happybeti
show must go on...
Wiecie co???Ja już nawet straciłam rachubę stron (jak zwykle ociekających alkoholem i seksem
)) ) ,które musiałam nadrobić od wczoraj
.Chyba te upały tak na Waszą tfurrrczość radosną wpływają;-).Dodam tylko,że nawet wieczorem chciałam dołączyć do imprezki- niestety,po odpisaniu na jeden wątek z tematycznych oczy dosłownie same zaczęły mi się zamykać i musiałam spadać
.
Heh...nie wiem,od czego zacząć...Może od Doriska:-)
.Jestem w szoku,że Dodo musiał już fryzjera odwiedzić
.I poniekąd zazdraszczam;-)
- moja Królewna nadal jak chłopczyk wygląda- tzn. z tyłu i z boków jak cie mogę,nawet niezłe te włoski już ma.Za to przód- masakra- prawie łysa do połowy głowy...
-to miejsce,gdzie miała wenflon przyklejony z przodu tak jej zostało- dopiero zaczynają jej tam włoski rosnąć jakieś normalne.No,nic,w końcu urosną...
Super,że takie fajne wspólne pieczenie babeczek z Mikusiem było.Ja tez uwielbiałam,jak moi chłopcy mi pomagali
.A mój M. wciąż wspomina chwile ze swoją Mamą w kuchni spędzone jako najfajniejsze...Wiesz,on też wcześnie Ją stracił i widzę,jak do dziś mu z tym ciężko...:-(...Tulam...:***...i przepraszam,jeśli poruszyłam znów bolesny temat...ale jakoś nie umiałam zignorować tego,co pisałaś...:***
Co do swojej "genialności" jako dziecko (hehe,jakże to po polskiemu brzmi
)),to nie będę się szczegółowo przechwalać
,"pochwalę się" tylko ,że pierwszą "dwóję",czyli czarny kwiatek "zarobiłam" na początku pierwszej klasy(do szkoły wysłali mnie w wieku 6 lat,bo już się obawiali,że jak jeszcze rok poczekają,to w ogóle nie będę miała tam co robić;-)) za...czytanie pod ławką
.Kiedy inne dzieci biedziły się nad sylabizowaniem z elementarza,ja sobie czytałam jakąś ksiązkę z biblioteki
.Jakoś specjalnie się tym wtedy nie przejęłam
.
Mój Tomir nie miał już tak fajnie...Pani w I klasie znienawidziła go za to,że ośmielił się ją poprawić- napisała coś na tablicy ( z ortografem takim,że szok

) i kazała dzieciom przepisać.On spojrzał i nie mając nic złego na myśli powiedział do koleżanki,która siedziała bliżej"Natalka,tam jest błąd,idź popraw".No i miał przechlapane od tego czasu...dobrze,że po roku im sie pani zmieniła,bo jakiejś fobii szkolnej by chyba dostał
.
A skoro już jesteśmy przy błędach (typu literówki itp.),to ...głupio mi się zrobiło i czuję się też lekko skarcona przez Idę
.Bo zdaję sobie sprawę,ile razy u mnie "alt" "nie działa" i zamiast "się" jest "sie" itp...
Wiem,że tłumaczenie,że ja dinozaur(starozaur,hehe
) sprzed epoki komputerowej i to pisanie to wciąż "tak se" mi idzie,nie ma racji bytu- to tylko lenistwo i pośpiech,że nie poprawiam ich nieraz.Za co baaardzo przepraszam
.Teraz się staram,hehe,ale jak długo to potrwa?Jeszcze tylko się wytłumaczę,że Maksio zawsze ustawia mi język na angielski,więc praktycznie cały tekst mam przeważnie popodkreślany na czerwono jak po polsku piszę- stąd ciężko mi od razu wyłapać,jak gdzieś babola strzelę
.Często robię "edit" zaraz po wysłaniu,no,ale nie zawsze,a nawet ,jak robię,to i tak coś zawsze przeoczę w pośpiechu
.Ja wiem,że może aż tak strasznie z moimi postami nie jest i da się je (przeważnie
) zrozumieć,nie zastanawiając się pół godziny "co poeta miał na myśli",ale ja staroświecka jezdem i nauczona,że takie pisanie bylejakie to brak szacunku dla tych,co to będą czytać...Fakt,że forum też mnie pod tym względem "zepsuło" i często właśnie sobie "odpuszczam" przez pośpiech,no,ale to nie powinno tak być...
A jeszcze co do "czytliwości " postów,to,Maqc,akurat Twoje posty dla mnie czytliwe baaaardzo i nie czepiajmy się drobiazgów typu szyk wyrazów w zdaniu
.Zaś Twoje obawy co do wagi,to po prostu...buhaha!!!!Nie wiem ,ile i jak długo musiałabyś się tortami opychać,żebyś musiała zacząć się pilnować...nooo,weee;-).
A domofon niech D. jakoś rozmontuje-rozkręci,odłączy kabelek od głośniczka...nie wiem,na pewno coś da się zrobić ( w sensie popsuć dziada
).
A kaska,cóż...temat- rzeka...
.U mnie tez z tym nie za ciekawie...ostatnio same rachunki ze skrzynki wyjmuję
.Teraz oprócz standardowych,w tym miesiącu jeszcze ubezpieczenie samochodu doszło,rata za nową pralke,bo stara akurat teraz musiała się zepsuć
- same "przyjemności".Ech...:-
no:.Cóż,trzeba się cieszyć,że póki co to wszystko inne dobrze,a pieniądze raz są,raz ich nie ma...rzecz nabyta.Obyśmy my byli zdrowi i Amelka jak dotąd bez poważniejszych problemów,to damy radę
.Jakoś to przetrwamy...
Na koniec "dobre rady starej ciotki" jak przetrwać upały

Okna otwierać w nocy,a na dzień zamykać i zasłaniać,żeby mieszkanie było zacienione,często przecierać podłogi na mokro- schnąc,"pobierają ciepło" z otoczenia,albo rozwieszać wilgotne ręczniki np..
A propos klimy jeszcze,to ja akurat za nią nie przepadam,bo źle na mnie działa- wysychają mi soczewki i dostaję ataków kaszlu od tego przesuszonego powietrza.Ale w pracy mieliśmy i muszę Wam powiedzieć,ze dla nas,dziewczyn,była źródłem nieustającej radości

;-)- otóż ten "dynks" do regulacji,co to był w ścianie,jak kontakt,u nas w pokoju był popsuty i trzeba było robić to ręcznie,czyli włazić na stół i stamtąd sięgać i przestawiać coś tam bezpośrednio przy samym "ustrojstwie",nie wiem,dokładnie,na czym to polegało,ale zawsze było "Przemek,Łukasz,wskoczcie no na stół poprawcie klimę,bo jest za zimno/za gorąco".No i chłopaki wskakiwali,sięgali w górę do tych tam "pudeł",koszulka podjeżdżała w górę...hehe,ubaw miałyśmy,bo oni jakoś nigdy się nie zorientowali,o co kaman i czemu non stop każemy im przy tej klimie grzebać;-)

.
Dziś 11 miesięcy kończą
Leane i Gabi
dla nich i dla Dziulki i Joli wszystkiego najnajnaj:-):-):-)
:***
No,właśnie...Joli to coś ostatnio rzadko tu zagląda...
Wczoraj myślałam,że Amelka po szaleństwach w piaskownicy padnie jak mucha,a tu suprajz
.Wykąpana ,wciągnęła całą butlę mleka z kleikiem i oczka jak 5 zł.Ale ani nie marudziła,ani nie szalała po łóżeczku.Siedziała w nim sobie,gadała po swojemu do lali i misia- chichotałam po cichu,bo takie to śmieszne było,z taka intonacją,jakby coś tam im tłumaczyła i co chwilę "Taaak?nieeee!".Co ją chciałam położyć,to siadała i od nowa rozmowy.I tak do 22
(od 20.00).
A ja bat na własną d... ukręciłam,bo...ostatnio w tv na jakimś kanale leciała powtórka jakiegoś kabaretu,a na koniec śpiewali piosenkę na melodię "Hafanana" Africa Simone'a (ktoś kojarzy gościa
?).Amelce tak się spodobało,że nawet dansować do tego zaczęła,co u niej raczej rzadko się zdarza.No,to chcąc zrobić dziecku przyjemność,wczoraj odszukałam to na You Tube i jej puściłam...O,ja głupia...

