reklama

Kącik małego smakosza

a po co w ogole te chrupki dzieciaczkom? Ja jako stomatolog jestem im przeciwna, bo maja wysoki potencjal kariogenny-oblepiaja male zabki i pod wplywem sliny rozpadaja sie na cukry proste-uwielbiane przez bakterie prochnicotworcze:) poza tym wyrabiaja nawyk podjadania miedzy posilkami.Ja chrupek dawac nie bede. No chyba ze mnie przekonacie ze sa niezbedne:))
 
reklama
A nie boicie się dawać chrupki takim maluszkom? One są lepiące jak się rozpuszczą, ja to bym się bała że może gdzieś w przełyku się przylepić i się dziecko zadławi, albo oddychać nie będzie mogło (zresztą słyszałam o takiej sytuacji kiedyś). Bo o gryzieniu to na razie nie ma mowy u takich maluchów więc nie wiadomo jaki kawałek poleci do przełyku.
 
ja sie zastanawiam własnie nad tymi chrupkami i bardziej boje sie dac zeby sie nie zadławiła niz jej sie zabki popsuły. Nie chce przekarmiac dziecka ani uczyc podjadania niezdrowych rzeczy ale niestety nie da sie tego uniknac szczeglnie jak juz dziecko pojdzie do szkoły. Czasem trzeba dziecku cos dac. Narazie nasze sa małe i nie widza co jedza inne dzieci ale pozniej bedzie gorzej
Chodziłam kiedys po biedronce i była pani z dziewczynka cos około 4 lat, ta mała gruba az przesadnie bo sie dosłownie turlała a mamusia wybierz sobie jeszcze czipsy jakie chcesz. Kurcze rozumiem ze dzieci lubia czipsy zreszta ja tez zwłaszcza ostanio :wściekła/y: ale skoro mała nie prosiła to po co było przypominac. Nie dosc ze nie zdrowe to sporo tuczy a tej mało nie brakowało aby peknac. Chociaz mogła zaporoponiwac jakis jogurt czy soczek.
 
A ja znam takie dzieci, a jedno nawet mam w rodzinie, które mimo iż chodzą już do szkoły to słodyczy w zasadzie nie jedzą i słodkich napojów nie piją. i temu ode mnie z rodziny nieopatrznie zaproponowałam kiedyś colę, a on do mnie-ja poproszę wodę ;-)
 
Własnie o słodycze w diecie dziecka juz sie sprzeczamy z moim M.,bo ja to taka bardziej "faszystka" pod tym względem jestem,chłopakom jak byli mali nie dawałam i nie pozwalałam nikomu dawac,byłam właśnie zdania,że jak już koniecznie chcą dziecku dac coś dobrego,to niech to właśnie będzie owoc,soczek,jogurcik.Pewnie,że te rzeczy też mają dużo cukru,ale nie są to puste kalorie i konserwanty jak np. w coli czy chipsach.Później,wiadomo,nauczyli sie z wiekiem też i coli i chipsów,ale z umiarem,nie,jak niektórzy ich rówieśnicy kilka paczek dziennie potrafili.No,a M. twierdzi,że co to za dzieciństwo bez lizaka czy czekolady...niby też ma trochę racji.Póki co,to i tak przy jej alergii sprawa "na potem".
 
mi się wydaje, że dzieciństwo nie musi się równać obżeraniem słodyczami, zresztą ten chłopiec z mojej rodziny jest od początku konsekwentnie do tego przyzwyczajany, więc go nie ciągnie. bo tę cole mógł wypić jak mu dawałam, bo jego rodziców nie było
 
Jakub też nie był uczony jedzenia słodyczy. I baaaardzo długo nie chciał jeść. Teraz ma niespełna 7 lat i owszem,je,ale nie w jakichś zatrważających ilościach. Czasami ma ochotę i mu nie odmawiam. Colę też wypije,oczywiście nie dużo. Zreszta on za gazowanym nie przepada(bąbelki). Ja wychodzę z takiego założenia,że dziecko powinno świadomie wszystkiego spróbować(oczywiście nie mówię o używkach), więc jeśli spróbuje colę, to nic złego mu się nie stanie. Trzeba tylko go ukierunkować w stronę smaczniejszych potraw.

Pewna moja daleka ciocia,jak zobaczyła,że daję Kubie właśnie colę,to była wielce zbulwersowana-że to niezdrowe itp. Ale powiedziałam jej to co powyżej i się zamknęła...
 
reklama
Ja nie jestem zwolenniczką podjadania ani dawania dzieciom słodyczy, ale uważam, że chrupki kukurydziane to nic złego. Przemawia do mnie jedynie argument moriam.
Moja córka jadła te chrupeczki i wcale nie jest nauczona podjadania, nigdy nie dławiła się nimi. Owszem unikałam słodyczy, starałam się nie faszerować jej czekoladą i chipsami. Piła głównie wodę mineralną. Do tej pory jak ma wybór cola a woda, to wybierze wodę, choć nie powiem, żeby w ogóle nie piła coli. Jeżeli czasami ma ochotę, czemu nie. Gorzej, że w związku z jej upodobaniem do wody mamy problem z wypiciem jakiejkolwiek ciepłej herbaty. Słodycze leżą u mnie po całym mieszkaniu- na stole, w i na szafkach, w pokoju młodej, ale jej to nie rusza a bez pytania nawet nie ruszy cukierka leżącego u niej na biurku. Chipsy jada okazyjnie, gdy najdzie ją ochota. Uważam, że zbyt rygorystyczne zakazywanie słodyczy jest tak samo złe jak wciskanie ich od małego. Co do przekąsek między posiłkami, moje dziecko ma wpojone, że może zjeść cokolwiek na co przyjdzie jej ochota, ale po posiłku. W związku z tym nie jada za wiele, bo jeżeli zje porządne śniadanie czy obiad, to nie wciśnie w siebie wielkich ilości słodyczy/chipsów.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry