madzialenak
mama na pełen etat
Dziewczynki wszystkie będziecie mamami
Ja też kiedyś miałam pretensję do całego świata, do życia, czemu to ja nie mogę mieć dzieci, w rodzinie: kuzyni, kuzynki i moje 2 siostry młodsze, koleżanki wszyscy na około mają dzieci a ja nie. Straciłam 2 ciąże, jajowody zarosły i wciąż te pytanie: Dlaczego? Nawet już sobie wytłumaczyłam, że niestety nie będę mieć dzieci i tego nie zmienię, jednakże to dzięki mojemu mężowi podeszliśmy do in vitro i wyszło to spontanicznie. Zgodziłam się bo w sumie co mam mieć do stracenia, mąż mi tłumaczył, że musimy spróbować bo na starość będziemy mieli sobie za złe, że nie skorzystaliśmy z tak wspaniałego cudu medycyny jakim jest in vitro. Udało się, ale nie za 1 razem tylko za 3, nie poddałam się, powiedziałam sobie, że będę walczyć dopóki wystarczy zdrowia i funduszy. Oczywiście nie obyło się bez łez i rozczarowań przy każdym teście i badaniu bety. Największą wiarę dało mi to forum i różne niekiedy naprawdę ciężkie przypadki par, którym się udało. Jestem już prawie rok na forum i powiem Wam, że pomimo różnych przeciwności in vitro naprawdę jest skuteczne, nie zawsze droga jest prosta... bardzo często jest ona z wieloma ostrymi zakrętami, ale dla takich cudów jakie noszę pod ♥ warto walczyć i się nie poddawać. Wierzę, że do każdej z Was "staraczki" w końcu uśmiechnie się los i będziecie takie szczęśliwe jak ja za co bardzo trzymam kciuki. Nie poddawajcie się!!!
Ja też kiedyś miałam pretensję do całego świata, do życia, czemu to ja nie mogę mieć dzieci, w rodzinie: kuzyni, kuzynki i moje 2 siostry młodsze, koleżanki wszyscy na około mają dzieci a ja nie. Straciłam 2 ciąże, jajowody zarosły i wciąż te pytanie: Dlaczego? Nawet już sobie wytłumaczyłam, że niestety nie będę mieć dzieci i tego nie zmienię, jednakże to dzięki mojemu mężowi podeszliśmy do in vitro i wyszło to spontanicznie. Zgodziłam się bo w sumie co mam mieć do stracenia, mąż mi tłumaczył, że musimy spróbować bo na starość będziemy mieli sobie za złe, że nie skorzystaliśmy z tak wspaniałego cudu medycyny jakim jest in vitro. Udało się, ale nie za 1 razem tylko za 3, nie poddałam się, powiedziałam sobie, że będę walczyć dopóki wystarczy zdrowia i funduszy. Oczywiście nie obyło się bez łez i rozczarowań przy każdym teście i badaniu bety. Największą wiarę dało mi to forum i różne niekiedy naprawdę ciężkie przypadki par, którym się udało. Jestem już prawie rok na forum i powiem Wam, że pomimo różnych przeciwności in vitro naprawdę jest skuteczne, nie zawsze droga jest prosta... bardzo często jest ona z wieloma ostrymi zakrętami, ale dla takich cudów jakie noszę pod ♥ warto walczyć i się nie poddawać. Wierzę, że do każdej z Was "staraczki" w końcu uśmiechnie się los i będziecie takie szczęśliwe jak ja za co bardzo trzymam kciuki. Nie poddawajcie się!!!
Ostatnia edycja:

) byłam młodziutka, miałam 24 lata i wierzyłam lekarzom, co prawda miała być laparoskopia a obudziłam się z szyciem na 12 cm
aa dopiero dwa lata po operacji dowiedziałam się że to była torbiel endometrialna i że mam endometriozę.