anik.
Mama Krzysia :)
Hehe zanetaa w życiu nie pozwolę wyjąć sobie z rąk dziecka nie ze mną takie numery, bo zbyt cięta jestem
uważam, iż dziecię jest moje i męża mego i figa. Podobnie reaguję na wszelakie mądrości ("koniecznie trzeba...", "ja robiłam tak, że..." itp. - to fantastycznie, swoją szansę już miałeś/aś). Uważam, że moje dziecko, to moja sprawa
Mnie wysadził z butów ten tekst dosłownie :-) Nie mówię tu o pielgrzymkach znajomych, bo oni mogą sobie później przyjść do dziecka
i fakt, że różne zarazki też mogą przywlec, to raz, a dwa - na pewno przez pierwsze 2 tygodnie nie będzie mi się chciało podejmować nikogo herbatkami i ciastem i zabawiać swoją obecnością.
Flaurka - masz dużo racji w tym, co napisałaś (źle ubrałaś, źle spojrzałaś itp.) Dlatego, jak już napisałam - wymownie zamknięte drzwi na pewno pomogą, akurat tego się u teściów nie obawiam, tym bardziej, że teściowa lekarz - doskonale zdaje sobie sprawę, że odpoczynek po takim przeżyciu to rzecz święta
moi rodzice natomiast nie mają w zwyczaju wpadać na niezapowiedziane wizyty, czasami wręcz uważają, że może za często są u nas (raz na tydzień - dwa), czyli większej buby nie przewiduję 
uważam, iż dziecię jest moje i męża mego i figa. Podobnie reaguję na wszelakie mądrości ("koniecznie trzeba...", "ja robiłam tak, że..." itp. - to fantastycznie, swoją szansę już miałeś/aś). Uważam, że moje dziecko, to moja sprawa
Mnie wysadził z butów ten tekst dosłownie :-) Nie mówię tu o pielgrzymkach znajomych, bo oni mogą sobie później przyjść do dziecka
i fakt, że różne zarazki też mogą przywlec, to raz, a dwa - na pewno przez pierwsze 2 tygodnie nie będzie mi się chciało podejmować nikogo herbatkami i ciastem i zabawiać swoją obecnością.Flaurka - masz dużo racji w tym, co napisałaś (źle ubrałaś, źle spojrzałaś itp.) Dlatego, jak już napisałam - wymownie zamknięte drzwi na pewno pomogą, akurat tego się u teściów nie obawiam, tym bardziej, że teściowa lekarz - doskonale zdaje sobie sprawę, że odpoczynek po takim przeżyciu to rzecz święta
Ostatnia edycja:
Od wielu tygodni pracuje nad nim ("poszczulam" na niego polozna, podtykam mu wciaz artykuly na ten temat, robie wyklady), zeby sie przestawil mentalnie ale efekt posredni, tzn. wie, ze ma KATEGORYCZNY zakaz zapraszania gosci bez mojej zgody ale jesli sie bedzie go trzymal to raczej ze strachu przed moimi jazdami niz z przekonania, ze tak ma byc. Dlaczego matka ma rujnowac swoje zdrowie i nakrecac sobie baby bluesa - bo jakies pociotki i znajomkowie sa ciekawscy? Tylko i wylacznie kobieta powinna decydowac moim zdaniem kiedy ma ochote byc odwiedzana i przez kogo. A dziecko to nie zabawka 
