Ello!
za jakies 3 godziny bede po wizycie u gina. I tak sobie mysle, na plaster ja tam ide? Znowu obmaca mi brzuch, zapyta czy slysze glosy, sprawdzi cisnienie i cos jeszcze i na tym sie skonczy. Oczywiscie nie zajrzy gdzie trzeba, bo pewnie moglby sie wystraszyc. Dobrze, ze przynajmniej nie kasuje foryuny. Tak sobie mysle, ze wsrod wielu wad i zalet, meksykanski system ma jedna wielgasna wade. Mianowicie, oni przez cala ciaze ani razu nie zagladaja ciezarowce miedzy nogi. Wiele ciaz przez to konczy sie przedwczesnie. Ilu kobietom udaloby sie oszczedzic bolu zwiazanego z poronieniem, gdyby na czas wykryto skracajaca sie szyjke i w pore zareagowano.
Nic to, moze w tym szalenstwie jest metoda. W koncu szacuje sie, ze jest 120 000 000 Meksykan (szacuje, bowiem tubylcy z jakichs powodow nie rejestruja dzieci - pewnie je rodza na organy, lub sprzedaja do nielegalnych adopcji), wiec jedno dziecko mniej czy wiecej nie robi im roznicy.
Tak mnie naszlo na refleksje.