.Tak jej się spodobało,że przeraźliwy krzyk był,jak się skończyło i musiałam w kółko i w kółko jej puszczać...

.Lojalnie ostrzegam- "nie róbcie tego w domu"
.A swoją drogą ,to po kim ona ma ten gust muzyczny
????

.Chyba te upały tak na Waszą tfurrrczość radosną wpływają;-).Dodam tylko,że nawet wieczorem chciałam dołączyć do imprezki- niestety,po odpisaniu na jeden wątek z tematycznych oczy dosłownie same zaczęły mi się zamykać i musiałam spadać
.Heh...nie wiem,od czego zacząć...Może od Doriska:-)
.Jestem w szoku,że Dodo musiał już fryzjera odwiedzić
.I poniekąd zazdraszczam;-)
- moja Królewna nadal jak chłopczyk wygląda- tzn. z tyłu i z boków jak cie mogę,nawet niezłe te włoski już ma.Za to przód- masakra- prawie łysa do połowy głowy...
-to miejsce,gdzie miała wenflon przyklejony z przodu tak jej zostało- dopiero zaczynają jej tam włoski rosnąć jakieś normalne.No,nic,w końcu urosną...Super,że takie fajne wspólne pieczenie babeczek z Mikusiem było.Ja tez uwielbiałam,jak moi chłopcy mi pomagali
.A mój M. wciąż wspomina chwile ze swoją Mamą w kuchni spędzone jako najfajniejsze...Wiesz,on też wcześnie Ją stracił i widzę,jak do dziś mu z tym ciężko...:-(...Tulam...:***...i przepraszam,jeśli poruszyłam znów bolesny temat...ale jakoś nie umiałam zignorować tego,co pisałaś...:***Co do swojej "genialności" jako dziecko (hehe,jakże to po polskiemu brzmi
,"pochwalę się" tylko ,że pierwszą "dwóję",czyli czarny kwiatek "zarobiłam" na początku pierwszej klasy(do szkoły wysłali mnie w wieku 6 lat,bo już się obawiali,że jak jeszcze rok poczekają,to w ogóle nie będę miała tam co robić;-)) za...czytanie pod ławką
.Kiedy inne dzieci biedziły się nad sylabizowaniem z elementarza,ja sobie czytałam jakąś ksiązkę z biblioteki
.Jakoś specjalnie się tym wtedy nie przejęłam
.Mój Tomir nie miał już tak fajnie...Pani w I klasie znienawidziła go za to,że ośmielił się ją poprawić- napisała coś na tablicy ( z ortografem takim,że szok


) i kazała dzieciom przepisać.On spojrzał i nie mając nic złego na myśli powiedział do koleżanki,która siedziała bliżej"Natalka,tam jest błąd,idź popraw".No i miał przechlapane od tego czasu...dobrze,że po roku im sie pani zmieniła,bo jakiejś fobii szkolnej by chyba dostał
.A skoro już jesteśmy przy błędach (typu literówki itp.),to ...głupio mi się zrobiło i czuję się też lekko skarcona przez Idę

