Patch
Mamy lutowe'07 Wdrożona(y)
A ja Wam też chętnie opiszę swój poród! Tak jak SUSUMALI zauważyłaś, Staś kazał czekać na siebie, a ja już tej ciąży znieść nie mogłam. Tak nawet nie zgrubłam, oprócz gigantycznego brzucha. Już praktycznie ruszać się nie mogłam. Na spacery z mężem chodziłam dookoła bloku
Dalej rady nie dawałam. No i poczułam coś 2.02. Nie bolało aż tak bardzo, ale było regularne- co 6 min przez 1,5h. Mąż wezwał taksówkę (u nas tylko ja mam prawo jazdy) i pojechaliśmy, tam okazało się że to za słabe i poleżałam sobie 3 dni. Wynudziłam się za wszystkie czasy i stwierdziłam, że teraz to za prędko nie pójdę!! Chyba karetka na sygnale mnie powiezie...Mo gin 12.03 dał mi skierowanie do szpitala na 15.02. Ja sobie 14.02 oglądam TV i coś czuję, ale mówię: "nie, idę jutro rano, chcę zobaczyć walentynkowe M jak Miłość". Zobaczyłam ale już chodząc po całym pokoju, skurcze się nasilały... Mój mąż mnie namawiał na szpital, ale byłam uparta, bo na Polsacie jakaś komedia romantyczna miała jeszcze lecieć. Nie bardzo wiem o czym ona była, bo skurcze skupiały całą moją uwagę
Około godz. 24.00 pojechałam- nawet nie trzeba mnie już było namawiać... A tam dali mnie na porodówkę, podpięli ktg, zbadali i położna mówi, że to jeszcze nie to
Kazała mi się z mężem pożegnać, jemu powiedziała, że nie ma sensu czekać i żeby przyszedł rano, a mi dała zastrzyk przeciwbólowy, ale bolało coraz bardziej. Położne wyszły, a ja pisałam smsy do siostry męża- to jak rodzinny poród:-) Na salę obok przywieźli dziewczynę, która tak wrzeszczała, że cały szpital chyba na nogi postawiła, no to ja chciałam uciekać, nawet się spakowałam, tylko następny skurcz mnie powstrzymał.Jak przyszła gin mnie zbadać, to okazało się, że rozwarcie duże- ja już byłam wykończona, dali kroplówkę, trzy skurcze i Staś na zewnątrz! Acha! Jak robili usg, to im wyszło, że będzie miał 3200g. Gin mówi:"Fajna waga, łatwo pójdzie!" Jak się zdziwili, gdy miał 4070g!!
Staś urodził się o 4.00. Byłam wykończona, bo całą noc nie spałam, a raniutko (o 7.00) zaczęli schodzić się goście do szpitala...Więc znowu nie spałam cały dzień, a o noc się bałam- bo to pierwsza z moim maleństwem
Na szczęście było spokojnie!!!!
Ja już mężowi mówiłam: ja mogę rodzić dzieci, ale on będzie w ciąży, bo ostatnie ttrzy miesiące, są dla mnie nie do przeżycia!!
Dalej rady nie dawałam. No i poczułam coś 2.02. Nie bolało aż tak bardzo, ale było regularne- co 6 min przez 1,5h. Mąż wezwał taksówkę (u nas tylko ja mam prawo jazdy) i pojechaliśmy, tam okazało się że to za słabe i poleżałam sobie 3 dni. Wynudziłam się za wszystkie czasy i stwierdziłam, że teraz to za prędko nie pójdę!! Chyba karetka na sygnale mnie powiezie...Mo gin 12.03 dał mi skierowanie do szpitala na 15.02. Ja sobie 14.02 oglądam TV i coś czuję, ale mówię: "nie, idę jutro rano, chcę zobaczyć walentynkowe M jak Miłość". Zobaczyłam ale już chodząc po całym pokoju, skurcze się nasilały... Mój mąż mnie namawiał na szpital, ale byłam uparta, bo na Polsacie jakaś komedia romantyczna miała jeszcze lecieć. Nie bardzo wiem o czym ona była, bo skurcze skupiały całą moją uwagę
Około godz. 24.00 pojechałam- nawet nie trzeba mnie już było namawiać... A tam dali mnie na porodówkę, podpięli ktg, zbadali i położna mówi, że to jeszcze nie to
Kazała mi się z mężem pożegnać, jemu powiedziała, że nie ma sensu czekać i żeby przyszedł rano, a mi dała zastrzyk przeciwbólowy, ale bolało coraz bardziej. Położne wyszły, a ja pisałam smsy do siostry męża- to jak rodzinny poród:-) Na salę obok przywieźli dziewczynę, która tak wrzeszczała, że cały szpital chyba na nogi postawiła, no to ja chciałam uciekać, nawet się spakowałam, tylko następny skurcz mnie powstrzymał.Jak przyszła gin mnie zbadać, to okazało się, że rozwarcie duże- ja już byłam wykończona, dali kroplówkę, trzy skurcze i Staś na zewnątrz! Acha! Jak robili usg, to im wyszło, że będzie miał 3200g. Gin mówi:"Fajna waga, łatwo pójdzie!" Jak się zdziwili, gdy miał 4070g!!Staś urodził się o 4.00. Byłam wykończona, bo całą noc nie spałam, a raniutko (o 7.00) zaczęli schodzić się goście do szpitala...Więc znowu nie spałam cały dzień, a o noc się bałam- bo to pierwsza z moim maleństwem
Ja już mężowi mówiłam: ja mogę rodzić dzieci, ale on będzie w ciąży, bo ostatnie ttrzy miesiące, są dla mnie nie do przeżycia!!
Nawet jeszcze nie opisalam swojego porodu.Tak nie za bardzo mam ochote to wspominac. Caly porod mialam zamkniete oczy dopiero otworzylam je jak Myszka ze mnie wyszla
i to wlasnie byl najcudowniejszy moment w tym wszystkim i to oczywiscie jak moglam ja przytulic.
:sick:

