Pyszczek28
Fanka BB :)
W piątek 25 listopada wstałam o 10:00 i idąc do łazienki poczułam bąbelek lecący ze mnie, zadzwoniłam do położnej powiedziała żebym przyjechała na IP. Pojechałam, przyjęli mnie po godzinie 12:00 lekarz przyłożył papierek który w przypadku jeśli to wody powinien się zabarwić na granatowo. Papierek nie zareagował, więc lekarz wysłał mnie na KTG, powiedział że jak nie ma skurczów to pojade do domku. Na KTG oczywiście skurczów brak ( w czasie całej ciąży nie miałam ani pół żadnego skurczu czy napinania brzucha). Wracam po KTG na IP i poczułam że się znów polało. Pokazuje lekarzowi KTG i mówię że się leje ze mnie, a on mi na to że musi jeszcze raz sprawdzić bo przed chwilą była dziewczyna której ewidentnie wody odchodzą a papierki się nie zabarwiają więc podejrzewają że to coś jest z papierkami. Otworzył nową paczkę papierków, przykłada – od razu granatowy – na porodówkęJ Tam przyszła moja położna, pobrali krew, mąż pojechał po ostatnie wyniki badań bo nie zdążyłam jeszcze odebrać z laboratorium. Ustaliłyśmy z położną że chce znieczulenie – powiedziała ok., jak będzie odpowiedni moment (min 4 cm rozwarcia). Podpieła mnie znów pod KTG i ponieważ skurczów dalej niet podała oksytocynę. Małemu zaczęło tętno spadać do 100, ja skurczów brak więc chwila przerwy żeby się zwolniła sala do cesarek – tak na wszelki wypadek – była godzina ok. 15:00. Po chwili znów oxy jakieś skurcze małe, niebolesne się zaczęły. Rozwarcie miałam na 3 cm. Poszliśmy pod prysznic na krótko bo mi tam źle było i na piłkę. Wchodząc na piłkę była godzina 16:30 i bez problemowo wytrzymywałam bóle (nawet mniejsze niż na @). Moja położna poszła do Sali obok i mówi że tam ma kobieta parte wiec 15 minut i przyjdzie do mnie. Na piłce zaczęło boleć – bardzo boleć – mówię do M. pomóż mi jakoś – gaz, znieczulenie – cokolwiek żeby nie bolało. Tuż przed 17 przyszła położna – mówię do niej że poproszę znieczulenie a ona do mnie ok. tylko zobacze ile masz rozwarcia – sprawdza i mówi: za późno – pełne rozwarcie idziemy na fotel rodzić. Jak to? Już? Ja chcę ZNIECZULENIE! Nie wchodzę na żaden fotel bez dawki przeciwbólowej ale wyjścia nie miałam – 4 parcia i 17:20 mały się wydarł. Dali mi go na brzuch, M. przeciął pępowinę, wzięli go do badania – obsikał panią Doktor, mówią ze waży 1890 (na USG tydzień przed porodem podobno ważył 2040), 10 pkt agar, 49 cm. ja w tym czasie urodziłam łożysko i dowiedziałam się że natura podziałała tak że mały jest na świecie ponieważ miałam bakterię ureaplasma (stwierdzona w szpitalu 3 tygodnie wcześniej) która chciała się dostać przez łożysko do małego i dlatego natura spowodowała poród żeby bakteria nie zaszkodziła młodemu. Podali mi jeszcze moje zawiniątko na brzuch, chciałam go dotknąć paluszkiem a on obiema rączkami ścisnął mój palec i popatrzył się na mnie. Łzy polały się strumieniami. Zszywanie bolało jak cholera, na wózek i do łóżka leżeć 2 godziny. Po dwóch godzinach przyszła położna i pytam czy mogę do dziecka (wzięli go do inkubatora ogrzać) a ona mówi: biegiem bo zaraz myją szkraby i nie będzie wstępu na patologię. Jak podjechaliśmy pod inkubator i zobaczyłam małego z wenflonem, kroplówką, w za dużej czapce….eehhhh na samą myśl o tym rycze. Rana bolała jeszcze tydzień ale do wytrzymania. Nie było źle bo było krótko, na drugie teraz może bym się nie zdecydowała ( z resztą nie mogę ze względu na konflikt serologiczny który wystąpił na parę dni przed porodem) ale kiedyś na pewno będę chciała znów rodzić naturalnie!
wrocilam do domku juz taxowka Bo bylo ciezko. 

polozna poszla sie popytac ,znalazło sie bo akurat dziewczyna wychodzila uffff
Po 2 godz przyniesli nasze malenstwo a my sie delektowalismy naszym szczesciem i spokojem w sali porodowej.Ogólnie poród był bardzo ciezki...Dzieki mojemu M udało sie ,nie dalabym rady bez niego wspierał mnie niesamowicie.Wiec polecam kogos bliskiego przy porodzie bo to naprawde pomaga!!!
Zaraz potem mała zaczęła szaleć i pojawiły się skurcze lekkie jak przed miesiączką, które olałam, bo byłam już zmęczona zabawą w kotka i myszkę.
tylko własnego ciała. Naprawdę byłam w szoku, bo mała wiła mi się już na brzuchu, a ja nadal rodziłam.
Poród SN bez znieczulenia, podobnie jak z Olą, tylko że tamtą rodziłam 5h. Tu jednak pozostanie niemiłe wspomnienie, bo zapomniałam wziąć wodę i na porodówce błagałam o nią. Położnych nade mną było z 4 babki i powiedziały że wody nie mają , trzeba samemu sobie przynosić. Mąż latał po szpitalu i szukał automatu. Nie znalazł. Nad kranem zmoczył dłonie i zwilżył mi wargi, zlizywałam mu z palców krople wody. Wielka ulga. Dopiero przy partych jakaś babka powiedziała że gdzieś tam stoi czajnik i kubek...Jak można być tak nieludzkim i to kobiety kobiecie, przykre.
a w II fazę 10 minut 