Ja nie jestem zwolenniczką podjadania ani dawania dzieciom słodyczy, ale uważam, że chrupki kukurydziane to nic złego. Przemawia do mnie jedynie argument moriam.
Moja córka jadła te chrupeczki i wcale nie jest nauczona podjadania, nigdy nie dławiła się nimi. Owszem unikałam słodyczy, starałam się nie faszerować jej czekoladą i chipsami. Piła głównie wodę mineralną. Do tej pory jak ma wybór cola a woda, to wybierze wodę, choć nie powiem, żeby w ogóle nie piła coli. Jeżeli czasami ma ochotę, czemu nie. Gorzej, że w związku z jej upodobaniem do wody mamy problem z wypiciem jakiejkolwiek ciepłej herbaty. Słodycze leżą u mnie po całym mieszkaniu- na stole, w i na szafkach, w pokoju młodej, ale jej to nie rusza a bez pytania nawet nie ruszy cukierka leżącego u niej na biurku. Chipsy jada okazyjnie, gdy najdzie ją ochota. Uważam, że zbyt rygorystyczne zakazywanie słodyczy jest tak samo złe jak wciskanie ich od małego. Co do przekąsek między posiłkami, moje dziecko ma wpojone, że może zjeść cokolwiek na co przyjdzie jej ochota, ale po posiłku. W związku z tym nie jada za wiele, bo jeżeli zje porządne śniadanie czy obiad, to nie wciśnie w siebie wielkich ilości słodyczy/chipsów.