Wcześniej poczytałam, potem synka uśpiłam, więc teraz czas coś naskrobać

ale wybaczcie, bo pamiętam co pisać, ale nie bardzo do kogo
do lekarki tak często na kontrole. co, jak co, może mieć swoje dziwactwa, ale jak przyjdzie co do czego, to zna się na rzeczy. obyło się bez antybiotyku i Miki przeszedł to choróbstwo nie najgorzej. jest już całkiem zdrowy jak się okazało wczoraj
teściowe to temat rzeka. ja też mieszkam z teściami. teoretycznie narzekać nie mogę, bo się nie czepiają, ale... no właśnie, moja teściowa to raczej "babcia dobra rada". rad ma dużo, na każdy temat i chętnie się nimi dzieli, a jeśli nie korzystam, to źle. swgo czasu prawie wojna była bo chciałam sama Mikiemu obiadki gotować. "nie ma sensu i szkoda gazu, ja mu ugotuję, skoro i tak u babci na piecu robię obiad"
praca. też rozglądam się za jakimś zajeciem w domu, ale ciężko. na szczęście jak na razie nie ma przymusu powrotu do pracy. tym bardziej, że nie mam gdzie wracać...
a tak poza tematem... żona mojego wujka (brata mamy) około południa zaczęła rodzić. moja babcia (i jednocześnie babcia rodzącego się właśnie malucha) strasznie panikuje i ciągle wydzwania do moje mamy z pretensjami czemu wujek jeszcze nie dzwoni. już nawet do mnie dzwoniła czy mam numer na porodówkę w tm szpitalu, bo rodziłam w tym samym

bardziej przeżywa fakt, ze ma trzeci raz zostać babcią, niż jak peirwszy raz miała zostać prababcią

a tymczasem ciotka bóle ma, ale brak rozwarcia...