Dziewczyny to i ja wyjdę z krzaczorów skoro wywołane zostały ciężarówki
Rzadko to zaglądałam, ale dziewczyny z tego forum pomogły mi podjąć decyzje co do dalszych badań i wtedy troszkę tu pisałam.
Moja historia w skrócie spisana jest na dole, nie będę się rozpisywać bo mam dziś problemy z netem. Ogólnie - 4 lata starań, w tym ponad 2 lata leczenia z ciągłymi przygodami, ciążą pozamaciczną, torbielami... Ogólnie niby byliśmy super zdrowi.
Tak na szybko co mi pomogło - genetyk - też mam mutacje i wizyta u immunologa - prof Malinowskiego w Łodzi - do którego wysłał mnie mój gin. U prof, w szpitalu Matki Polki w Łodzi zrobili mi też histeroskopię bo w szpitalu w Gdyni nie potrafili sobie poradzić ze względu na to, że mam nietypowe ujście wew szyjki macicy. Zrobiono mi histero jakoś w 7 czy 8 dc z biopsją endometrium + zaczęłam brać encorton i euthyrox (do całej garści suplementów, które już brałam) bo pomimo super wyników okazało się, że mam przeciwciała przeciwjądrowe, rozjechaną subpopulacje limfocytów i za wysokie przeciwciała przeciw tyreoglobulinie (TGA), czyli że mam Hashimoto. Po miesiącu kuracji miałam zgłosić się do kliniki na transfer. W tym czasie balowaliśmy też nieźle z M :-) Nie doczekałam się następnej @, zaszłam w ciążę naturalnie :-) Nie wiem jakim cudem, bo przy zdrowym jajniku nie mam jajowodu, ale mój gin zawsze twierdził że nie jest mi on potrzebny
Trzymam za Was mocno kciuki i stale Wam kibicuje. Zwłaszcza za
GizaS którą znam już spooooro czasu (jeszcze z wątku o iui) :-)
Asia trzymaj się, ważne że jesteś już w dobrych rękach.