NAT: takie odczucia to nigdy nie jest głupota! kolorowych zyczę

(co do bb to weszło mi ono w krew do tego stopnia, że aż D. myślał
jak cośtam opowiadałam, że o którejś ze swoich koleżanek ze świata "realnego" opowiadam)
ja to mam ten problem jak opowiadam coś mojej mamie albo teściowej, np a propos postępowania z dziećmi, zywienia itd itp... "a co to za znajoma?" no i co mam powiedzieć jak kobiety z pokolenia nienetowego???

a jeszcze nasłuchała się jedna z drugą "interwencjów" "uwagów" itp i myśli że na pewno każda z was jest pedofilem, mordercą albo jeszcze innym zbokiem


A jesli chodzi o konformizm, to nie ma sie tu co dziwic - chyba wiekszosc ludzi nie lubi konfrontacji - ja tez nie. Tylko ze u mnie to sie inaczej objawia. Kiedy sie z kims lub czyms (zachowaniem) nie zgadzam to nie przytakuje, a raczej milcze i unikam tej osoby, a konfrontacja mi przychodzi bardzo ciezko. To tez taki moj problem, nad ktorym pracuje ;-)
Przysporzylo mi to klopotow na studiach, bo wlasnie nie umialam sie przymilac do jednego pana "doktora" z bozej laski, ktory nas traktowal jak bydlo i w zasadzie upokarzal, chyba delektujac sie obserwowaniem, co studenci "przelkna" jak im na pozytywnej ocenie zalezy. Ledwo mi zaliczyl cwiczenia, mimo ze byly z tych "mniej waznych". A kolezanka mi wtedy powiedziala, ze ja sama sie prosze o problemy, bo sie "unosze duma" i nie umiem sie "dostosowac".
I w zwiazku z powyzszym tez tak mi imponuje
Happybeti, bo ma wiele madrosci zyciowej i umie ja przekazac w bardzo "nieagresywny" sposob

Ale pocieszam sie, ze ona troszke juz przeszla w zyciu i ja nauczylo i to pozwala mi miec nadzieje, ze tez bede kiedys madra :-) albo moze...madrzejsza.
Jeszcze sie odniose do uwagi
Cass o psychologu - ja sie tez zabralam, tak po amerykansku, na terapie do psychologa, i bardzo sie z tego ciesze...odkrywam ciagle takie niesamowite rzeczy, na ktore sama bym nigdy nie wpadla. Wiec jesli chodzi o frustracje, to polecam,
Dziulka. J
a sobie obiecalam, ze na mnie sie zatrzymaja pokoleniowe problemy rodzinne i nie "przekaze" dziecku moich obaw ani kompleksow. A moja psycholog (fajna jest) mawia, ze
nic tak jak dziecko nie ujawnia i nie intensyfikuje problemow rodzinnych.
No i tym sposobem znowu wyprodukowalam powiesc....ehhh...ciekawe czy za to tez sie dyscyplinarka nalezy

Milego dnia wszystkim mamom i dzieciaczkom!
z tym komformizmem u mnie jest tak samo...
na studiach miałam identyczne problemy, ale nie umiałam włazić profesorkom w dupę i to bez mydła...nie i już

i ja też podziwiam
beti...ale w końcu każda z nas jakąś mądrosć życiową posiada;-)
A teraz druga część ,mam nadzieję,że nasze moderatorki mi to wyjątkowo wybaczą,ale musicie uwierzyc mi na słowo,że miałam ważny powód,żeby przerwać i szybko wysłać ten pierwszy

.
mnie tyle razy wybaczyli to czemu tobie mają nie odpuscić tego grzecha?
aha, wiem co jeszcze chciałam napisać: SUGAR co do "słodzenia" to wg mnie skumulowane to jest przede wszystkim w galeriach i również z tego powodu nie udzielam się za bardzo w tych wątkach
hehe... ja tam lubie jak ktoś mi słodzi że fajna ta moja córa:-)


ale każda z nas pewnie zdaje sobie sprawę z tego że dla każdej matki to JEJ dziecko jest NAJ;-)na początku jak pisałam o "słodkosci" innych dzieciaczków to czułam sie jakbym zdradzała własne dziecko;-)



no ale co poradzić jak na widok Zuzka, Isi, Leane, Franka, Wojtka i wielu innych dzieciów paszcza sama się uśmiecha?

no i nie ma tez co ukrywać że pewnie każda z nas ma swoje faworytki/faworytów, co nie?;-)
strip, bardzo mądrze napisane!!! podejrzewam, że nie tylko zamyśliłam sie nad swoim podejściem do życia czytając twój post...
malutka, zdrówka!!!
Właśnie wlasne dziecko śmieje się z tego jak śpiewam. Nosz *** ja tu chcę Alutkę umuzykalnić a ta co? Mina "oszz boszz maatka ale wyjesz" i brecht
taaa, skąd ja to znam???

nawet nie chce mi się już kolejnych podejść

jak to dorosły człowiek może poczuc się zdeptany przez takiego malucha!

normalnie sprowadzają do parteru te nasze "niedobrzyzny"
Ida żaden z ciebie Tarzan. Normalna,wesoła dziewczyna z ciebie. I przestań mi tu wygadywać głupoty. Aha,"pocieszę cię", że kilka razy mi się zdarzyło,że nie utrzymałam Franka i walnął głową w ścianę. Normalnie tak się gibał,że ciężko było mi go utrzymać.
przede wszystkim, kciuki za szczepienie!!! i za jutrzejszego lekarza też!!!
dalej, Franus faktycznie ma "siłę odbicia" - sama się przekonałam

a co do wypisywania "głupot"... każdy ma jakiegoś bzika
Ps. Dyscyplina dyscypilina, ale nie nawidze jak ktos mówi, że u mnie dzieci będą chodziły jak w zagarku. Uważam, że dzieci zdyscyplinowane nie są szczęśliwe, sa stłamszone i biedne, bo ciągle się czegoś boją. Uważam, że dzieci potrzebują szacunku i miłości a nie dyscypliny, ale to tylko moje zdanie...
sariska - BRY DZIEŃ :* zgadzam się w 100% co do tego "chodzenia jak w zegarku". Ja byłam w ten sposób wychowywana przez tatę (mama niestety nie miała w tej kwestii prawie nic do gadania) i nie dość, że robiłam mu zawsze na złość (niezależnie jaką karę mi potem wymyślał) to jeszcze do tej pory podchodzę do niego z wielkim dystansem a powiedziałabym nawet, że się go (a raczje jego reakcji) momentami bardzo obawiam, chociaż już swoje lata na karku mam i tak na dobrą sprawę nic mi zrobić nie może
Dzecko powinno znac granice i wiedziec co moze a co, nie, ale nie mozna tez dziecka traktowac jak komputera- wciskam przycisk i dziala. To jest zywy czlowiek, ktory tak samo czuje, ma potrzeby, emocje i czasami nie umie sobie z nimi poradzic, nie umie ich nazwac i dlatego my powinnismy probowac zrozumiec, byc przy dziecku. A tlumaczenia nie zawsze odnosza odpowiedni skutek, czasami trzeba zastosowac kare, zabronic czegos, cos nakazac. tlumaczeniem dziecko nie posprzata swojego pokoju, albo nie bedzie chcialo sie ubrac, jak moj golas aktualnie, uciekajacy gdzie pieprz rosnie na widok bluzki...
ehhhhhhh... mądre słowa... ja byłam wychowywana tylko przez mamę. RAZ oberwałam ścierą przez plecy

ale należało mi się, bo zamknęłam w takiej toalecie na działce wujka i musiał wyjść oknem, a raczej okienkiem



wcale nie miałam za złe mamie i do dziś się z tego śmiejemy

i ogólnie nie miałam nigdy większych ograniczeń, zakazów, nakazów - z tego do końca zadowolona nie jestem, bo żyłam i do dziś żyje na zasadzie "postępuj tak, żeby mama była dumna, żeby nie sprawiać przykrości" itp... a nie jest to łatwe. łatwiej życ mając wytyczone granice, moim skromnym zdaniem

zresztą obawiam się że nie bedę umiała postepować inaczej z własną córką... bo takie liczenie na to że będzie żyła w zgodzie z własnym sumieniem (czyli coś na zasadzie "nie rób drugiemu co tobie niemiłe" czy cuś w tym stylu) to jest naiwność lekka... ale mąż zarzeka się że dyscyplina będzie - i tu bałabym się coby nie przesadzał jak tata
makuc, i nie chciałabym też być tą "deską ratunku" dla dziecka kiedy tata nakrzyczy albo zabroni czegoś...
Ja trochę bez humoru, pokłócona z rodzicami dość ostro, ale to nic w porównaniu do problemów niektórych z WAs.
Wszystkie smutne przytulam!
z rodzicami???:-(tulam:***
SARISKA szczerze powiedziawszy to ja też mam takie zdanie co do tresowania dzieci. moi rodzice mnie nigdy nie tresowali i wyrosłam na ludzi, a moich rodziców się nigdy nie bałam za to bardzo kochałam, szanowałam i wiedziałam, że mogę na nich liczyć (co zresztą ma miejsce nadal)
tresowaniu absolutne nie! i tym bardziej podziwiam takich rodziców jak Twoi i moja mama:-)(choć jak już pisałam, czasem trochę "twardosci" mi brakowało, ale to chyba raczej zależy od dziecka - jedno będzie potrzebowało, inne nie)
miniu, jak casperek???a z mężem ok?
roxi, ja czytam:-)ja też odnoszę wrażenie, że moich nikt nie czyta, no chyba że udało mi się jakiś smiechowy tekst wstawić, a tak to przeważnie zero odzewu


chyba za mało kontrowersji sieję/siejemy, Roxi




no i nie ma co ukrywać, a propos postu natusi jeszcze, że na pewno do jednych dziewczyn nam blizej, do innych dalej - życie:-)osobiscie, chyba nie ma tu na bb osoby, która budziłaby we mnie jakiegoś bestyja, irytowała do bólu czy cuś;-) raczej sqpiam się na sledzeniu losów tych z was, z którymi w jakiś sposób sie identyfikuję, bądź po prostu "skradły me serce"

i to też życiowa sprawa:-)
malutka, u mnie pogoda psia, więc ja ci słoneczka nie zarąbałam

i więcej już nie napiszę bo zbieramy się do teściów, socjalizować dziecko

ajajaj jak się cieszę

no ale trza...
więc do napisania później, może będę w lepszej formie

:***