reklama

Kto po in vitro?

Cześć 😊dobrze, że się odzywasz. Samemu jest cholernie trudno się pozbierać po czymś takim. Ale jest nas wiecej. Tutaj znajdziesz zrozumienie dla swojego smutku i rozgoryczenia i tego poczucia strasznej niesprawiedliwosci. Jak chcesz to opowiedz coś o sobie, skad jesteś, jak długo i gdzie się leczycie. Nieudany transfer zawsze boli. Nieważne czy pierwszy, czy piętnasty. Ale u mnie było tak, że im wiecej razy się nie udawało, tym szybciej się potem zbierałam do kupy i do dalszej walki. Najgorzej było po pierwszym nieudanym transferze. Wtedy strasznie się załamałam i trafilam tutaj. A potem było już lepiej. U mnie nieudanych transferów było 5.Udane 2.Bywa różnie, ale na pewno nie warto rezygnować. Bo in vitro zwykle w końcu się udaje. Tylko u każdego ten koniec jest w innym miejscu 😘
A gdzie się leczyłaś?
 
reklama
Nie chcę już kliniki w Białymstoku. Jestem z Lublina. Gdzie polecacie?
Wg mojej wiedzy, cały Lublin jeździ do Wawy. Ale może ktoś ma inną wiedzę.Chyba nie ma kliniki idealnej. Ja mogę powiedzieć o sobie, my w Invicta Warszawa od 2017, jest drogo, słaby kontakt z pacjentami, przerost procedur, ale jednak mamy to po co tam poszliśmy, starszak ma 19 miesięcy, a jestem aktualnie w drugiej wywalczonej ciąży. Mialam 2 stymulacje. Ten mały żabson który sobie rosnie w moim brzuchu jest właśnie z pierwszego transferu z drugiej procedury. Na pewno szukając nowej kliniki trzeba być swiadomym, że ideałów to raczej nie ma...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry