Wiecie co.Tak dziś siedze i myślę i myślę i jeśli będzie tylko taka możliwość to w grudniu bądź styczniu podchodzę do kolejnego transferu... Dzis na 99% zakończyło się poronienie, ten ból brzucha o którym chyba pisałam to okazuje się że to nie był ból, to były skorcze ... Po poronieniu ból odszedł... (a chciałam juz do szpitala jechac po jakiś zastrzyk przeciwbólowy bo nie wytrzymywałam...



Pozniej mialam teleporade z lekarzem... Nie nie moim z innym i wiecie co ta rozmowa podniosła mnie na duchu bardzooo. Może tak miało być abym te melenstwo straciła... Na pewno na zawsze pozostanie w moim sercu ale niestety nic nie mogłam zrobić aby to wszystko skończyło się inaczej... Na pewno przy kolejnym podejściu podejdę bez nerwów, nie mówię że bez leku bo on będzie mi już zawsze towarzyszył, ale z czysta głową... Mam teraz czas zregenerować się psychicznie jak i fizycznie. Do pracy na razie nie wracam... Nie mam na to sił... Muszę się zregenerować... Modlę się teraz aby Bóg dał mi możliwość zostać mama, abym jak najszybciej mogła podejść do kolejnego transferu i aby ten zakończył się szczęśliwie.... Eh... To takie moje dzisiejsze przemyślenia...