Kiedys poznalam pewnego, niezwykle cieplego i sympatycznego mezczyzne. To stryjeczny brat mojej matki. W mlodosci byl niebywale przystojny i niejedna panna (mezatka pewnie tez) za nim wzdychala. Zakochal sie jednak w kobiecie, z ktora nie mogl byc. Jako, ze nie chcial zadnej innej, do tej bowiem nalezalo jego serce, wstapil do zakonu. W 1970r wyjechal do Kanady. Przyjezdzal co jakis czas i zawsze odwiedzal moich dziadkow, a poza tym wysylal serdeczne kartki, czasem dzwonil. Ostatni raz widzialam go jakies 18 lat temu. Z czasem przestaly przychodzic kartki od Zenka, moi tez nie pielegnowali jakos specjalnie tej przyjazni. Zenek przenoszony byl z jednej placowki do drugiej. Jego siostra nie chciala podac do niego kontaktu. Pare dni temu matka prosila zebym Zenka odnalazla. Wlasnie zadzwonila ciotka by nas poinformowac, ze wczoraj w Montrealu zmarl Zenus... Nie udalo sie go odnalezc. Pogrzeb 16ego - moze uda mi sie dotrzec na pogrzeb (choc nie sadze aby Kostka chciala zostac z tata sama)
[*]