No dzień dobry.
Łeb mnie tak nawala, że nie można wutrzymać. Oczy nawet bolą jak w monitro patrzę. I jakaś niedospana jestem. Na śniadanie była mała kromeczka ciemnego ziarnistego chlebka z pasztetem i biały ser z dżemem truskawkowym, a teraz dopijam herbatkę z żurawiny i malin. Ale chyba zaraz wrócę do łóżka.
Pogoda u mnie beznadziejna - siąpi jakiś taki deszczyk i w sumie nie wiadomo czy to na parasol czy nie, i tak buro ponuro za oknem. Byłam na pacerku z Borkiem i spotkałam sąsiada z jego sunią. On ja puszcz ot tak luzem i ona się pilnuje(owczarek niemiecki, więc nic dziwnego), ale mój Posokowiec to mi ucieka dość często a teraz ja nie będę za nim po lesie biegać i go szukać, więc go nie puszcxzam ze smyczy(mam taką teleskopową 5 metrów). A ten sąsiad zawsze jak nas widzi to mówi, żeby puścić Borysa, żeby się z jego sunią pobawił. A wie, że jestem w ciąży. No to ja mu mówię, że nie puszczę bo nie mogę za nim biegać, a on że przcież mi nie ucieknie. No do cholery jasnej chyba znam swojego psa i wiem że zwieje jak poczuje sarnę, czy nawet jak ktoś będzie sobie szedł to za nim poleci i będę musiała za nim lecieć. No ale do tego siąsiada to jak grochem o ścianę, można mówić i nic z tego.