A ja odkurzę wątek- od wczoraj mam doła

Może sama sobie już wkręcam- oceńcie...
Mamy- a właściwie mieliśmy znajomych. Rozstali się, wzięli rozwód, ich drogi rozeszły się. Z "nią" znałam się od dawna, "przyjaźniłyśmy się" kiedyś. Po rozwodzie postawili nas- czyli mnie i mojego M w dwuznacznej sytuacji- tzn my uważaliśmy, że znamy ich oboje, lubimy i nie widzimy powodu aby się któregoś z nich nie odzywać. Jednak byliśmy w błędzie, bowiem "ona" stwierdziła, że jestem dwulicowa, że jakim prawem odzywam się do jej byłego męża i utrzymujemy kontakty, jestem "jej przyjaciółką" i powinnam jej stronę trzymać a do niego nie odzywać się. Byłam totalnie zaskoczona! Oczywiście obraziła się! No i się zaczęło- przez dłuższy czas nie widziałam jej, kiedyś przypadkiem w sklepie wpadłyśmy na siebie- powiedziałam jej zwykłe, normalne "cześć"- z łaską mi odpowiedziała. Pomyślałam sobie, że widocznie mi się zdawało itp, że na pewno sobie wkręcam, że powiedziała normalnie itp. Później jednak potwierdziły się moje przeczucia- ona mnie kompletnie ignorowała. Jeśli ja jej nie powiedziałam pierwsza głupiego "cześć" - to zapomnij! Nigdy nie odezwałaby się do mnie pierwsza! To nic- jestem ugodowa, machnełam na to ręką. Myślę sobie, no w końcu bez sensu. "Stare baby" a zachowują się jak kretynki. No i tak kiedy się widziałyśmy to zawsze ja pierwsza "cześć" itp. Uważałam, że skoro kiedyś się przyjaźniłyśmy to pomimo tego, że straciłyśmy kontakt zwykłe przywitanie wypada sobie powiedzieć. Któregoś razu kiedy szłam i powiedziałam jej znów "cześć" nie odpowiedziała mi, udając że nie widzi mnie. Kompletnie mnie zignorowała. Ale się wkurzyłam! Nie to nie- myślę sobie. No i przestałyśmy się odzywać w ogóle. Wczoraj przypadkiem szliśmy z moim M, a ona ze swoim partnerem ładowała się do samochodu. Widziała nas i kiedy już byliśmy blisko powiedziała do mojego M "Cześć Bartek!"- myślałam, że orła wywinę! Mnie zignorowała, upodliła, a on co- odpowiedział jej!!! Myślałam, że go zabiję!

(( Uważam, że nie powinien jej odpowiedzieć. No i wygląda to teraz tak, że wszyscy są oki, tylko to ja jestem teraz ta zła i niedobra. Oni- komitywa a ja-czarna owca!

(( Nie rozumiem czegoś, bo skoro miała wątki, że utrzymujemy kontakt z jej byłym, to dlaczego nie tyczy to się też mojego M? Może przesadzam, ale poczułam się strasznie. Jej widocznie chodziło o to. Nie rozumiem też mojego M- zrobiło mi się strasznie przykro, bo nieraz mu opowiadałam, jak ona mnie traktuje a ja ciągle się kajam i wyciągam rękę. Czuję, że nie mam nawet w nim oparcia

Zawiódł mnie na swój sposób. Jak uważacie- mój M powinien odpowiedzieć to głupie "cześć" czy oboje powinniśmy kompletnie ją ignorować? Jestem urażona i nie potrafię racjonalnie tego ocenić. Kurczę, jak mi źle

((((