Mój M w większości pracuje, jest strasznie obowiązkowy i ambitny więc w tygodniu wraca zwykle gdy jego biologiczne dziecko śpi więc tatusiuje tylko swoim niebiologicznym coreczkom. Mnie to nawet cieszy bo tak miłość rodzica do wlasnego dziecka jest kwestią oczywistą ( u normalnych ludzi) tak miłość i więź do osób niespokrewnionych to kwestia starań i pracy i muszę przyznać że ta praca idzie mu świetnie:-)
Ja znowu prze chodziłam kryzys laktacyjny ale to taki że już watpilam że coś ruszy, odruch wyplywu mleka zanikł totalnie, wiem że Gosia jadła i piła Ale jadła przez 20 minut co godzinę, obie byłyśmy zmęczone tym stanem. Trwało dwa dni, i dzisiaj trochę ruszyło, ale po takiej stymulacji zdziwiłabym się gdyby nie ruszyło. Ja wyedukowana, wierzaca w naturę, a sama już zwatpilam, ale mam o tyle dobrze że Gosia nie je z butelki więc nawet nie pomyślałam o dokarmianiu mrozonkami tylko siedziałam dobę z cycem na wierzchu:-S