• Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Marcowe mamy 2015

kordosia porozmawiaj z facetem swoim o hormonach i poczytaj mu jakies artykoly albo zabierz go do gina na wizyte i najlepiej tam pogadac bo chlopa czasem trzeba takiej rozmowy z kims z autorytetem ;-)
Bachuta Ja popijam sobie rozne herbatki owocowe albo angielska herbatke :tak: ziolowych nie pijam bo nie przepadam za nimi.
 
reklama
Bachuta, ja piję gorzką i czarną Inkę, Earl Grey'a, zwykłą czarną, rumianek i miętę. Jeśli zwykłą, to często z cytryną, bo z miodem już mi nie smakuje. Poza tym - kakao, ciepłe. :)
 
Natalia to mój mąż teraz wybrał historię ( ale z wyksztalceniem pedagogicznym wiec w celu uczenia przedmiotowego :P ). Czasem i ja sie zastanawiam jak to Nasze dziecko bedzie mialo- dwoje rodzicow nauczycieli i pedagogów- mam nadzieje, ze nie bedzie zgodnie ze stereotypami. Sama potwierdzam- pracujac w przedszkolu- najgorsi, walnieci rodzice to Ci w tym samym fachu :P

Kropelka, mój mąż jest dosyć oczytany w tym zakresie i to nawet powiem bardziej biologicznie bo interesuje sie sprawami genetyki i takie tam. Potrafię być bardzo nieznośna i czasem i On nie wytrzymuje. Rozumiem Go :P Pod wzgledem wyrozumialosci, cierpliwosci i łagodnosci nie moglabym wymarzyc sobie lepszego Męża, ale ponarzekac czasem trzeba :P
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Witam Marcowe Mamuśki :) milej sie robi człowiekowi na duszy że nie ja jedna mam zachcianki na które za chwile nie mogę patrzeć :) Ja od dwóch tygodni na sniadanie jem tylko chleb z dżemem i niemal całkowicie odrzuciło mnie od mięsa Co do napoi to niesamowicie dobrze działa na mnie coca cola, natomiast mam problem z piciem wody, którą jeszcze niedawno piłam litrami :)
 
Kordosia, ja na licencjacie byłam na spec. nauczycielskiej, uprawnienia do szkoły podstawowej, ale nie chcę uczyć. Chociaż uważam, że te zajęcia ściśle związane z pedagogiką bardzo mi się przydały, szczególnie w kontaktach z chorym bratem mojego męża.

O dziwo, gdy przeszły mi nudności, to jem jeszcze mniej... A tu zaraz koniec pierwszego trymestru, czas dodawać kalorie... Ech. Coś wymyślę. Świeże pieczywo z masełkiem teraz mi wchodzi jak nigdy. Chyba zrobię leniwe na obiad. O tak, to jest myśl. :-)

Zarunia, witaj!
 
zarunia ja do tej pory bez problemu pilam wode z kranu ( u nas pitna i lepsza niz mineralna) teraz mi totalnie nie smakuje. jak juz usycham z pragnienia to wypije troche. ale jak juz pierwsze pragnienie zaspokoje to dalej nie zmusze sie do jej picia. jakis czas pilam cydr gruszkowy, ale juz tez jest be. coca-cole przerobilam - juz nie chce. zadne soki. zielona herbate, ktora co najmniej jedna z przyjemnoscia pilam w ciagu dnia teraz odrzucam. zostal mi tylko kompot jablkowy...
i wiem, ze pije o wiele mniej niz powinnam, ale juz nie mam pomyslu czym sie bez obrzydzenia napoic...
a bulka z odrobina masla i dzemem morelowym to jedyna sensowna kanapka dla mnie.
poza tym w nieduzych ilosciach zjem na sniadanie manne, lane kluski na mleku. i czasem nesquki z zimnym mlekiem.
z owocow chetnie bym sie zajadala takimi twardszymi wegierkami, ale niestety przez mega wzdecia, ktore mi morduja jelita, musze sliwki i surowe jablka ogranuczyc do minimum.
a obiady to juz tragedia kompletna. w sumie tylko czasem mam na cia teoretyczna ochote, ktora mika w zderzeniu z praktyka. a na ogol nawet teoretycznie mi sie nie chce nic. a mieso i rzeczy z tluszczu to juz w ogole odpada... bleee
a z wczorajszej pizzy najchetniej zjadlabym tylko brzegi bo srodek byl jakis tlusty i ble - tylko sos pomidorowy, ser, pieczarki.
nie mam na siebie pomyslu a co gorsza do gotowania nie moge sie zmusic ( ogolnie bardzo lubie gotowac i piec).
dobrze, ze od wtorku moj syn idzie do szkoly to przynajmniej zje tam obiado-lunch. tylko meza zaglodze badz skaze na gotowce ( biedaczek nie umie gotowac i do tej pory radowal sie domowymi obiadkami i ciastami)
 
Ech, dzisiaj mam jakiegoś doła...
Pojechałam zrobić zakupy. Tu sklep, tam sklep, trochę się pokręciłam i poczułam się jak sapiący parowóz. Włożyłam swoje bojówki i co? Nie dopinam się! Rodzina mnie irytuje, na nic nie mam ochoty... Dzień do bani...

A apetytu nie mam tylko rano, a potem nadrabiam zaległości. Właśnie wciągnęłam dwa kawałki pizzy i w zasadzie zaraz wezmę się za obiad bo głodna jestem... Zrobię galaretkę na wieczór. Taka słodycz jest zjadliwa dla mnie;-)
 
Ostatnia edycja:
Za mną od kilku dni chodzi spaghetti.Teściowa natomiast ma teraz dziwny zwyczaj zapychania lodówki, że nie wiadomo co jesc i w sumie wsuwa sie jeszcze mniej i czesc jedzenia sie niestety psuje. Polecam Wam dewolaje ze szpinakiem i mozzarellą ( kulki z zalewy) - pycha, dzis zrobie na kolacje :)
Zazdroszcze Wam końca 1 trymestru, mi do 12 tyg jeszcze 4tygodnie, mam ogromna nadzieje, ze uczucie irytacji, ze przytyłam i nie czuje sie przy tym atrakcyjnie minie gdy pojawi sie brzuszek i bedzie widac, ze to ciąża a nie słabości kulinarne. Jestem strasznie niska 154cm wzrostu wiec z 50 na 53 juz po mnie widac. Wrrr ! Powiedzcie, ze to uczucie minie ;/
 
reklama
" mam ogromna nadzieje, ze uczucie irytacji, ze przytyłam i nie czuje sie przy tym atrakcyjnie minie gdy pojawi sie brzuszek i bedzie widac, ze to ciąża a nie słabości kulinarne"

Kordosia, trafiłaś w dziesiątkę. Okropnie męczące są takie stany i mam nadzieję, że szybki miną... I Tobie i mnie...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry