reklama

Listopad 2007

  • Starter tematu Starter tematu anetas
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Kochane, ja juz po wizycie...

KTG ok, tetno maluszka 130-150, wiec w porzadku, skurcze macicy 10-26, wiec minimalne (ostatnio bylo do 53...), ale prawdziwe skurcze mam pod wieczor- mowilam mojej gince, ze tych teraz to w ogole nie czuje, za to wieczorem to sie zginam wpol...

Badanie - wszystko pozamykane...

USG - maluszek duuuzy, wazy 3080g (ale tam jest +/- i moja ginka mowila, ze pewnie ma 3500g...) ...wody w normie, i nawet przelaczyla nam na 4D i wreszcie zobaczylismy buzke naszego skarbka... (moze uda mi zamiescic fotke...) ...no i nagrala nam plytke z tym (gratis...!)

Reasumujac powiedziala, ze jak maluszek jest duzy to czesto tak napiera, ze odchodza wody... ale poki co mam co tydzien zjawiac sie na KTG - ostatnie 5.11 (jakby nic nie wydarzylo sie wczesniej) i jesli kTG bedzie OK to 8-go do szpitalka... A tamjuz chyba wywolanie porodu... no ale zobaczymy jak to bedzie...



Misia... jestem w szoku... Wiktor pokazal co potrafi:-D:-D:-D
no ale moze tez nie moze sie doczekac braciszka i to dlatego:tak::tak::tak:
A co do cesarki - to pewnie sie cieszysz, moze sie okaze ze Igorek bedzie szyciej w domu:tak::tak::tak:
Czekam na relacje po wizycie...

Larvuniu, wracaj do nas:-):-)
 
reklama
kAJUNIA normalnie przezylas koszmar:no: ja nie wiem jak ty sobie dalas rade, a ten personel to tylko po sadach ciagac botutaj bylo zagrozenie zycia dzieci:wściekła/y:alez sie wqrzylam jak to przeczytalam:wściekła/y: ciesze sie juz oki wszystko:tak:

Misia jak tam u lekarza?
 
Kochane, ja juz po wizycie...

KTG ok, tetno maluszka 130-150, wiec w porzadku, skurcze macicy 10-26, wiec minimalne (ostatnio bylo do 53...), ale prawdziwe skurcze mam pod wieczor- mowilam mojej gince, ze tych teraz to w ogole nie czuje, za to wieczorem to sie zginam wpol...

Badanie - wszystko pozamykane...

Reasumujac powiedziala, ze jak maluszek jest duzy to czesto tak napiera, ze odchodza wody... ale poki co mam co tydzien zjawiac sie na KTG - ostatnie 5.11 (jakby nic nie wydarzylo sie wczesniej) i jesli kTG bedzie OK to 8-go do szpitalka... A tamjuz chyba wywolanie porodu... no ale zobaczymy jak to bedzie...
anulka super ze wszystko oki, a jaki duzy maluszek:-);-) a swoja droga co jest z tymi wywolywaniami porodow???? co druga pisze ze bedzie miala wywolywany:szok: co juz naturalnie sie nie rodzi?nie rozumiem po co chca wywolywac jesli nic sie nie dzieje takiego:dry:
 
Ja też tego nie rozumiem,skoro jest jeszcze czas do porodu.Nie wiem ja jestem jakas tradycjonalistka hehe.Staroświecka.
Anulka ciesze sie ze wszystko ok
Tyle co z ta wagą na usg wyszło ze 3080 a pani gin mowi ze 3500 spora rózniaca no nie?
 
no to ja zmykam bo mnie ten internet dobija :wściekła/y:


co do usg to ja bym sie nim nie sugerowała za duzo pod wzgledem wagi
pamietam przy Mili ze mi przed porodem powiedzieli ze dziwecko ma 4kg!!
na co ja wielkie oczy bo pare dni przed mialam usg i mowiło ono cos 3200g

no i lekarka drugi raz zmierzyła i po 4kg wyszło jej 3kg :-D
a Mila sie urodziła 3300g

no to mykam

normalnie nie wiem co mam robic :-D
chyba obiad jakis pojde wymyslic :-p:-p
 
no to jestem po poranny porzadkach domu
jeszcze mam w planie doprowadzic siebie do pozadku
umyc wlosy , zrobic pazurki itp
mam dzisiaj randke z wlasnym mezem ........... chyba ostatnia przed dzieckiem
idziemy do mojej ulubionej restauracji na starym miescie widenia


