reklama

Kto po in vitro?

reklama
A wiesz, że ja też czuję taki wstyd... Nawet przed wami wszystkimi. Chyba całkiem mi na głowę już to wszystko padło. Jak mam transfer to robię wszystkim nadzieję a potem d.upa z tego. @Hope899, Ty wiesz że nie powinnyśmy tego czuć, prawda [emoji8]. Nasze rozumki są już mocno pokręcone przez in vitro [emoji14]
Szczerze współczuję bo wiem ze to ciężki proces [emoji3064] stresujący. Fakt mam jesscze 3 szanse ale po dwoch nie udanych juz straciłam totalnie nadzieję. Eh jutro bede wiedziala co dalej wizyta na 15 i az sie boje bo tak naprawdę to czyje wstyd przed lekarzem juz ze 2 razy sie nie udalo ale moze nie potrzebnie bo dla nich to tylko kasa i to duza.
Wstyd?
Jesestscie wojowniczkami. Walczycie o dziecko, o spełnienie marzeń. Nie poddajecie się, mimo że nie wychodzi, mimo że ta droga jest cholernie trudna i większość ludzi nie miałaby sił i odwagi jej pokonać. Możecie być tylko dumne z siebie. Wstyd to ostatnie co powinnyście czuć. I ja bardzo wierzę w to, że każda wojowniczka tutaj kiedyś te walkę wygra [emoji8][emoji8][emoji8]
 
Wstyd?
Jesestscie wojowniczkami. Walczycie o dziecko, o spełnienie marzeń. Nie poddajecie się, mimo że nie wychodzi, mimo że ta droga jest cholernie trudna i większość ludzi nie miałaby sił i odwagi jej pokonać. Możecie być tylko dumne z siebie. Wstyd to ostatnie co powinnyście czuć. I ja bardzo wierzę w to, że każda wojowniczka tutaj kiedyś te walkę wygra [emoji8][emoji8][emoji8]
Już kiedyś napisałam.....chyba tylko zdrowie i kasa mogą być przeszkodą. Wiem cwana jestem bo mam dwójkę dzieci.....poszło w miarę szczęśliwie. Ostatnio rozmawiałam z kolegą i żeni się.....wybranka ma 44 lata, a on mnie o naprologie pyta😵 popatrzyłam jak na wariata, nagadalam i nawet o swoim in vitro powiedziałam. Trzeba walczyć przecież w końcu musi się udać, tylko szczęściu trzeba pomóc a nie liczyć na cud.
 
Ja to chyba mam pecha[emoji848] znowu mi się transfer przesunie na listopad. Dziś na wizycie okazało się że pomimo brania dupka mam jakiś pęcherzyk 18mm w 24dc i gin stwierdził że cuda się dzieją i straszny bałagan mi się zrobił po tej stymulacji. Zapisał mi anty przez październik i mam się pokazać pod koniec brania tabletek żeby sprawdził czy jest czysto i wtedy podejdę do transferu.
Teraz też byśmy mogli coś pokombinowac i w październiku podejść do transferu ale najpóźniej bym musiała dostać okres w sobotę i pokazać się u niego bo od poniedziałku idzie na urlop ale już wolę przełożyć o miesiąc i się nie stresowac.
Powiedziałam mu że od punkcji czuje się średnio ciśnienie mam niskie i słabo mi niedobrze to powiedział że nawet wskazane odpocząć miesiąc bo widzi że jestem psychicznie rozsypana i może żebym pomyślała o wizycie u psychologa to się uśmiechnęłam i mówię poradzę sobie[emoji16]
Także kolejny miesiąc odpoczynku[emoji1787] och przyzwyczaiłam się już że na wszystko trzeba poczekać.
Dziewczynki życzę miłego i słonecznego dzionka[emoji8][emoji3590][emoji256]
 
Ja nigdy nie czułam wstydu... Czułam niesprawiedliwość losu, powracające pytania dlaczego akurat ja... Pretensje do samej siebie i do losu, że nie ułożyłam sobie życia wcześniej, może byłoby łatwiej... Mój mąż mnie czasem trzeźwi pytaniem dokąd będziemy próbować. Czasem się za to wściekam, ale czasem myślę, że to taki głos rozsądku... Bo kiedy idziemy do kliniki znowu, to może lekarz myśli: to znowu Ci frajerzy, którzy i tak nie mają szans, ale chcą płacić, więc niech płacą... Masz rację Fredzia, mamy pokręconą psychikę...
Czasem kiedy czytam posty dziewczyn pełne optymizmu, mówienie do brzuszka 2 dni po transferze, to myślę sobie dwie rzeczy. Z jednej strony zazdroszczę tego nieskalanego optymizmu, który z każdą nieudaną procedurą jest trudniejszy, a z drugiej sama wiem jak głupio i beznadziejnie się czułam, kiedy po czymś takim okazywało się wielkie zero... Ja już nie mówię do brzucha... Nie mam odwagi...
Ja pierdzielę, czytasz w moich myślach 😅 Ja na serio zaczynam czuć sie jak taka frajerka i jestem akurat na takim etapie zgorzknienia, że gadanie do brzucha mnie śmieszy. Po co to robić jak tam kuwa ciągle pusto... Śmieszy mnie też ten nieskalany optymizm, bo przecież ja swoje wiem, swoje przeżyłam i jestem mądrzejsza od innych. Ale szczerze zazdroszczę takiego pozytywnego nastawienia❤. Obym szybko ruszyła, bo Was zasmęcę tutaj🤭
 
Właśnie KASA, dziewczyny ile wydałyście do tej pory, liczycie to?
Ja strasznie się boję, że ta Kasa mnie pokona:(
Jak u was wygląda koszt jednej procedury ?
Zapisuję wszystko od początku in vitro - na ten moment wydaliśmy około 37 tys. - w tym dwie punkcje, 4 transfery, histeroskopia i przebadana immunologia, mrożenie zarodków, leki (ale w tej kwocie mam jeszcze jedną punkcję i transfer, bo miałam wykupiony pakiet, chociaż mam nadzieję, że jednak już nie skorzystam, bo w 12 tc program się kończy :))
 
reklama
Wstyd?
Jesestscie wojowniczkami. Walczycie o dziecko, o spełnienie marzeń. Nie poddajecie się, mimo że nie wychodzi, mimo że ta droga jest cholernie trudna i większość ludzi nie miałaby sił i odwagi jej pokonać. Możecie być tylko dumne z siebie. Wstyd to ostatnie co powinnyście czuć. I ja bardzo wierzę w to, że każda wojowniczka tutaj kiedyś te walkę wygra [emoji8][emoji8][emoji8]
Ty weeeeź bo w robocie sie rozryczałam ❤ Ja taka wojowniczka jak z koziej d.upy trąba😝 Ale racja, trzeba próbować dopóki jest jakaś nikła nadzieja i pieniądzory są
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry