Hello kobiety.
U nas katar na całego i ogólnie epidemia w rozkwicie. I najzabawniejsze, że okazuje się, że teściowa z gorączką leży od czwartku (my jeszcze byliśmy zdrowi), moja babcia wczoraj przez telefon marudziła, że ją w nosie już kręci (a nie kontaktowaliśmy się z nią osobiście), kumpel przedwczoraj narzekał, że go łamie w kościach, a drugi, że go rozkłada i od rana jedzie na ferveksie... Chyba w moim mieście coś dziwnego panuje bo znajomi nam padają a niekoniecznie zarazili się od nas. Nie ma to jak "nibygrypa" w lipcu.
Mandrzejczuk to ja Ci radziłam wyjść przy napadzie kolki do sklepu ale nie dlatego, że to przez Ciebie dziecko płacze tylko po to, żebyś odsapnęła na chwilę i zregenerowała nerwy a potem zmieniła męża już spokojniejsza. Od siebie poradzę Ci żebyś nie wierzyła w debilne gadki, że to normalne i będzie tylko gorzej i że masz czego chciałaś decydując się na dziecko. Krzyczące w cierpieniu dziecko to nic normalnego ani zwyczajnego! I nie może być gorzej. Idź do pediatry i nie daj sobie wmówić, że tak może być! Dziecko znajomych płakało dwa lata bo okazało się, że ma niedorozwój jelita i dopiero usg to wykazało ale też słyszeli, że "kolki są normalne". Lekarz ma szukać wyjścia i próbować pomóc. Nie ten lekarz to inny. Tak jak Hope napisała zielone kupki mogą być objawem alergii - niech pediatra doradzi czy masz stosować dietę i ewentualnie jaką. A może na kilka dni przejść na specjalne mleko dla alergików? Niech lekarz pokombinuje bo od tego jest. Gdzieś czytałam, że czasem pomaga zwalczanie ognia ogniem czyli przed porą kolki (z pół godziny)zmienić dziecku coś w trybie dnia. Zabrać na wycieczkę samochodem, zrobić kąpiel o innej porze. Czasem taki "szok neurologiczny" wyrywa dziecko z tego rytmu kolkowego. Ale nie wszystko na raz - jak dziewczyny pisały. Dla Ciebie, jeśli uważasz że to może pomóc to wizyta u psychologa -już kiedyś pisałyśmy że rozmowa z kimś kto spotyka się na co dzień z problemami innych może pomóc. I trzymaj się kochana nasza! Kolki nie trwają wiecznie! Najczęściej mijają w okolicy 3 miesiąca. Wytrwaj jeszcze trochę. W końcu wszystko się unormuje! I żal nam się tutaj, przecież po to jesteśmy. Nawet jeśli nie pomożemy to wysłuchamy bo każda ma jakieś mniejsze lub większe problemy z maluchem. Moja córka w okolicy trzeciego miesiąca zaczęła krzyczeć przy jedzeniu jakbym jej kwas solny dawała w butelce. A karmień dziennie jest kilka... I nie było bardziej rozdzierającego serce widoku jak głodne dziecko rzucające się łakomie na jedzenie a po chwili płaczące straszliwie z bólu. To nie były kolki a najprawdopodobniej przewlekły refluks ale co przeszliśmy to nasze tak więc wiem jak to jest jak maleństwo wrzeszczy w cierpieniu a my możemy tylko patrzeć i przytulać i płakać z nim a wszyscy w koło mówią "tak może być"...