w srode mam ostatnia wizyte u mojego gina , pozniej przejmuje mnie szpital i to oni prowadza moja ciaze az do konca
a tak swoja droga to za kazdym razem zastanawiam sie na tym co piszecie o usg
ze nie przy kazdej wizycie macie robione

ja moze nie z kazdej mam wydruk ale zawsze jest robione usg

Oj zazdroszczę trochę tej randki z mężem i to w takim romantycznym mieście :-) Mój tato pracuje w Wiedniu, ale zbyt często mnie tam nie zabierał. Ostatnio byłam tam z 5 lat temu, a i tak nic prawie nie zwiedziłam :-(
A odnośnie USG to ja tez przy każdej wizycie mam robione, fakt, że na słabym sprzęcie, ale zawsze to coś. Ostatnio widziałam serduszko i żeberka mojego Tymka.

Mnie też leń złapał, ale zdążyłam trochę posprzątać: łazienka czysta, lodówka umyta - dawno jej nie myłam, 1 pranie zrobione a teraz właśnie piorą sie pieluchy i prześcieradła (w końcu zaczęłam prać rzeczy dla mojego synka). Z zaplanowanych na dziś czynności zostało mi tylko prasowanie tego co się akurat pierze.
 
To nie taki leń straszny jak go opisują Jolie hehe
Ja tez troche ogarnełam mieszkanko,zrobiłam porządek w papierach bo sie ich nazbierało.
No i znowu siedze przed kompem hehe co za dzień.
 
Jestem już po wizycie! :-)

Więc nic mi się nie rozwiera ale mam już nie brać fenoterolu, jeśli się zacznie wcześniej to mam jechać do szpitala i tyle. W czwartek stawiam się na planowaną cesarkę, będzie to dzień różnych badań i przygotowań a w piątek idę z rana na stół. Tadam! Czyli 19 października urodzi się Igor !!!
Z pomiaru usg wynika ta sama historia co z Wikiem, nie zapowiada się Goliat bo waży 2500 gram według pomiarów z kości, ale gnka powiedziała że ona w moim przypadku już nie wierzy tym szacunkom i spodziewa się dużo większej, papuśnej jak Wiku dzidzi :cool2:
Widziałam znowu jądra Igiego, masakra, ma chłopak porządny sprzęt :laugh2:;-) jest już ułożony główką w dół, co cieszy moją ginkę bo lepiej jej się wyciąga główkowo ułożone dzieci :tak:

lecę kłaść Wika kąpać i kłaść potem zajrzę i ponadrabiam :blink:
 
reklama
Witam wieczorowo,dzis bylam u lekarza i nadal dzidzia jest ulozona posladkowo,wiec za 2tyg,mam ponowne usg,wtedy tez wyznacza mi termin cesarki:no:,wage ma 2100gr,czy to nie za malo na 34tydzien?Trzymajcie kciuki moze jeszcze sie przekreci,bo juz mialam zaplanowany porod w wodzie,a tu taka kleska:-(,nie chce byc krojona.



Witajcie Kochane!
Blaneczka jest już ze mną!!! Przyszła na świat 9.10.o godz.15.10. Ważyła 2750g i mierzyła 52 cm. Jest wcześniaczkiem ale dostała 10 pkt. Dopiero dzisiaj wypuścili nas ze szpitala. Jesteśmy szczęśliwe i okropnie zmęczone.
Jagoda gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




no to się zebrałam do pisania :blink: chłopaki wykąpani i najedzeni już śpią więc mam chwilkę czasu :happy2:

Otóż pobyt na patologii (3 tygodniowy) wspominam nawet dobrze ... pomijam to, że mogłam wstawać tylko do WC a kroplówka była ze mną nierozłączna. 24.09. czyli w przed dzień WIELKIEGO DNIA bardzo późno podłączyli mi ktg. Siostra podłączyła mnie tylko pod 1 sprzęt ... skurcze dawały o sobie znać ... regularnie co 5 minut 80-90. O 7.00 rano przyszedł jeden z moich lekarzy. Powiedział, że mam być na czczo i będę miała badania ... (nie chciał mnie dodatkowo stresować). O 9.00 na dużym obchodzie moja sytuacja została do decyzji szefa, czyli ordynatora a zarazem mojego lekarza prowadzącego który akurat w tym czasie był na urlopie. Parę minut później przychodzi lekarz daje mi kwit do podpisania o wyrażenie zgody na cc. Potem było ekspresowo czyli golenie, założenie cewnika i sru na stół operacyjny. Trawało to jakieś 10 minut. Potem już dłuższe oczekiwanie na anestezjologa. Jeden z moich lekarzy prowadzących rozbrajał mnie śmiechem na stole ... potem znieczulenie (nic nie bolało - a tego bałam się najbardziej!!!!) i słyszę tylko przeraźliwy a zarazem najpiękniejszy krzyk .... krzyk mojego dziecka, po chwili kolejny jeszcze bardziej głośniejszy. Łzy same leciały po policzkach. Płakałam a siosstry szybko zabrały moje dzieci do inkubatora i pojechały na patologię aseptyczną. Ból po cc był nie do zniesienia, a moje myśli były tylko co z moimi dziećmi ... Marcin o 13.00 był już z maluchami. Następnego dnia moje pierwsze bardzo chwiejne kroki były do moich dzieci. Szłam z kroplówką mocno trzymając się położnej. Nie mogłam zostać długo ... z neonatologiem porozmawiałam o stanie zdrowia moich maluchów. Uspokoiło mnie to, że z maluchami wszystko jak najbardziej wsporządku. Są silne i zdrowe pomimo urodzenia w 35tc. Przenieśli moje dzieci na patologię noworodka a tam mogłam dochodzić o każdej poże dnia i nocy - Marcin zresztą też. Strasznie źle się czułam po cc ... byłam na kroplówkach wzmacniających i przeciwbólowych, nie mogłam wstać z łóżka ... moje dzieci spędziły w inkubatorach 5 dni. W 4 dobie idąc w bólu prawie na kolanach do moich dzieci zauważyłam siostrę roześmianą i plotkującą przy stolikach dla odwiedzających. Przyszłam i prawie zemdlałam widząc stan moich dzieci. Oskarek był na bezdechu. Sprzęt do którego był podłączony ryczał na cały oddział, ale siostra nie mogła go słyszeć skoro była zajęta zabawianiem swojej koleżanki. Zrobiłam raban na cały oddział! Siostrę, która na tym oddziale powinna być przy moich dzieciach 24/24h zjechałam jak psa!!! Nikomu nie życzę widoku własnego dziecka, które robi się granatowe i przestaje oddychać a siostra z uśmiechem na twarzy tłumaczy się, że ona właśnie spotkała koleżankę sprzed lat !!! Rozmawiając z przełożoną oddziałową tej że siostry powiedziałam że sobie nie życzę, żeby ta kobieta była jeszcze kiedykolwiek przy moich dzieciach. Dowiedziałam się, że bezdech miał też Olivierek. Byłam załamana ... depresja ... mało powiedziane!!! Wszystko widziałam w czarnych barwach. Bałam się iść do moich dzieci ... bałam się, że ... że już ich TAM nie ma ... To była 4 doba po cc. Ja czułam się jeszcze gorzej niż w 1 dobie. Nie dość tego miałam nawał pokarmu ... nie radziłam sobie ze ściąganiem i defakto porobiły mi się ogromne guzy. Lekarz zaaplikował mi 3 bromergony ... siostra okłady z kapusty i picie szałwii. Donosiłam w bólach pokarm do dzieci - w dzień i w nocy. W 5 dobie dzieci zostały wyjęte z inkubatorów, wyniki były bardzo dobre, gazometria też, bezdechy się nie powtórzyły. Były w łóżeczkach na patologii. Siostry po mojej interwencji do ordynatora i oddziałowej o sytuację z bezdechami zrobiły się dla mnie bardzo złośliwe. Mój lekarz prowadzący chciał mi zakazać dochodzenia do dzieci (a nie było to blisko) tym bardziej, że musiałam mieć otwartą ranę i cały czas wylatywała mi ropa z krwią. Siostry widziały że dochodzę z kroplówkami, dzwoniły do mnie na sale dosłonie co 10 minut, żebym przyszła popilnować dzieci - a one w rym czasie poszyły na kawę czy papierosa. Ja dochodziłam ... w końcu to moje dzieci ... zacisnęłam zęby ... zwlekłam się z łóżka ... i szłam wyręczać siostry!!! Ja nie miałam doświadczenia zdziećmi. Nigdy nie trzymałam noworodka na rekach nie mówiąc tu o przebieraniu dzieci. Nie raz prosiłam siostry o pomoc, żeby pokazały mi czy dobrze robię ... one się wykręcały i udawały że nie słyszą ... bałam się że skrzywdzę własne dzieci ... płakałam ale nie poddałam się ! To trwało 3 doby ... Ostatnie 2 doby dostałam dzieci do siebie na salę. mój stan psychiczny pogłębiał się coraz bardziej ... Wyręczając siostry z noworodkowego nie miałam czasu na jedzenie ... nie jadłam ani śniadania ani kolacji 4 doby. Byłam wykończona. Maluchy były niedojedzone. Z cycka od początku nie chciały ciągnąć bo mam małe chowające się brodawki ... kapturki nie pomogły ... maluchy spały przy cycku. Ściągałam pokarm ręcznie. Zazwyczaj trwało to 1,5h żeby ściągnąc 100ml mleka i karmienie 2 płaczących maluchów. Jedno niedokarmione dziecko kładłam w łóżeczko po to żeby podkarmić drugie jeszcze głośniej płaczące z głodu dziecko. I tak w kółko. Izolatkę miałam na przeciwko sióstr ale żadna nie przyszła się zapytać czy pomóc przy karmieniu. Płakałam razem z dziećmi, bo wiedziałam że na wadze nie przybiorą tylko zgubią - i tak defakto było !!! Byłam zła na cały świat! Nie odbierałam telefonów od rodziny, nie pisałam smsów. Wieczorem tylko powiedziałam mojej mamie i Marcinowi, że wychodzę na własne żadanie bo nie wytrzymam ... tak też myślał mój lekarz prowadzący ... że najlepiej dla mnie i dla dzieci lepiej wpłynie dom. Ja dojdę so siebie a dzieci będą przybierać na wadze. W piątek rano na obchodzie noworodkowym ordynatorowi powiedziałam co myślę na temat jego sióstr jaką pracę wykonują !!!! Zrobił duże oczy a siostry myślałm że pochowają się po kątach. Wypisałam się na własne żadanie. W domu mam pomoc co pozytwnie wpłynęło na bliźniaki. Rosną w oczach. Mamy ustawiony czas ... wszystko rozplanowane. I nareszcie widze te piękne bezzębne uśmiechy a przy nich zapominam o wszystkim co spotkało nas w tym krótkim a zarazem długim pobytem w szpitalu.
Kajunia jestes niesamowita,chyle czola przed Toba:tak::-).Powinnas gdzies to zglosic bo takie rzeczy sa niedopuszczalne:wściekła/y:!!!!!!!!!!!
Larvunia:
"Hej nie mam netu juz, wiec napisałam do Ciebie. Przekaż dziewzynom, ze rozwarcie przez caly czas pobytu w szpitalu nie powiekszylo sie, nadal 2 cm, odstawiaja mi leki na podtrzymanie i mam czekac na porod w domu :) jutro wychodze. Buziaki!"
Larvunia jeszcze troszke wytrzymaj,super,ze juz cie wypuscili w domku jest duzo przyjemniej;-).

