też myślałam o prywatnej klinice, oczywiście z dofinansowaniem z NFZ, ale to bardzo niepewne - nie wiadomo kiedy wyczerpie się limit i w wielu miejscach trzeba chodzić do lekarza pracującego w klinice - tak "z ulicy" to nie wezmą. Z tym, że poszukiwania pozostawiłam po jednym dniu, więc gdzieś jest pewnie coś odpowiedniego. chyba zdecyduję się na nasz szpital - boję się go po pierwszym porodzie, ale przecież nie było tak źle, przeżyliśmy, byliśmy zdrowi i Bartek miał dodatkowe badania dzięki WOŚP. jest blisko i tanio, a to dla nas ważne. nie ma szans na znieczulenie, ale wiem, że poród jest do przeżycia, a ból nie odbiera mi świadomości.
wczoraj dowiedziałam się, że 20 lutego mąż wyjeżdża na delegację do Rumunii.. niby tylko dwa tygodnie, ale nie pamiętam kiedy ostatnio rozstawaliśmy się na taki czas. Boję się choćby o zakupy (jeśli spadnie śnieg, nie dam rady iść taki kawał z Bartim, że nie wspomnę o taszczeniu jakiejś torby - wstyd żebym nie miała siły), no i to będzie 5dni przed moimi urodzinami
do tego mąż od 4 dni nie pali i.. jest nieznośny. wczoraj marudził żebym mu dała jednego papierosa.. do drugiej w nocy. w końcu się obraził i spał w salonie - oczywiście rano wrócił do mnie, ale podniósł mi ciśnienie. i do tego moja babcia, która mieszka pod nami czepiała się, że nie śpimy po nocach (siedzi na łóżku i podsłu****e co robimy:/ i nawet się z tym nie ukrywa)
do tego czuję się jak wrak człowieka..