.Bo zdaję sobie sprawę,ile razy u mnie "alt" "nie działa" i zamiast "się" jest "sie" itp...
Wiem,że tłumaczenie,że ja dinozaur(starozaur,hehe
.Teraz się staram,hehe,ale jak długo to potrwa?Jeszcze tylko się wytłumaczę,że Maksio zawsze ustawia mi język na angielski,więc praktycznie cały tekst mam przeważnie popodkreślany na czerwono jak po polsku piszę- stąd ciężko mi od razu wyłapać,jak gdzieś babola strzelę
.Często robię "edit" zaraz po wysłaniu,no,ale nie zawsze,a nawet ,jak robię,to i tak coś zawsze przeoczę w pośpiechu
.Ja wiem,że może aż tak strasznie z moimi postami nie jest i da się je (przeważnieA jeszcze co do "czytliwości " postów,to,Maqc,akurat Twoje posty dla mnie czytliwe baaaardzo i nie czepiajmy się drobiazgów typu szyk wyrazów w zdaniu
.Zaś Twoje obawy co do wagi,to po prostu...buhaha!!!!Nie wiem ,ile i jak długo musiałabyś się tortami opychać,żebyś musiała zacząć się pilnować...nooo,weee;-).A domofon niech D. jakoś rozmontuje-rozkręci,odłączy kabelek od głośniczka...nie wiem,na pewno coś da się zrobić ( w sensie popsuć dziada
A kaska,cóż...temat- rzeka...
.U mnie tez z tym nie za ciekawie...ostatnio same rachunki ze skrzynki wyjmuję
.Teraz oprócz standardowych,w tym miesiącu jeszcze ubezpieczenie samochodu doszło,rata za nową pralke,bo stara akurat teraz musiała się zepsuć
- same "przyjemności".Ech...:-Na koniec "dobre rady starej ciotki" jak przetrwać upały


Okna otwierać w nocy,a na dzień zamykać i zasłaniać,żeby mieszkanie było zacienione,często przecierać podłogi na mokro- schnąc,"pobierają ciepło" z otoczenia,albo rozwieszać wilgotne ręczniki np..
A propos klimy jeszcze,to ja akurat za nią nie przepadam,bo źle na mnie działa- wysychają mi soczewki i dostaję ataków kaszlu od tego przesuszonego powietrza.Ale w pracy mieliśmy i muszę Wam powiedzieć,ze dla nas,dziewczyn,była źródłem nieustającej radości


;-)- otóż ten "dynks" do regulacji,co to był w ścianie,jak kontakt,u nas w pokoju był popsuty i trzeba było robić to ręcznie,czyli włazić na stół i stamtąd sięgać i przestawiać coś tam bezpośrednio przy samym "ustrojstwie",nie wiem,dokładnie,na czym to polegało,ale zawsze było "Przemek,Łukasz,wskoczcie no na stół poprawcie klimę,bo jest za zimno/za gorąco".No i chłopaki wskakiwali,sięgali w górę do tych tam "pudeł",koszulka podjeżdżała w górę...hehe,ubaw miałyśmy,bo oni jakoś nigdy się nie zorientowali,o co kaman i czemu non stop każemy im przy tej klimie grzebać;-)

.Dziś 11 miesięcy kończą
Leane i Gabi
dla nich i dla Dziulki i Joli wszystkiego najnajnaj:-):-):-)
:***No,właśnie...Joli to coś ostatnio rzadko tu zagląda...
Wczoraj myślałam,że Amelka po szaleństwach w piaskownicy padnie jak mucha,a tu suprajz

.Wykąpana ,wciągnęła całą butlę mleka z kleikiem i oczka jak 5 zł.Ale ani nie marudziła,ani nie szalała po łóżeczku.Siedziała w nim sobie,gadała po swojemu do lali i misia- chichotałam po cichu,bo takie to śmieszne było,z taka intonacją,jakby coś tam im tłumaczyła i co chwilę "Taaak?nieeee!".Co ją chciałam położyć,to siadała i od nowa rozmowy.I tak do 22
(od 20.00).A ja bat na własną d... ukręciłam,bo...ostatnio w tv na jakimś kanale leciała powtórka jakiegoś kabaretu,a na koniec śpiewali piosenkę na melodię "Hafanana" Africa Simone'a (ktoś kojarzy gościa


.Tak jej się spodobało,że przeraźliwy krzyk był,jak się skończyło i musiałam w kółko i w kółko jej puszczać...

.Lojalnie ostrzegam- "nie róbcie tego w domu"
.A swoją drogą ,to po kim ona ma ten gust muzyczny
????
Ostatnia edycja:

tak mnie wczoraj zmoglo, że przed włączonym komputerem usnęłam
D. do tej pory ma ze mnie z tego powodu śmiechawę. Bo, że niby Bb-holiczka ze mnie. No ejjj
;-)


