reklama

Kto po in vitro?

reklama
Najki :* Ważne, że działasz. Trzymam cały czas kciuki za Ciebie :* z mama to myślę, że nic na siłę. Znajdziesz odpowiedni moment.
Najki :* Dobrze, że się nie poddajesz. A co do rozmowy z mamą to jeszcze przyjdzie odpowiedni moment
U nas też ciągle nie było dobrego momentu na rozmowę z rodzicami, aż któregoś dnia coś pękło i im powiedzieliśmy. Teraz się cieszę, dużo łatwiej się przez to przechodzi mając wsparcie. U Ciebie też przyjdzie właściwy moment, nic na siłę.
A smutki zatop, należy Ci się. A potem do boju! :-) Jeszcze będzie cudownie, zobaczysz!
Dziewczyny, walczę bo nie przyjmuję do wiadomości, że coś może stanąć na drodze do mojego szczęścia :(
Nie mam jeszcze 30stki, ale mam cudownego mężczyznę przy boku na którego długo czekałam. Moim marzeniem była liczna rodzina i dzieci. Nie dam sobie tych marzeń odebrać...Nigdy.
A co do rodziców. Walczymy od ponad roku. Z niepłodnością, bo starania były już wcześniej. Gdy pojawił się problem, pomyślałam: "in vitro pomoże", a jak już będę w ciąży to nikogo nie będzie interesowało jaką metodą do tego doszłam....Moim rodzice mają wiele zmartwień na głowie. Tata choruje. Uznałam, że nie powiemy im nic - żeby ich nie martwić. O walce nie wie prawie nikt. Ja, mąż i dwie moje najbliższe przyjaciółki. Po ostatniej porażce, płakałam w łóżku jak dziecko dławiącj się tym co utknęło w krtani. Pamiętam, że wołałam do M że chcę tu moją mamę...
I wtedy powiedział, że po nią zadzwoni. Powiedziałam, że NIE, bo nie chce jej mówić o tym w takim stanie...Jak ochłonęliśmy uznaliśmy, że powiemy rodzicom. jednym i drugim. TO chyba czas, w którym muszę pomyśleć też o sobie i potrzebuje ich wsparcia...
Nie odpuszczę nigdy. Będę mamą.
 
Dziewczyny, walczę bo nie przyjmuję do wiadomości, że coś może stanąć na drodze do mojego szczęścia :(
Nie mam jeszcze 30stki, ale mam cudownego mężczyznę przy boku na którego długo czekałam. Moim marzeniem była liczna rodzina i dzieci. Nie dam sobie tych marzeń odebrać...Nigdy.
A co do rodziców. Walczymy od ponad roku. Z niepłodnością, bo starania były już wcześniej. Gdy pojawił się problem, pomyślałam: "in vitro pomoże", a jak już będę w ciąży to nikogo nie będzie interesowało jaką metodą do tego doszłam....Moim rodzice mają wiele zmartwień na głowie. Tata choruje. Uznałam, że nie powiemy im nic - żeby ich nie martwić. O walce nie wie prawie nikt. Ja, mąż i dwie moje najbliższe przyjaciółki. Po ostatniej porażce, płakałam w łóżku jak dziecko dławiącj się tym co utknęło w krtani. Pamiętam, że wołałam do M że chcę tu moją mamę...
I wtedy powiedział, że po nią zadzwoni. Powiedziałam, że NIE, bo nie chce jej mówić o tym w takim stanie...Jak ochłonęliśmy uznaliśmy, że powiemy rodzicom. jednym i drugim. TO chyba czas, w którym muszę pomyśleć też o sobie i potrzebuje ich wsparcia...
Nie odpuszczę nigdy. Będę mamą.
Najki, bo o to w tym wszystkim chodzi. Zycie to ciągła walka. Dziecko to dar, cud, który wart jest najdłuższej i najbardziej wyczerpującej walki. To jest sens życia, a czym będzie życie bez sensu? :*
Osiągniesz swój cel :*

Ja też nie mam nikogo oprócz męża. Z kim można porozmawiać. A czasami jest to potrzebne.
Ja jedynie Tera się boję o pracę. Przez starania krzywo ba mnie patrzą. Nieobecności, zamiany, wyjścia i zwolnienia. ..
 
Strawbelko, mi tez to wygląda na krwiak. Lez cały czas, chodzenie go "pompuje", rośnie i się oczyszcza. Beta rośnie, więc Kropki mają się dobrze :)

Najki, będziesz mama! Bez dwóch zdań! :*

Ewelin, Ty się wysokością bety nie stresuj, przyrosty są prawidłowe i z Twoim Maluchem wszytsko ok:) ciocia Anika to mowi:)

Westi, czekam z Tobą na betowanie! Przesyłam Ci pozytywne fluidy :*

Napisane na SM-G530FZ w aplikacji Forum BabyBoom
 
Dziewczyny, czy któraś z Was ma Fragmin? Czemu to cholerstwo tak boli? Może coś źle robimy? Pęcherzyk powietrza usunęliśmy, mąż mi to podał tak,jak poprzednie zastrzyki, a boli jak diabli :-\
Ja mam nic nie boli!
Ja robie sama, wbijam powolutku igle i wchodzi jak w maslo. Czasami jak natrafie na jakies naczynko to poczuje.
 
Zyje ,zyje :)

sie luzowalismy dzisiaj, wrocilismy z obiadu i spaceru(nogi wiecie mi z czego wychodza...:) )
musialam wyjsc z chaty,musze sie na cieszyc M. bo za chwile mnie nie bedzie potem znowu jego.
Westi,widze ze znowu sie naprostowalas;) bardzo dobrze...jeszcze wszystko moze sie zdarzyc,:)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry