Ja ostatnio mam schizę.. wczoraj oglądaliśmy z mężem film na którym na końcu kobieta umiera przy porodzie.. a mnie od dłuższego czasu prześladuje myśl, że mogę porodu nie przeżyć.. rozbeczałam się na maksa na tym filmie i mówię do męża że właśnie tego się boję.. bo Bronek to mnie nie zna jeszcze ale co z Olim.. kto go będzie tak kochał, był z nim itd.. co z nim będzie..
Mąż oczywiście z pretensją do mnie, że wymyślam głupoty i sama się nakręcam.. i tak przepłakałam cały czas w łóżku aż do zaśnięcia.. :-(
Dziś starałam się realnie przemyśleć to.. i nadal uważam, że jest zagrożenie ale nikt mnie nie słucha.. ani gin ani kardiolog.. i nie bardzo wiem do kogo się z tym udać.. Mam nadciśnienie.. leczę je od 2 lat prawie, w ciąży kardiolog zmienił mi leki, robił USG serca, badał.. mam się co 2 miesiące stawiać.. ciśnienie mam niskie ogólnie po lekach, średnio 120/65 ale tętno nie normalnie u mnie wysokie bo ok 100. Kardiolog olał to.. mówię mu, że nie miałam takiego tętna nigdy a teraz jak jest takie to szumi mi w uszach, słyszę tętnienie w uszach i boję się że przy porodzie może dojść do jakiegoś wylewu.. Wyśmiał mnie..

bo kobiety mają po 140 tętno i żyją i rodzą itd,
A co jeśli ja mam rację? Kto zajmie się wtedy moimi dziećmi??