reklama

Kto po in vitro?

Oj, u mnie nie będzie tak kolorowo, coś czuję, że żaden zarodek nie dotrwa do stadium blastocysty....
Wiem, że czarnowidztwo uprawiam, ale chyba wolę się miło rozczarować, niż od początku być pełna nadziei, że się od razu uda.
Czemu to tak się dłuży, już bym chciała być po i wiedzieć, na czym stoję:-)
 
reklama
I wiecie co, brat mojego męża też nie może mieć dzieci, w sensie nasienie kuleje, ale to temat tabu, więc nie wiem nic więcej.
Chyba też starali się o dziecko z in vitro, bo ona coś kiedyś mi wspominała o zastrzykach, że sobie wstrzykuje w brzuch, a ja wtedy nic nie skojarzyłam.
Nie udało im się i adoptowali dziecko. Mam nadzieję, że Nam jednak się uda.
 
A ja Wam powiem, że mnie już te koszty IVF nie przerażają... przeraża mnie jednak to, że mogłybyśmy wydać całą fortunę na prcedury to i tak nie mamy żadnej pewności że uda nam się zajść w ciążę, donosić i urodzić zdrowego bobasa. Mówię to z prerspektywy po poronieniu. Nie ma na świecie nic pewnego, nie da się wszystkiego kupić. I choć każda z nas jest wspaniałą osobą, pełną tęsknoty i spragnioną matczynych odczuć i pewnie każda z nas byłaby najlepszą mamą na świecie... to gdyby nawet wydać wszystkie pieniądze tego świata to są wśród nas te którym raz za razem los podcina skrzydła... Ciężko jest walczyć gdy brakuje sił po kolejnych porażkach...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry