przypomniało mi się..opowiedziałam wrzesniówkom..to i Wam wkleje co mi sie przytrafiło podczas koncertu "in grid..carpe die.. w sobotę
wyobraxcie sobie..całe lotnisko pełne ludzi..dziewczyna dostala ataku padaczki..siadajac na karuzeli..czy jakims takim mlot czy co to.....stałam dosć daleko, ale zobaczyłam od razu, ze dziwnie sie zachowuje.. za chwilę upadła..zaczeło nią "rzucac"..podeszło do niej dwóch(co sie poźniej okazłao )pijanych obsługujacych to urzązenie-bodajze Czechów..i wyobraźcie sobie..ona trzesąca sie..tłum patrzacy na to(zero reakcji)i dwóch gosci podnoszacych ją..własciwie -sciagajacych ze sceny...Od razu pobiegłam..zaczełam krzyczec, by ja zostawili..położyli na bok..i dali do buzi cośby nie poprzegryzala sobie warg..Pytam, czy wezwali karetkę..oni-nie..zaczełam krzyczec w tłum, by wezwali karetkę..Wezwali ...ona lezala..głaskałam ją..mówiłam do niej by oddychała..itd..uspakajałam ją..-niekontaktowala..przewracala oczami i lezała..coraz wolniej drgajac....bałam sie..ale całe szczescie karetka szybko przyjechała..zabrali ją..Do konca wieczoru-taka zaduma...tyle ludzi-zero reakcji...ludzie bali sie..nie chcieli..nie potrafili pomóc..