia na dzien bedzie lepiej z tym usypianiem..ale mowie wam..wczoraj to dopiero byla katastrofa

az samej mi sie plakac chcialo