wczoraj wróciliśmy ze szpitala. bylismy tam od niedzielnej nocy. niestety w niedzielę ciężko trafic do lekarza, więc pojechaliśmy na pogotowie. Biegunka i wymioty.W niedzielę rano Adrianek zrobił taaaaka kupę,że aż łopatki sobie pobrudził. Myślałam ,ze nam coś dadzą i siup do domu a tu zaproszenie na oddział. No żeby się mały nie odwodnił. A w szpitalu dzieciaki z zapaleniem płuc i biegunką. Obecnie panują te dwie choroby. Niestety niektórzy przychodzili z jednym a w rezultacie leczyli sie na oba...
A upał tam n iemiłosierny, duchota aż się lało równo ze wszystkich. Więc uciekliśmy czym predzej

ostatnia kupka była wczoraj rano wiec po biegunce ani sladu... na szcęście, bo nie wytrzymałabym tam dłużej. Najgorsze te wenflony i kroplówka. bardzo mały płykał przy zakładaniu wenflonów, a przy kroplówce ratował tylko sen. Dzieciaki już były tak przewrażliwone,że nawet ważyć sie bały..... A pielęgniarki? Jedna miła owszem, ale druga! dziecko śpi a ta je szarpie bo rączke zgieło z kroplówką, jakby nie mogła delikatniej. albo przyjda baby o 22 podłaczyć nowemu dziecku kroplówkę i prują się jak przekupki na rynku i nic ich to nie obchodzi,ze dzieci śpią.... grrr..
Co noc trafiało na oddział nowe dziecko, a maluszków bardzo dużo.. trzymajcie sie zdrowo!!!
Okulista?? Usg bioderek? Kto Wam daje te skierownia??? Mi nic nikt o tym ani słowa!!! Powinnam się o nie sama wystarać????