A u mnie wszystko sie pogmatwało i chyba przechodzę psychiczny dołek czy coś podobnego, ehhh, szkoda słów. Od początku Michasiowi brakowało mojego pokarmu. Potrafił byc przy piersi nawet po 3 godziny, ale płakał dalej z głodu, a ja razem z nim. Nie pomagało częste przystawianie. Wreszcie pediatra poradził dokarmiać butelką. Unormowało sie, mały zrobił sie spokojniejszy, więcej spał, ładnie przybierał. Od kilku dni natomiast...nie chce wcale piersi, tak go "wciagnęła" butelka. W takim wypadku lekarz zalecił podawanie owej butelki, a mi aż sie płakać chce. Próbowałam ściagać laktatorem, ale za każdym razem jest coraz mniej i mniej. Jak mu podam swój pokarm z butli, wrzeszczy za 10 minut z głodu. Niby dbrze, mały jest wreszcie najedzony, ale ja...czuje się, jakby mi nagle niebo zawaliło się na głowę. Jest mi jakos przykro. Chciałam dla maluszka najlepszego, a tu...Dopadła mnie chandra, jest mi xle, mały sam mnie odstawił od karmienia. Co prawda jak pije z butli, to usmiecha sie do mnie, ja go głaszcze, czasem "gadamy', ale jakoś mi tak...cno chyba i smutno. Cieżko się pozbierac.