A ja pojechałam do szpitala na KTG. Powiedziałam na izbie przyjęć, że słabo czuję ruchy i dr Z (ordynator porodówki) powiedział, że jakby ruchy były słabe to mam przyjechać. Miła pielęgniarka zbadała tętno i poprowadziła nas do pokoju na KTG. Zaraz przyleciała kolejna, której ta pierwsza oznajmiła szybko "pacjentka dr Z, słabo czuje ruchy, KTG robimy".
Leżę sobie, M. obok i słuchamy 20min. naszej Lenki, odgłosy jakby jechał pociąg;-)
W tle przeraźliwie krzyczy jakaś rodząca kobieta. Krzyczała tak bardzo, że u mojej Lenki tętno aż do 200 wskakiwało w trakcie tych okrzyków. Z ciekawości zapytałam pielęgniarki, czy ta krzycząca już rodzi, odp. "Jest w trakcie porodu, ale to jeszcze nie koniec". W każdym razie krzyczała tak strasznie, że żal mi jej potwornie było i nawet powiedziałam do M. że ja dziękuję za takie atrakcje i chyba wolę CC.
Leżymy, słuchamy małej a tu nagle jakaś blondyna ok. 50-tki wpada i się pyta tej naszej miłej sympatycznej pielęgniarki, co tu się dzieje i czemu my w normalnych ciuchach na porodówce? Zamknięto drzwi, ale zdążyłam jeszcze usłyszeć, że takie "prywaty" to ma na izbie przyjęć załatwiać a nie na porodówkę wpuszczać. Miała szczęście ta blondyna, że ja leżałam poprzypinana pasami i nam drzwi zamknięto, bo bym jej nagadała, że pierwszy raz tu jestem, a składki od wielu lat płacę i ona ma z nich płacone i w ogóle pewnie bym jeszcze nie wiadomo czego nagadała

No, ale po badaniu blondyny już nie spotkaliśmy. Dowiedziałam się tylko, że to przełożona pielęgniarek i że od niej nigdy nic miłego się nie usłyszy, taka osa chodząca, wrrrrrr :/
Mój gin. miał akurat dyżur, ale się nie spotkaliśmy bo odbierał poród. Pielęgniarka poszła do niego skonsultować tylko wynik KTG, zapis wyszedł w normie, dziecko się rusza, serduszko bije, możemy spokojnie iść do domu.. Uff..
Zbadana nie zostałam, więc o stanie szyjki i oznakach porodu nic nie wiem:-(
No, ale najważniejsze, że z Lenką wszystko dobrze:-)