Ja też z wrażeń wczoraj zasnąć nie mogłam a potem obudziłam się o 5 rano i dalej spać się nie dało. Przysnęłam koło 7.
Zalałam sobie wczoraj laptopa. Piwem karmi. Jak go szlag trafił to nie wiem jak będę z Wami gadać bo na stacjonarnym (teraz siedze) to mnie wyrzuca co chwilę z netu i to nie robota. Zaraz zawiozę lapciaka do naprawy ale mam lęki. Czytać będę choćby z telefonu ale gorzej z pisaniem.
Styna kochana fatalnie, że skurcze znów się pojawiają. Jak leżałam z tym moim zagrożeniem poronienia w szpitalu to na sali ze mną leżała laska co miała tak samo jak Ty. Z niczego zaczęły się skurcze porodowe. Dostawała leki ale trzymali ją jakoś 2 tygodnie w szpitalu niestety. Wypuścili jak dobiła do 36 tygodnia i zapowiedzieli, że najdalej za tydzień wróci bo skurcze pojawiają się nadal. Na leki reagowała różnie, ale udawało się poród wstrzymywać. Podobno po tygodniu brania zastrzyków na płucka sytuacja już jest dobra. U tej panienki skurcze raz były silne a raz słabe, często sama była zdziwiona jak na ktg się pisały a ona nic nie czuła. W każdym razie ich regularność ma większe znaczenie niż siła. Jak miała na zapisie jeden czy dwa mocne to lekarze nie wariowali, ale jak pojawiały się nawet słabsze ale regularnie to było gorzej. To tyle co pamiętam z tych kilku dni z nią na sali. W każdym razie nie daj się kobieto i nie śpiesz się do domu za bardzo bo jak Nadia sobie wymyśliła wychodzić to każdy dzień na wagę złota. A my tu dzielnie kciukasy trzymamy.