zarunia ja do tej pory bez problemu pilam wode z kranu ( u nas pitna i lepsza niz mineralna) teraz mi totalnie nie smakuje. jak juz usycham z pragnienia to wypije troche. ale jak juz pierwsze pragnienie zaspokoje to dalej nie zmusze sie do jej picia. jakis czas pilam cydr gruszkowy, ale juz tez jest be. coca-cole przerobilam - juz nie chce. zadne soki. zielona herbate, ktora co najmniej jedna z przyjemnoscia pilam w ciagu dnia teraz odrzucam. zostal mi tylko kompot jablkowy...
i wiem, ze pije o wiele mniej niz powinnam, ale juz nie mam pomyslu czym sie bez obrzydzenia napoic...
a bulka z odrobina masla i dzemem morelowym to jedyna sensowna kanapka dla mnie.
poza tym w nieduzych ilosciach zjem na sniadanie manne, lane kluski na mleku. i czasem nesquki z zimnym mlekiem.
z owocow chetnie bym sie zajadala takimi twardszymi wegierkami, ale niestety przez mega wzdecia, ktore mi morduja jelita, musze sliwki i surowe jablka ogranuczyc do minimum.
a obiady to juz tragedia kompletna. w sumie tylko czasem mam na cia teoretyczna ochote, ktora mika w zderzeniu z praktyka. a na ogol nawet teoretycznie mi sie nie chce nic. a mieso i rzeczy z tluszczu to juz w ogole odpada... bleee
a z wczorajszej pizzy najchetniej zjadlabym tylko brzegi bo srodek byl jakis tlusty i ble - tylko sos pomidorowy, ser, pieczarki.
nie mam na siebie pomyslu a co gorsza do gotowania nie moge sie zmusic ( ogolnie bardzo lubie gotowac i piec).
dobrze, ze od wtorku moj syn idzie do szkoly to przynajmniej zje tam obiado-lunch. tylko meza zaglodze badz skaze na gotowce ( biedaczek nie umie gotowac i do tej pory radowal sie domowymi obiadkami i ciastami)