Cześć

dobrze, że się odzywasz. Samemu jest cholernie trudno się pozbierać po czymś takim. Ale jest nas wiecej. Tutaj znajdziesz zrozumienie dla swojego smutku i rozgoryczenia i tego poczucia strasznej niesprawiedliwosci. Jak chcesz to opowiedz coś o sobie, skad jesteś, jak długo i gdzie się leczycie. Nieudany transfer zawsze boli. Nieważne czy pierwszy, czy piętnasty. Ale u mnie było tak, że im wiecej razy się nie udawało, tym szybciej się potem zbierałam do kupy i do dalszej walki. Najgorzej było po pierwszym nieudanym transferze. Wtedy strasznie się załamałam i trafilam tutaj. A potem było już lepiej. U mnie nieudanych transferów było 5.Udane 2.Bywa różnie, ale na pewno nie warto rezygnować. Bo in vitro zwykle w końcu się udaje. Tylko u każdego ten koniec jest w innym miejscu