Dziękuję
gotadora za radę i słowa otuchy. Ostatnio nakręcam się zbytnio.
Doniemika - że tak powiem, to jest nas trzy

. Moja siostra miała tak samo embriotransfer 29.10. Tylko że u niej jest to dzidzia z lodóweczki.
Chyba tak jak Ty zrobię test w piątek. W sumie będzie to już 11 dpt. Zawsze to dla mnie szybciej niż czekać cały weekend do poniedziałku.
Po zrobieniu testu dzisiaj, wymusiłam wręcz wykonanie go mojej siostrze i tu trochę mnie wzmocniło, bo też jej wyszedł negatywny, czyli mówiąc wprost, jest za wcześnie na test z moczu

, a ja jestem małą terrorystką.
Ehhh, ja raczej nastawiona jestem pesymistycznie po całej tej batalii. Z mężem staramy się od początku o dziecko. Wiele badań, ginekologów, szpitali....po 2 latach i 2 pobytach w szpitalu na Karowej moja nadzieje ulotniła się razem z opinią lekarza. Nie dali mi żadnych szans. Potem daliśmy sobie spokój na ponad rok, trochę już przywykliśmy do myśli, że za dziesiąt lat będziemy z mężem dwoma starymi grzybkami z gromadą psów ( i tutaj już początek jest - mamy 6 psów). Potem skusiło mnie novum i pomyślałam, że spróbuję bo nie mam nic do stracenia. Postanowiłam podejść do wszystkiego na chłodno, tak jakby nic się nie działo. I w ten sposób oszukiwałam się. Pół roku przygotowań, potem stymulacja. I zaczęło się. Wszystko szło nie tak. Nie reagowałam na stymulację, gonal F, max dawki menopuru, cetrotide i prawie zerowe przyrosty jajeczek. Na kolejnej wizycie stymulacyjnej byłam sama. Lekarz stwierdził, że nie ma już sensu ze stymulacją, bo jestem odporna na wszystko. Dał mi do wyboru - IVM, albo dajemy sobie spokój. Dał mi pół godziny, nie mogłam się dodzwonić do męża. Płacz, ból, bezsilność....zgodziłam się na IVM. Pobrali mi 16 komórek i tutaj światełko w tunelu. Okazało się że 6 z tych komórek jest dojrzałych i nie trzeba im IVM. Potem transfer i okazało się, że z tych dojrzałych wszystkie zostały zapłodnione, a z 10 niedojrzałych 5 dojrzało, a 4 się zapłodniło. Dało to 10 maluszków, nadzieja spora, ale kiedy sobie przypominam diagnozy poprzednich lekarzy i problemy jakie były po drodze mój niepokój staje się coraz silniejszy. Byłam dzisiaj w aptece i tutaj będziecie się ze mnie śmiać. Kupiłam 7 testów ciążowych (tak abym mogła codziennie sobie robić do 14 dpt i testów z krwi). Farmaceutka na moje zamówienie zrobiła tak

. Mąż w domu zaczął się ze mnie śmiać. Wiem że on to przeżywa ale bardziej w sobie, jest zamknięty. Ja od tygodnia siedzę i ryczę, i boję się że nic z tego nie będzie. Wiem, że takie postępowanie w niczym nie pomoże, ale to jest silniejsze ode mnie
Przepraszam za tą nutkę pesymizmu na forum, ale mam ostatnio straszną deprechę
