Witam się. Żyjemy. Tęskniłyście?
Młody rozchorował nam się z niedzieli na poniedziałek. W nocy nam się wręcz podduszał flegmą czy gilami aż mu piana z buzi leciała. Okazało się, że to zapalenie oskrzeli i że cały zagilany jest w środku i cholera wie jak to będzie. Lekarka powiedziała, że normalnie dałaby już skierowanie do szpitala ale nas zna i wie, że jesteśmy rozgarnięci, mamy nebulizator w domu i że damy sobie radę i nie zaniedbamy jakby coś się pogorszyło więc spróbujemy leczenia w domu. Tymbardziej, że do szpitala dziecięcego byśmy trafili a nie na noworodki a na taki oddział idzie się z jednym a wraca z czym innym... No i tak nam zleciało parę dni na antybiotyku i inhalacjach. Dzisiaj byłam na "posłuchaniu" czy nie jest gorzej ale jest już lepiej. Chociaż nie rewelacyjnie i jeszcze może się pogorszyć bo wystarczy, że w tym śluzie na oskrzelach się bakterie zaczną mnożyć i będzie źle. Na szczęście tych kilka dni dotychczas był bardzo grzeczny pomimo choroby.
Za to Matuś w kilka dni zrobił przeskok rozwojowy bo uśmiechy to już nie są tylko nieśmiałe uśmieszki tylko serie uśmiechów pełną rozdziawioną paszczą. I gada do nas. A do tego potrafi sam zasypiać w łóżeczku

Nie zawsze oczywiście ale kilka razy zdarzyło się już wieczorem, że odłożyłam go, rozbudził się, postękał pomarudził ale bez darcia się i po kilku minutach zalegała cisza... W dzień też podobnie ale marudzi dłużej i płacze ale zasypia sam
Idę trochę poczytać ale nie długo bo zabrałam się za wyszywanie krzyżykami obrazka z Kubusiem Puchatkiem
Przypomniało mi się, że dwa tygodnie temu mojemu kuzynowi urodziła się córeczka ale w ciężkim stanie. Prawdopodobnie przez paciorkowca ma zakażenie i to zakaziła się już w macicy a nie przy porodzie. Ciągle jest w szpitalu i ostatnio jak kuzyn dzwonił do mojej babci to mówił, że boją się zapalenia opon mózgowych bo i tak może być. Los nie jest miłosierny nawet dla takich maluszków

Oby tylko wszystko było dobrze.