ewamat
Mamy lutowe'07 Fan(ka)
Zaskoczyła mnie wtedy moja psychika. Takie normalne, ludzkie uczucia włączyły mi się dopiero po trzech dniach. Wiedziałam już wtedy, ze jest szansa, ze będzie dobrze. Wtedy się dopiero pierwszy raz rozpłakałam, ze szczęścia. Wcześniej chodziłam jak automat. Robiłam to co mi kazali i wierzyłam, ze robią wszystko, żeby pomóc Małej. Dzidzia po porodzie dostałą 2 pkt, ale po 10 minutach miała już 7. Nie wymagała reanimacji, chyba nawet nie miała tlenu. Jedna dobę przeleżała w inkubatorku, a potem już tylko wszystkich zadziwiała. Pierwszy raz w życiu widziałam jak karmią dzieci kieliszkami. Miałam problem, żeby ją nauczyć pić w piersi po tych kilku dniach ale się udało. Za to smoczka i butelki do tej pory nie akceptuje. Nie wspominam tego jako jakichś strasznych przeżyć. Raczej patrzę na to jak na jakiś wspaniały cud, którego byłam świadkiem. A to, ze się tak pięknie rozwija po tych swoich przeżyciach to jest kolejny cud. Nie mogłam długo pozbyć się wyrzutów sumienia, ze przed urodzeniem mogłam zagłodzić własne dziecko. Wiem, ze jest to irracjonalne, ale tego nie mogę się pozbyć. Dlatego teraz jestem tak bardzo przewrażliwiona na punkcie jej wagi. Ale po powrocie na samego cyca zaczęła znowu ładnie przybierać.:-)