ej laski! witam się i od razu mówię że jestem w szoku! :szok:

pierwszy szok wywołał u mnie mój syn, wchodzę rano do pokoju "Wigorów", patrze a tam SAJGON! Wiktor wypieprzył wszystko co było na półeczce nad łóżeczkiem Igora, patyczki do uszu, mydło, paklanki i chusteczki z opakowań... wszystko dosłownie fruwało, okazało się że on wlazł do łóżeczka po krzesełku :szok:
mówię Wam tak się wkurzyłam :wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y:ale umyłam gary i już mi lepiej :dry:przecież nie zamorduje gnojka... :confused:

drugi szok zaliczyłam jak zadzwoniła do mnie ginka i pyta się mnie jak się czuje, no to ja jej na to, że jakoś daję radę, że wczoraj łyknęłam fenoterol bo tak mi sie spinał bebech, żeby dotrwać do tej cesarki w poniedziałek. A ona na to że po pierwsze mam do niej przyjść do gabinetu jeszcze dziś, bo chce sprawdzic czy te bóle i skurcze to nie przypadkiem rozwarcie i wtedy jeszcze dzisiaj mnie wciśnie do szpitala a po drugie to podobno to co się dzieje w szpitalu to ludzkie pojęcie przechodzi... WSZYSTKIE RODZĄ, NIE MA MIEJSC!!! :szok: mam przyjść na planowaną cesarkę już w czwartek, a w piątek już będę cięta najpóźniej...
JEJKU SZOK PO PROSTU!!! :szok::szok::szok:


Idę zszokowana wypić kofi
a po południu czyli po wiycie zdam relacje co z moją cesarką będzie :laugh2:
oooops muszę suwaczek podmienić :blink:

Niezly z niego agent:tak:,ciekawe ile to obmyslal,ma charakterek,ciekawe po kim??????Hi,hi:-),a tak na powaznie tez bym sie wkurzyla:tak:.



Ok.ja zmykam do lozeczka jestem padnieta,dobranoc brzuszki:-):-D.





 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry